Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabawki i maskotki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabawki i maskotki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 listopada 2009

45. Misz-masz

Łączy je tylko data: wszystkie zrobione przepięknego jesiennego dnia. Dla mawiających "nie lubię listopada" pierwszy był wyjątkiem od reguły: słoneczny, ciepły, pogodny.
1. Sesja w plenerze biedaczka, który pozował przedtem rozpłaszczony na szybie skanera: Lubię sobie pobujać w winie...
2. A potem odpoczywam na ławce na skwerku...
3. Piękno jest banalne, prawda? Cóż, kiedy piękne.
4. I jeszcze: mój ukochany czerwony buk:
5. Piękno w brzydocie: piękno obiektu, brzydota kadru :)
6. Graffiti: ludź
7. Graffiti: ten wzorek lubię bardzo, choć szkoda mi czystego muru
8. Trochę publicystyki:
9. Trochę przekory:
10. Graficiarska autopromocja:
11. Czy to przypadek czy nie, skłania mnie do refleksji nad sacrum i profanum. Od bardzo dawna nieczynny kiosk:
12. W jakim mieście Skrzatka wybierała się na cmentarz? Kto wie, niech nie udaje, że zgaduje!
13. Pełnia:
14. Jest 2.00 w nocy, a ja wciąż nie śpię. Otwieram okno, wdycham głęboko mroźne już powietrze i proszę przyczynę mojej bezsenności o litość: za krótkich kilka godzin wstaję do pracy.
Dziękuję Państwu za uwagę :)

niedziela, 1 listopada 2009

44. Misiaczek-głuptaczek

Misie może mają małe rozumki, ale kochać umieją jak nikt. Jeszcze nie zszyty, a już się nim chwalę: oczka jak gwiazdki i jaka miła minka! A jakie wielkie serce!
- Jestem sobie mały miś (mieszczę się w pudełku od zapałek),
znam się z dziećmi nie od dziś!




Update: Misie się nie obrażają (mają na to za wielkie serca), ten jednak zaprotestował przeciw nazywaniu go głuptaczkiem:
- Jestem Michałek z pudełka od zapałek!
- Przepraszam, Michałku, że tak cię nazwałam. Kiedy cię tworzyłam, nie wiedziałam jeszcze, jaki będziesz uroczy. Pojedziesz w daleką podróż do domu Beaty.

43. Kotek-głupotek

Kotek-głupotek z filcowej ściereczki, zszyty ściegiem dzierganym, dwoma nitkami muliny, wypchany watą, wielkości pudełka zapałek.
Dość upiorne ma spojrzenie.
Nagródka własnoręczna w różowym candy. Jeszcze tylko jedna i wszystkie nagrody będą kompletne. A wtedy zabiorę się za wymianki. Zapisałam się do trzech. Oszalałam? W jednej jest obowiązkowy woreczek. Boję się! Wylosowałam doskonałą hafciarkę-szwaczkę-dziergaczkę. Braki umiejętności będę nadrabiać wdziękiem osobistym chyba.
PS. Dziękuję Shirai i Rybiookiej za deszcz wyróżnień, którym mnie obsypały.

niedziela, 4 października 2009

24. Skąd się biorą misie

Najpierw mnie wcale nie było... Tak się zaczęła opowieść pewnego misia. Ale co było, zanim Babcia zrobiła go na drutach? Opowiem wam bardzo, bardzo starą historię.
Żyliśmy w wielkiej misiowej rodzinie. Nadal żyjemy. Jest nas tam tak dużo, że żaden miś nie jest w stanie policzyć (misie nie są dobre w arytmetyce). Mieszkamy razem, bawimy się, śmiejemy się, a przede wszystkim bardzo się kochamy (nie ma misia, który nie umie kochać). Starsze misie opowiadają o swoich przygodach. Mówią nam, młodym miśkom, że na świecie jest czasem radośnie, czasem trudno, ale każdy jest bardzo ważny i ma coś do zrobienia. I każdy, kto tego chce, może się jakiegoś zadania na ziemi podjąć. A kiedy to zadanie się skończy, wracamy do miśkowej rodziny. Czasem przyglądając się światu z daleka widzimy dzieci w domach i dzieci w przedszkolach, dzieci w sierocińcach i dzieci w szpitalach, wesołe albo samotne, szczęśliwe albo przestraszone, i rodziny, które właśnie czekają na dziecko, i młodych ludzi, którzy dopiero zakochali się w sobie i chcą ukochanej osobie miłość okazać, i starszych ludzi, którzy wracają myślą do dzieciństwa (bo wtedy się dużo wspomina) i oni wszyscy potrzebują misia. I co rusz jeden z nas udaje się na ziemię żegnany słowami "do zobaczenia", bo wiemy, że to rozstanie na krótki czas i wrócimy tu, do miśkowej rodziny.
Na ziemi jest zupełnie inaczej niż w zaświatowej rodzinie. Trzeba mieć formę, postać, kształt. Ludzie i zwierzęta się rodzą, ptaki i jaszczurki wykluwają się z jajek, a misie muszą zostać wyprodukowane. Czasem babcia zrobi misia szydełkiem lub na drutach, czasem mama uszyje ze szmatek albo dziadek lub tata wystruga z drewna. Tak, tak, są i takie misie. Duuużo misiów robi się w Fabryce Zabawek. Gdybyście tam weszli to byście się zdziwili! Na początku nie widać nic podobnego do miśka, tylko słychać gwar, szum, krzątaninę. Są wielkie bele materiału, pluszu, futerka, szpule nici, stosy guziczków i sznury koralików na oczy i noski, ogromne kłęby włókniny do wypychania. I maszyny: maszyny, które kroją materiał, maszyny do szycia, maszyny, które odwracają i wypychają uszyte formy, maszyny do pakowania. I samochody, które rozwożą nas w świat.
Wtedy zaczyna się przygoda. Najpierw przyjeżdżamy do sklepu. Tam jest mnóstwo zabawek i wszyscy są bardzo podnieceni i ciekawi, dokąd trafią. Ciągle o tym rozmawiamy, ale tylko nocą, gdy sklep jest zamknięty. Jak tylko drzwi się otworzą, znowu siedzimy grzecznie na półkach lub czekamy w pudełkach.
Może nie wiecie, że miś na ziemi zapomina swoją miśkową rodzinę. Tak musi być, bo inaczej tak by tęsknił, że nie mógłby wypełniać swojego zadania. Dlatego misie mają bardzo krótką pamięć. To jest taki szczególny dar, który pozwala misiowi nie martwić się, gdy czasem dziecko o nim zapomni i rzuci go w kąt. Miś się wcale nie przejmuje. Miś leży sobie w kąciku i marzy. Misie dużo marzą, i kto jest cierpliwy, może czasem usłyszeć ich opowieści. Tylko trzeba nasłuchiwać spokojnie, najlepiej po ciemku, wtedy marzenia błyszczą i mienią się wszystkimi kolorami jak skrzydła ważki w słońcu.
Ja trafiłem do pewnej rodziny... Ale to historia na inny raz.
Teraz mieszkam u pani Skrzatki. To się nazywa rodzina zastępcza. Skrzatka wysłuchuje moich opowieści, wystukuje je na klawiaturze, a gdy kliknie "publikuj posta" wielu ludzi dowie się, skąd się biorą misie. Takie mam teraz zadanie.




O, a tak wyglądam ciśnięty w kąt. Trochę mi się łapka odpruła.

poniedziałek, 31 sierpnia 2009

13. Miś, który znalazł dom

Skrzatka (prosi, żeby nie mówić do niej "pani", bo się już znamy) powiedziała, że dobrych domów jest wiele, ale tylko jeden jest mój. Mieszka tam pani Aneladgam (to nie jest prawdziwe imię, tylko anagram. Anagram Aneladgam ? - To taki żart, tłumaczy Skrzatka) z małym chłopczykiem.
Skrzatka wytłumaczyła mi również, że ja nie tylko będę miał tam dom, ale że też będę misiem synka Aneladgam . Miś jest dziecku potrzebny, kiedy jest smutne, albo zmęczone, albo ma sekret. Wtedy dziecko przytula misia i mówi mu do ucha swój sekret, albo smutek, albo po prostu zasypia. I po to są misie.
Powiedziała mi też o sercu, to jest takie coś, że się płacze, albo jest się szczęśliwym, albo smutnym, albo się kocha, albo rozpacza. Zapytałem, czy ja też to mam, a Skrzatka odpowiedziała, że gdy Babcia robiła mnie na drutach, to wkładała w tę pracę całe swoje serce i dlatego część jej serca jest we mnie. I dlatego przyczepia mi - jak order - malutkie serduszko, żeby przypominało o tym prawdziwym.
Skrzatka mówi, że Aneladgam ma zmartwienie i że może ona też będzie mnie przytulać i szeptać mi na ucho. I mam jej zawieźć pocieszajki. Pocieszajka nie pomaga na problem, tylko przypomina, że ktoś życzliwie myśli. Każdy ma inne pocieszajki, może to być kamyk, albo guzik, albo list, albo wspomnienie. Skrzatka wybrała dla niej zielone, bo to jest Aneladgam Zielonobloga.
Jutro wyruszam w podróż. Aneladgam chciała zapłacić za mój bilet. Hi, hi, chyba zapomniała, że misie nie potrzebują biletu! Będę jechać 500 km w czymś co się nazywa przesyłka pocztowa. Będzie ciemno, ale wcale się nie boję! W ciemności dobrze się marzy i śni, a potem można opowiadać te marzenia komuś na ucho.
Ja będę śnił, że jadę do domu, w którym czeka na mnie moje IMIĘ.

sobota, 29 sierpnia 2009

12. Miś

Najpierw mnie wcale nie było. Pamiętam cichutkie stukanie, brzękanie, szelest i piosenkę. Babcia robiła na drutach i śpiewała, a potem zszyła dzianinę, wypchała czymś mięciutkim i ciepłym i igiełką wyszyła buzię, nosek i oczy. Na końcu odcięła i pochowała wszystkie nitki i to już byłem ja.
Babcia powiedziała: udałeś mi się, misiu. Stąd wiem, że jestem misiem. Miałem gdzieś pojechać z Babcią i tam zamieszkać, ale coś się stało. Nagle było ciemno i ciasno, wokół pełno było ubrań, zasłon i poduszek i nikt nie wiedział, co z nami będzie. Potem ktoś powiedział: tu to wnieście, i zrobiło się jasno i byliśmy w miejscu, które się nazywa: sklep. Tam posadzili mnie na półce z innymi. I ciągle ktoś podchodził i wybierał, a ja tylko się przewracałem i czekałem. Aż w sobotę przyszła jakaś pani, weszła do sklepu i nic nie oglądała, ani sukienek, ani sweterków, ani bucików, od razu podeszła do mojej półki, wzięła mnie do ręki i tak miło mnie dotykała. Czuła jaki jestem miękki i powiedziała do siebie: taki miękki, miły miś nie może tu zostać. Długo mnie trzymała, nawet na chwilę położyła na krześle, żeby już nikt mnie jej nie zabrał i oglądała piękne tkaniny, a kątem oka cały czas na mnie popatrywała. A jak już wybrała sobie ze sklepu, co chciała, podeszła ze mną do pani Sklepowej i pokazała mnie. Pani Sklepowa położyła mnie na wadze i powiedziała, że ważę 7 deko. Nie wiem co to znaczy. Może, że jestem deko-racyjny. I jeszcze powiedziała pani Skrzatce (tej co mnie znalazła na półce), że musi za mnie zapłacić, ale że to nie będzie bardzo dużo, a pani Skrzatka od razu wyciągnęła portmonetkę i zabrała mnie stamtąd i obiecała, że znajdzie mi dobry dom. I że w tym domu będę już na zawsze. I dostanę imię, bo na razie nie mam imienia. Tylko wiem, że jestem misiem.
No więc może to ty jesteś tą osobą z dobrym domem, która da mi imię. To napisz do pani Skrzatki.

piątek, 14 sierpnia 2009

3. Fioletowo poduszkowo


Ikeowska narzuta, mata-dywanik, 3 poszewki fioletowe, króliczek z lawendą w brzuszku - wszystkie z różnych lumpeksów - łącznie nie przekroczyły 15 zł.

Malutka poszeweczka z haftem to vintage z szafy mojej cioci, pochodzi z lat 60-tych.