Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moje rysunki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moje rysunki. Pokaż wszystkie posty
sobota, 27 lipca 2013
wtorek, 23 lipca 2013
335. Batman forever
Pozazdrościłam Pasiakowej potwora z balonikiem i oto mój własny, smutny potworek.
Minę ma jak pogoda za oknem, akurat się zachmurzyło, ciśnienie gwałtownie spadło i wyraźnie to wpłynęło na "dzieło".
A gdzie druga rączka, można zapytać.
Ano nie ma.
Minę ma jak pogoda za oknem, akurat się zachmurzyło, ciśnienie gwałtownie spadło i wyraźnie to wpłynęło na "dzieło".
A gdzie druga rączka, można zapytać.
Ano nie ma.
sobota, 17 listopada 2012
294. Terapeutyczna funkcja sztuki pisania
Artykuł o kobiecym piśmie dołączony do wczorajszego słoika wywarł na mnie głębokie wrażenie. Powyżej wpis w "naszym zeszycie". Farby akrylowe, tusze, żelo- i cienkopisy.
Labels:
cytaty,
moja pisanina,
moje rysunki,
motywator,
turkus,
zeszyt
wtorek, 25 września 2012
piątek, 13 stycznia 2012
207. Jestem scrapującą Polką na kocią łapę
Co czyni skrapującą Polką?
Zarejestrowanie się na portalu wydaje się niewystarczające.
A wzięcie udziału w wymianie?
Jeśli praca jest rysunkiem, a nie skrapem?
Moja jest dyptykiem, po złożeniu wielkości standardowego ATC, tło pomalowane białą akrylówką i pobrudzone brązowym tuszem ze scrap.com.peelu. Dobrana parka narysowana tuszem kreślarskim przy pomocy bambusowego patyka do szaszłyków :)(gdzieś mi wcięło stalówki).
Moja szczęśliwa gwiazda dała mi za partnerkę w wymianie ATC "Koty" Gwiazdę Północną, czyli Nordstjernę, której prace podziwiam za piękno, dowcip, misterność, szlachetną kolorystykę, staranność.
Jej pracę pokażę w innym poście, bo nie sposób zestawić ich razem.
Jeśli ktoś uzna ten pomysł za plagiat, i owszem, już go wykorzystałam kiedyś, w innym wyzwaniu.
Zarejestrowanie się na portalu wydaje się niewystarczające.
A wzięcie udziału w wymianie?
Jeśli praca jest rysunkiem, a nie skrapem?
Moja jest dyptykiem, po złożeniu wielkości standardowego ATC, tło pomalowane białą akrylówką i pobrudzone brązowym tuszem ze scrap.com.peelu. Dobrana parka narysowana tuszem kreślarskim przy pomocy bambusowego patyka do szaszłyków :)(gdzieś mi wcięło stalówki).
Moja szczęśliwa gwiazda dała mi za partnerkę w wymianie ATC "Koty" Gwiazdę Północną, czyli Nordstjernę, której prace podziwiam za piękno, dowcip, misterność, szlachetną kolorystykę, staranność.
Jej pracę pokażę w innym poście, bo nie sposób zestawić ich razem.
Jeśli ktoś uzna ten pomysł za plagiat, i owszem, już go wykorzystałam kiedyś, w innym wyzwaniu.
Labels:
kotek,
moje ATC,
moje rysunki,
poszło w świat!,
wymiany,
zabawne
czwartek, 1 grudnia 2011
czwartek, 24 listopada 2011
196. Fauna, flora i architektura
Dzisiejsze malarstwo konferencyjne:
1. Fauna. Do słynnego plakatu z XIX-wiecznego paryskiego kabaretu Chat noir mu daleko, ale co tam, jest mój. Przy okazji poszukiwania reprodukcji w sieci dowiedziałam się, że kot to symbol sztuki, wła-la!
2. Architektura, arcytektura. Może użyć jako stempelka?
3. Flora. Kto nie rozpoznał: koniczyna i róża. Oj tam, tylko tak umiem.
1. Fauna. Do słynnego plakatu z XIX-wiecznego paryskiego kabaretu Chat noir mu daleko, ale co tam, jest mój. Przy okazji poszukiwania reprodukcji w sieci dowiedziałam się, że kot to symbol sztuki, wła-la!
2. Architektura, arcytektura. Może użyć jako stempelka?
3. Flora. Kto nie rozpoznał: koniczyna i róża. Oj tam, tylko tak umiem.
piątek, 21 października 2011
189. Różne takie, misie i inne przyjemności
W Stumilowym Lesie wiatr strącił kilka listków z największego drzewa.
- Nie mogę w to uwierzyć - powiedział Królik. - Czyżby zbliżała się jesień?
- Jesień... - rozmarzył się Puchatek. - Spiżarnia, pokój, garnek, spiżarnia, łóżko, miodek i tak bez końca...
- Uważaj, Misiu, bo z tego "bez końca" nie zmieścisz się w drzwiach - ostrzegł go Prosiaczek.
- Hmm... - Puchatek się zastanowił. - To nic, wtedy wy przyjdziecie do mnie!
Dla dzisiejszej solenizantki, zwariowanej fanki Kubusia P. (w disneyowskiej wersji graficznej) znalazłam w empiku idealny prezent: kalendarz na przyszły rok z takimiż disneyowskimi ilustracjami i licznymi (bodaj dwoma tygodniowo) cytatami. Cytaty uwielbiam, bo jestem taką samą wielbicielką słynnego pluszaka, tylko wolę oryginalną wersję rysunkową. Otworzyłam na chybił trafił i trafiłam na powyższy dialog. Cudownie oddaje charakter tytułowego bohatera, pogodnego, zadowolonego z siebie i z życia Puchatka (a nie głupiego misia, jak to interpretują niektórzy).
- Nie mogę w to uwierzyć - powiedział Królik. - Czyżby zbliżała się jesień?
- Jesień... - rozmarzył się Puchatek. - Spiżarnia, pokój, garnek, spiżarnia, łóżko, miodek i tak bez końca...
- Uważaj, Misiu, bo z tego "bez końca" nie zmieścisz się w drzwiach - ostrzegł go Prosiaczek.
- Hmm... - Puchatek się zastanowił. - To nic, wtedy wy przyjdziecie do mnie!
Dla dzisiejszej solenizantki, zwariowanej fanki Kubusia P. (w disneyowskiej wersji graficznej) znalazłam w empiku idealny prezent: kalendarz na przyszły rok z takimiż disneyowskimi ilustracjami i licznymi (bodaj dwoma tygodniowo) cytatami. Cytaty uwielbiam, bo jestem taką samą wielbicielką słynnego pluszaka, tylko wolę oryginalną wersję rysunkową. Otworzyłam na chybił trafił i trafiłam na powyższy dialog. Cudownie oddaje charakter tytułowego bohatera, pogodnego, zadowolonego z siebie i z życia Puchatka (a nie głupiego misia, jak to interpretują niektórzy).
A skoro już byłam w empiku, nie powstrzymałam się przed wydaniem wiekszej liczby złotówek niż miałam (dysponuję teraz funduszem pożyczonym i przeznaczonym na przeżycie jeszcze minimum pięciu dni, swoje już wydałam do zera).
Bo, po pierwsze, rekomendowany przez Kardamonową "Słodki listopad". Obejrzałam film tego samego popołudnia. Nie wiedziałam, jak włączyć polskie napisy, więc przymusowo poćwiczyłam listening comprehension. Nowy piękny przykład serendipity. Film z całego serca rekomenduję. Rzeczywiście można z przyjemnością obejrzeć każdej jesieni (tak jak "To właśnie miłość" w okolicach Gwiazdki).
Bo, po drugie, nowy numer "Zwierciadła". Niby nie uciekłoby do przyszłego tygodnia, ale to taka przyjemność mieć nowe, nowiutkie, od razu, natychmiast!
Bo, po trzecie, było to nie w moim małym sopockim salonie, tylko w dużym w Galerii Bałtyckiej, gdzie jest całkiem przyzwoite stoisko scrapbookingowe, a tam czekał na mnie On, sama misiowa słodycz i uroda. Z żalem stwierdziłam, że stempelek jest prawdopodobnie wadliwie przyklejony do klocka, bo jedno uszko się nie odbija, ale już po naużalaniu się odkryłam, że wystarczy odbijać na czymś miększym i wychodzi lepiej (np. na złożonej gazecie). A oto on, we własnej misiowej osobie:
Przypisuje się to zdanie Marilyn Monroe: Pieniądze szczęścia nie dają, dopiero zakupy!
*
Postanowiłam też docenić moje gryzmołki konferencyjne, robione wczoraj w czasie nudnawego wykładu. Przyjrzałam się im jakby je robił ktoś obcy i dzięki temu mój wewnętrzny krytyk milczał. Stwierdziłam, że mógłby to być projekt stempla, pewnie znalazłby nabywców i użyłam go do zaczątka kartki. Nie jest jeszcze skończona, ale coś z niej pewnie powstanie. Najbliższe wydało mi się życzenie Cynki, które zwykła umieszczać na swoich kartkach z broszką, choc pewnie burza mózgów przyniosłaby jeszcze inne twórcze pomysły. Jakieś podpowiedzi? :)
Labels:
hedonistycznie,
miś,
moja pisanina,
moje kartki,
moje rysunki,
serendipity
niedziela, 16 października 2011
188. Co odróżnia plagiat od inspiracji?
Potrzebowałam szybko czegoś do doniczki z żywotnikiem, na kawałku papieru makówkowego, bez kompleksów nagryzmoliłam jak umiałam, ściągając pomysł od Kardamonowej.
poniedziałek, 7 marca 2011
151. Malarstwo konferencyjne ;)
Malarstwo konferencyjne to machinalne gryzmolenie podczas wykładu czy innej imprezy, która angażuje jedynie zmysł słuchu.W zeszły czwartek uczestniczyłam w pewnej obronie doktorskiej (są to wydarzenia otwarte). I słuchając z większym czy mniejszym zainteresowaniem (sporą część zajmują nudne formułki proceduralne) gryzmoliłam sobie na boku, czego owoce ośmielam się pokazać na blogu ;)
Po imprezie, zwanej często w żargonie uczelnianym theatrum, jeden z recenzentów zagadnął mnie na stronie: - Chciałbym przeczytać wiersz, który pani napisała.
Moje oczy musiały zrobić się wielkie, bo dodał:
- Widziałem, jak pani pisała.
Musiałby zobaczyć to, co Wam pokazuję!
niedziela, 19 września 2010
113. Buzie, twarze, gęby
Przypomniała mi się pewna zabawa z dzieciństwa, może komuś się przyda na słotne wieczory jesienne. Potrzebne są: papier, pisak, poczucie humoru i wyobraźnia.
Rysujemy, talent nie wymagany, kilka lub kilkanaście twarzy, jak najbardziej różniących się od siebie. Przyglądając się im staramy się odgadnąć ich imiona (tak! oni już mają imiona, naszym zadaniem jest tylko je odnaleźć), nazwiska, zawód, życiową sytuację. Zachęcamy dziecko czy dzieci, zadając pytania, do tworzenia wyobrażonej biografii tej osoby: kto to jest? gdzie pracuje? co lubi? jakie ma marzenia? jaką ukrywa tajemnicę? i co komu fantazja podpowie.
Moja galeria: panna Celina Wiatraczkówna, urzędniczka. W okienku pocztowym wydaje paczki i sprzedaje znaczki. Bardzo sprawnie obsługuje klientów, nie myląc się przy wydawaniu reszty i nikt się nawet nie domyśla, że w rzeczywistości wcale jej na poczcie nie ma. Myślami buja w Norwegii, skąd nadszedł właśnie gruby list w bąbelkowej kopercie.
Pan Wiktor Kaloszek, listonosz. Nie, nie, żadnych romantycznych skojarzeń. Pracuje w innym urzędzie i nigdy nie spotkał Wiatraczkówny. Spogląda ponuro, bo nie cierpi swojej pracy. Marzy o występach w operze. Tymczasem śpiewa przy goleniu.
Señor Miguel Cassavetes, Hiszpan, przypadkowo zabłąkany w Koluszkach. Poczciwy wygląd niech was nie zmyli, jego myśli są mroczne. Coś knuje...
I tak dalej, i tak dalej. Niezastąpione na długie podróże pociągiem, deszczowe dni na wczasach, kiedy dzieci się nudzą. Mnóstwo śmiechu - gwarantowane!
Rysujemy, talent nie wymagany, kilka lub kilkanaście twarzy, jak najbardziej różniących się od siebie. Przyglądając się im staramy się odgadnąć ich imiona (tak! oni już mają imiona, naszym zadaniem jest tylko je odnaleźć), nazwiska, zawód, życiową sytuację. Zachęcamy dziecko czy dzieci, zadając pytania, do tworzenia wyobrażonej biografii tej osoby: kto to jest? gdzie pracuje? co lubi? jakie ma marzenia? jaką ukrywa tajemnicę? i co komu fantazja podpowie.
Moja galeria: panna Celina Wiatraczkówna, urzędniczka. W okienku pocztowym wydaje paczki i sprzedaje znaczki. Bardzo sprawnie obsługuje klientów, nie myląc się przy wydawaniu reszty i nikt się nawet nie domyśla, że w rzeczywistości wcale jej na poczcie nie ma. Myślami buja w Norwegii, skąd nadszedł właśnie gruby list w bąbelkowej kopercie.
Pan Wiktor Kaloszek, listonosz. Nie, nie, żadnych romantycznych skojarzeń. Pracuje w innym urzędzie i nigdy nie spotkał Wiatraczkówny. Spogląda ponuro, bo nie cierpi swojej pracy. Marzy o występach w operze. Tymczasem śpiewa przy goleniu.
Señor Miguel Cassavetes, Hiszpan, przypadkowo zabłąkany w Koluszkach. Poczciwy wygląd niech was nie zmyli, jego myśli są mroczne. Coś knuje...
I tak dalej, i tak dalej. Niezastąpione na długie podróże pociągiem, deszczowe dni na wczasach, kiedy dzieci się nudzą. Mnóstwo śmiechu - gwarantowane!
niedziela, 11 lipca 2010
środa, 9 czerwca 2010
90. Znalezisko...
... podpisane: Gdynia, 14.06.2003. Za kilka dni rocznica :)
Siedziałam na ławce w Orłowie, z widokiem na plażę i orłowskie molo i bazgrałam z lubością po papierze. Obok siedział mój brat, a za nim jakaś nasza przelotna znajoma. Był sam środek dnia (14:00?), jedliśmy z pudełeczka przyniesiony z domu lanczyk, słońce świeciło jak szalone. Moja ulubiona pora roku: wczesne lato, kiedy wszystko jest jeszcze nadzieją i oczekiwaniem, roślinność w rozkwicie, jeszcze zielonym, szalonym; dojrzałość ma dopiero nadejść, a zaraz za nią przesyt, znużenie, wypalone trawy, upał, gorączkowa zmysłowość. Ale to potem, teraz nic nie mąci błogiej beztroski.
Subskrybuj:
Posty (Atom)












