środa, 20 marca 2013

318. Tag marcowy - trzykropki w ubranku

Marcowe wyzwanie tagowe: tag w ubranku. Na tagu mają być kropki na trzech materiałach, u mnie: papier w kropki z Galerii Rae (dwustronny, czerwony w białe i biały w czerwone kropeczki), wstążka z Rossmanna i biedronki na taśmie klejącej z empiku - w kropki, rzecz jasna.
Moja ulubiona forma - kartka tagowa. Skoro kartka, to ubrankiem jest koperta, z powtórzoną połową kropkowanej serwetki i biedroneczką. Biedroneczki przykryłam przezroczystymi kroplami epoksydowymi, nabytymi za bytności w Poznaniu w Stonogach, napis, babeczka (ciastko) i babeczka (dziewczyna) z pudełka kolażowego.
Tu do obejrzenia tagi pozostałych uczestniczek projektu.

sobota, 16 marca 2013

317. Taśmowo

Ten kolorowy prostokąt to ozdobne taśmy klejące, prezent od Kardamonowej :)

piątek, 15 marca 2013

316. ATC domki

ATC w moim ulubionym kształcie domku (już takie robiłam tu, tu i tu) na wyzwanie Martyny z art grupy ATC.
Zdjęcie rzeźby i napis z pudełka kolażowego, turkusowa farba akrylowa i złota farba do stempli. Kokardka z lnianego sznureczka w oczku nie załapała się na zdjęcie.
Moją parą w wymianie jest Shraddha.

czwartek, 14 marca 2013

315. Tag kawowy 2

Mój pierwszy pomysł to było użycie dziecięcego wierszyka, którego pamiętam zaledwie dwa wersy:
Prosiła raz kawka kawkę
do komina na małą kawkę...
I dalej, rozstąp się ziemio, nic, ani dalszego ciągu, ani autora. Nawet Mr. Google nie pomógł, a podobno czego nie ma tam, nie istnieje.
Tag z recyklingowej tektury falistej, filiżanka i napis z jakiejś ulotki, ptaszki z dziurkacza Kardamonowej, kawowe kółeczko z pudełka kolażowego i wielka radość ciapania turkusową akrylówką, chlapania tuszami alkoholowymi i psikania glimmer mistem.
Zdjęcia niedobre, pierwsze przy dziennym świetle, wyraźniejsze, za to kolory przekłamane. Drugie z lampą błyskową, niewyraźne, za to kolory bliższe rzeczywistości i widać błysk turkusowego glimmer mista.
Moją partnerką w wymianie w Collage Caffe jest Rumianek.

poniedziałek, 11 marca 2013

314. Barbra

Mój prezent dla mnie z okazji dnia kobiet - premiera kinowa.
Amerykańska komedia "Mama i ja". Jak to bywa, tytuł nie ma nic wspólnego z oryginalnym "The guilt trip". Dorosły syn, powodowany poczuciem winy, że ucieka przed namolną mateczką proponuje tejże wspólną podróż służbową i oczywiście wynika z tego niezła jazda (odjazd winy?) Film przewidywalny (ale tekst nad Wielkim Kanionem bardzo mnie rozśmieszył).

Bardzo chciałam zobaczyć Barbarę Streisand i nie zawiodłam się na niej.
Najpierw jako dziewczynka czytałam o niej w latach 60., zapewne na ostatniej stronie ówczesnej "Kobiety i życia" w rubryce "Plotki o paniach i panach", gdzie z lekka pokpiwano ze zgubionego "a" w imieniu. Moje pierwsze z nią spotkanie to płyta, którą mój brat w latach 70. przywiózł z zagranicy, zapewne składanka, na której podziwiałam jej głos, a szczególną faworytką była piosenka "Any place I hang my hat is home" (jest na YT). Pod koniec lat 80. zrobił na mnie wrażenie film "Tacy byliśmy" (The way we were), nakręcony wprawdzie 1973 r., ale TVP puściła po kilkunastu latach.
Kto jej nie znał wcześniej, kojarzy dzięki przebojowi "Woman in love" z 1980 r.
I teraz, w roli upiornej mamuśki - wymiata! Pomyśleć, że skończyła już 70 lat...

Archiwum bloga