Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dostałam. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dostałam. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 listopada 2012

290. Post pod śpiącym aniołem

Spędzam weekend we Wrocławiu. Z samego rana dostałam prezent od Dany M.: własnoręcznie uszytego anioła. Co za radość nieoczekiwana!

poniedziałek, 24 września 2012

269. Dostałam!

cudowną pocztówkę od Jyoti w ramach wymiany dwustronnej :)
Oczywiście skan nie oddaje kompletnie jej urody i finezji, mam nadzieję, że autorka zrobiła porządne zdjęcie. Kiedy trzyma się ją w rękach można poczuć, ile serca w jej wykonanie włożyła Jyoti. Moją kartkę pokażę za dwa dni, jak już dotrze do adresatki.
Co jest potrzebne
by przyprowadzić pieśń z Nieba?
płynąca z głębi duszy
twórcza siła
wie czego nam trzeba :)

wtorek, 5 czerwca 2012

226. Pif, czyli sympatyczna piramida

Pół roku temu wzięłam udział w rozdawajceTores, czas więc samej coś rozdać. Długo to trwało, gdyż wzorem mojej ofiarodawczyni postanowiłam najpierw zrobić upominki, a potem dopiero zorganizować zabawę. Do wzięcia są już pokazywane warsztatowe wytworki moje:
Minialbum kopertowy z posta nr 233 (więcej zdjęć):
 Minipudełeczko na pierścionek z posta 235:
 Notes nieduży (A5 lub nawet mniej) z białymi kartkami i taką okładką z posta 229:
A co należy zrobić, żeby otrzymać któryś z powyższych fantów:
1. Trzeba mieć bloga.
2. Szybciutko zapisać się w komentarzu: pierwsze trzy osoby, które wyrażą chęć uczestnictwa dostaną mały upominek. U mnie kto wcześniej, ten może wybrać fant.
3. Następnie ogłosić te zabawę u siebie i w ciągu 365 dni wysłać trzy niewielkie własnoręczne upominki (nie trzeba ich od razu pokazywać, może to być niespodzianka).
4. Każdy blogowicz może trzy razy uczestniczyć w tej zabawie.
*
A oto moja zdobycz (zdjęcie z bloga Tores):

niedziela, 15 stycznia 2012

208. Dostałam kota!

Bardzo rzadko biorę udział w wymianach. Tym razem jednak tematem były koty i stwierdziłam, że to umiem - narysować niepoważnego kota. W dodatku przede mną zapisała się na wymianę Nordstjerna, której bloga od jakiegoś czasu miałam w zakładkach i pomyślałam: ach, jak bym chciała, żeby nas los połączył w tej wymianie! "Mówisz - masz" - odpowiedział los, i oto piękne ATC Nordstjerny możecie podziwiać powyżej. Zwykła w takich okazjach formułka: skan nie oddaje całej urody dzieła. Nie dość, że jest ono piękne kolorystycznie i kompozycyjnie, nie dość, że dowcipne, że zawiera tak pożądane przeze mnie, a niestosowane przeszycia i przestrzenność, to w dodatku z pewnością nie umiałabym takiego zrobić. A jakich komplementów doczekałam się w związku z moim! Sam miód na skołataną duszę!
Morał: czasem trzeba się odważyć.

środa, 28 grudnia 2011

202. Pudełko II


To już trzeci raz biorę udział w wędrującym pudełku. Moje pierwsze, a LaWendulowe trzecie, wciąż jeszcze peregrynuje po świecie. Moje drugie, a pierwsze polskie odwiedziło mnie w sierpniu, a ja czekałam na nie prawie rok od początku projektu. 
Tym razem jest nas mniej i marszruta sporządzona tak, że otrzymałam przesyłkę jako czwarta, zaledwie w miesiąc po starcie. I dopiero teraz, za trzecim razem, udało mi się wybrać elementy szybko, intuicyjnie, tak, że pudełko nie spędziło u mnie nawet 24 godzin, już nazajutrz rano nadałam je do Maggie.
Należało wybrać 12 elementów i tyleż włożyć. Ja, podobnie jak moje poprzedniczki, wybrałam liczbę 13.
O ile poprzednim razem stawiałam na obrazki i napisy, teraz jest inaczej. Jest wprawdzie stare zdjęcie z lat 30., portret foczki z Helu, koktail z błon fotograficznych, dwa pozytywne napisy, ale pozostałe osiem to typowe elementy skrapowe.
Ozdoba "architektoniczna" z jakiegoś kupionego zestawu, jeden element puzzle w rozmiarze XXL i sześć wycinanek wykrojnikowych. W poprzednim pudełku właśnie takie kształty mnie zachwyciły i pomyślałam, że chętnych z pewnością będzie więcej. Starałam się powycinać je z możliwie różnych materiałów. Jest klatka z tektury falistej, motyl z szarego kartonu, latarnia z cienkiego kartonika (opakowanie od rajstop chyba), baletnica z grubszego papieru podobnego do wizytówkowego, paniusia z kartonu po soku pomarańczowym i ozdobna plakietka z nibyskóry. Przyjemna jest myśl, że komuś sprawię radość tymi wycinankami.

 A oto co wybrałam:  
Ptaszek i girlanda chorągiewek od Mizi, "kobiety z zasadami" od Pshoom, pozostałe zapewne z podstawowego zestawu 2:16, może też coś od Moniki, ale od dawna nie odezwała się na blogu, więc nie wiem.
Wyszło barwnie, marzycielsko, kobieco, dziecięco. Żywioł wody i powietrza, potrzebuję ich w życiu. Na obrazku nie ma jeszcze jednego elementu, bo nie był płaski, więc nie zmieścił sie na płycie skanera. Jest to nieduża kryształowa łezka z przezroczystego szkła.
A wieczorem, już po wysłaniu pudełka odkryłam na podłodze pod stołem mały bilecik, z pewnością nie z moich zbiorów i taki, którego nie wybrałabym sama. Musiał się wysunąć, gdy wyjmowałam pudełko z opakowania. Tak więc oszukałam: włożyłam 13 kawałków, a u mnie zostało 14 ;)

piątek, 23 września 2011

182. Żeby wygrać trzeba grać

Przyszła dziś do mnie paczuszka przewiązana koronkową kokardą w kolorze gorzkiej czekolady:
 a w niej wygrany zeszyt od Michelle z grubymi, kremowymi kartkami:
Co za nieoczekiwana przyjemność! I jakie piękne rozpoczęcie jesieni!

sobota, 17 września 2011

178. O naszym zeszycie

Naszym, bo było nas dwie szkolne klasy i "nasza pani" - Michelle, której energia i entuzjazm udzieliły się ponad pięćdziesięciu kobietom i jednemu chłopakowi (!) i poskutkowały takim pięknym rezultatem. Kiedy Michelle ogłosiła na swoim blogu, że zeszyty już w drodze i kiedy już po małych paru godzinach listonosz przyniósł przesyłkę byłam tak podekscytowana, że aż trzykrotnie potwierdziłam ten fakt w miszelkowym schowku (nie zauważyłam włączonej moderacji, nauczona przykrym doświadczeniem byłam przekonana, że znów nie mogę dodać komentarza). Rzuciłam się zachłannie oglądać i zgadywać, czyj to wkład. Niektóre zachwycające kartki już widziałam na blogach (u Cynki, Kardamonowej, Latarni MorskiejUHK), inne były całkowitym zaskoczeniem. Zresztą nie wszystkie z blogów uczestniczek projektu znałam. Z przyjemnością rozpoznałam w moim zeszycie pierwszą kartkę Latarni Morskiej:
 
Fotografie kobiet, na czystym, prowokującym do dodania czegoś od siebie, tle dostałyśmy, jak się domyślam, od 2:16:
A zdjęcia przyrodnicze zapewne od Michelle (i może kartki z podręcznika botaniki):
Zachwyciła mnie karta Jyoti, tyle pracy włożyła (54 ręcznie ozdobione karty to nie byle co!) i taki piękny ten zawijas:
A ta kartka mogłaby być od Mrouh (turkusik i psikanie), ale nie mam pewności, bo równie dobrze od Finnabair (inky fingers):
Tu też autorka ręcznie ozdobiła kartkę, w dodatku lubię zestaw czerwono-zielony:
 Nie wiem czyja to łapka, może Martyny?
 A do stemplowania angielskiej książki ptaszkami przyznała się Tores:
Były też urocze kartki notesowe, z wiatrakiem (Anek73) i z latarnią morską, kartka z żurnala (Damurek)i z niemieckiego katalogu IKEA, kartki z kalendarzy ze złotymi myślami (coś więcej) i bez, zwykła kartka ksero, ale niezwyczajna, bo błękitna, komiks, fragmenty map, zdjęcie własnoręcznych kolczyków sutaszowych (Srebrnolistka), kartka z zeszytu do polskiego, kartka z papieru pakowego (Guriana), zeszytowego, kartoniki, fragment wzoru haftu (przeczytałam o tym u Coco.nut i nie mogłam rozpoznać, wzięłam mój fragment za papier do prezentów) i liczne kartki z książek, starych podręczników, śpiewników, słowników (Malflu), powieści, dramatów i zbiorów wierszy, polskich, niemieckich i angielskich, stemplowane, decoupażowane, psikane mediami, paćkane farbą, cięte dziurkaczami, a na koniec, dzięki Ci, Michelle, spis wszystkich uczestników i adresy ich blogów! A to wszystko w stylowej okładce, zaprojektowanej i wykonanej przez Miszelkę.
Uff... Jednocześnie mam ochotę i mieć, i zjeść ciastko; i zachować zeszyt w tym stanie, w jakim jest, i wykorzystać do kolażowania...
Mój wkład:
Nie wyobrażałam sobie, że mogłabym coś zrobić własnoręcznie 54 razy (teraz już lepiej myślę o sobie i mam pomysł na następną edycję, w której koniecznie chcę uczestniczyć!), jednak bardzo chciałam, żeby to było coś, co mnie wyraża. Zdecydowałam się więc pociąć dwa egzemplarze tomiku moich wierszy, tak więc każda z uczestniczek (i jeden uczestnik) otrzymała jeden dłuższy lub dwa krótsze moje wiersze.
I tak, oprócz polsko-japońskich stron od Kardamonowej w niektórych zeszytach jest jeszcze jedno haiku - moje.
Jestem bardzo ciekawa, kto dostał jaką kartkę.

wtorek, 9 sierpnia 2011

169. Nie angielskie, nie kreolskie, ale nasze, nasze polskie...

... czarodziejskie pudełeczko kolażowe po prawie roku peregrynacji po Polsce dotarło do mnie.
A oto mój wkład:
Większość obrazków pochodzi z lokalnych trójmiejskich folderów i ulotek, teatralnych, wystawienniczych i uniwersyteckich; konstrukcja steampunkowa z ulotki zeszłorocznego bydgoskiego festiwalu camerimage. Wychodzi na to, że moje obiekty pożądania to szeroko pojęta kultura i nauka (kolorowe rybki projektu Wojtka Kołyszki stanowią znak graficzny gdańskiej translatoryki). A skoro to, co włożyłam to jest mój wkład, jak nazwać to co wyjęłam? Wykład? Odkład? Okład? :)
Z pudełka wybrałam zaś moje skrapowe obiekty pożądania, czyli 5 tekturowych wycinanek (klatkę, ramkę, koronę, motyla i tag), nie wiem jak się nazywa walizeczka na grubej folii przezroczystej, dwa stare zdjęcia, koronki papierowe i niciane, koralik-kiwi, baloniki, pozytywne pytanie i piękny etniczny wisior z muzeum w Auckland, Nowa Zelandia. Jest wykonany z jakiejś sztucznej masy (żywicy?), która bardzo szlachetnie wygląda, na kremowym tle czarne ptaszydła. Był brzydko poplamiony, ale udało się przywrócić mu stan dziewiczy przy pomocy mydła i gąbki. Btw. uprałam też dwa szmaciane elementy (których nie wybrałam), bo nie mogłam patrzeć na ich straszliwy brud. Czułam jakieś zażenowanie na myśl, że mam posłać dalej coś w takim stanie. Może po prostu przeszło przez tyle rąk, że się pobrudziło? Whatever.
Doświadczenie moje (drugie raptem, oj tam, ale zawsze) jest takie, że wybór elementów już tworzy kolaż, choć efemeryczny, bo nie sklejony (kolaż niesklejony to zdaje się oksymoron). Wygląda na to, że to co mnie uszczęśliwia to koronki, wycinanki, ozdoby, kobiecość. I podróże. I baloniki.
PS. Druga szesnaście właśnie opublikowała post o pudełku, dzięki czemu wiem, co komu zawdzięczam:
panią w kostiumie kąpielowym Gurianie,
panią na bardzo starej fotografii, ramkę i tag Michelle,
klatkę Miraq,
motyla i serwetkę Pasiakowej,
koronę i walizkę Tores.
PS 2 (20 VIII).
Wisior i koronkę nicianą zawdzięczam Karmeleiro.
Pozostałe rzeczy: koralik, baloniki, pytanie (podejrzewam 2:16) jeszcze nie wyśledzone, skąd.

piątek, 18 marca 2011

155. Upominek dostałam!

Złapałam płot, czyli same jedynki na liczniku u Aneladgam, za co miałam dostać "pewien drobiazg" i oto nadszedł! Już 9 dni temu zastałam awizo w skrzynce, ale będąc przekonana, że to z jakiegoś urzędu nie spieszyłam się na pocztę. Kiedy pani w okienku wręczyła mi pokwitowany list zobaczyłam tylko pieczątkę w rogu, która upewniła mnie, że to pismo urzędowe i bez zainteresowania wrzuciłam do torby. W domu z westchnieniem zaczęłam odklejać kopertę, zdziwiona, że czuję jakieś zgrubienie. Byłam pewna, że to pismo z administracji budynku, ale przecież niedawno pisali do mnie. Kie licho? I wtedy z ukrycia wyłonił się turkusowobłękitny chustecznik i w tym momencie zrozumiałam, że to moja wygrana od Magdy! Podkradam zdjęcie z bloga autorki, bo sama nie zrobiłam!
Madziu, nie masz pojęcia, jak mi się podoba i jak trafiłaś w mój gust, omijając wszelkie miny moich abominacji! Intuicyjnie wybrałaś wzór, który uwielbiam - maleńkie kwiatki (a nie wielkie kwiaty, które nie zmieściłyby się na takim drobnym przedmiocie) i ulubiony odcień nielubianego przeze mnie niebieskiego - turkusowy. W dodatku mój egzemplarz jest gładki (bez motylków), co trafia w moje upodobanie do prostoty.
Widziałam wiele ładnych chusteczników, ale ten jest akurat dopasowany do mnie. Obejrzałam go ze wszystkich stron, żeby się dowiedzieć jak to się robi i już wiem!
Dziękuję z całego serca, Czarodziejko!

czwartek, 17 lutego 2011

149. Naśladownictwo najwyższą formą uznania

A to niespodzianka!
A to przyjemność!
A to pochlebstwo!
Wysłałam Kalioppe mojego taga listopadowego, a ona go zliftowała tak:
Dostałam też zakładkę ze złotą myślą czytelniczą, 5 kolorowych arkusików filcu oraz żabkę, motylka i kwiatek filcowy:
Dziękuję!

Kalioppe, wracaj do blogowania, fajne rzeczy wyczyniasz!

wtorek, 25 stycznia 2011

147. Collage box # 3

Wzięłam udział w trzecim projekcie collage box na blogu LaWenduli. Dla tych, które nie słyszały: LaWendula wysyła dookoła świata (tropem osób, które zechcą wziąć udział w zabawie) pudełko z 144 skrawkami, wycinkami, obrazkami. Kolejne osoby wybierają z pudełka 12 kawałków, aby użyć ich w swoich kolażach (niekoniecznie w jednym) i w to miejsce wkładają 12 od siebie. W tej (trzeciej) edycji pudełko wyjechało od LaWenduli do Polski, gdzie odwiedziwszy kilka miejsc trafiło do mnie, a ode mnie wyjechało do UK. Oto co do niego włożyłam (a w każdym razie pierwsza dwunastka, potem dorzuciłam jeszcze kilka kawałków, bo żal mi było je sobie zostawić). 9 kawałków pochodzi z polskich ulotek, plakatów czy czasopism, jedno to stare zdjęcie ślubne, nie wiadomo czyje, a 3 z niemieckiej gazety, książki, kalendarza.
To wielka przyjemność dobierać te wycinki licząc, że kogoś w szerokim świecie zainspirują.


A oto co wyjęłam:

Na razie tylko ułożone, ale właściwie już wiele mówi. Obrazuje tęsknoty małej dziewczynki za wielkim światem, podróżami, miłością, wolnością, dorosłością.

Prawie o tym samym jest to co włożyłam do pudełka: dwie pary, ręce, koń, rower, skrzynka pocztowa, zegar, taniec, drzewo, mandala robótkowa (jest to makata patchworkowa sopockiej artystki) i, oczywiście, śmieci czyli recykling.

wtorek, 28 grudnia 2010

143. Wyszywana choinka

Nie miałam w tym roku choinki ani gałązek w domu. Takie śliczne drzewko, wyszywane i z koralikami, przyjechało do mnie z Krakowa. Kartka sygnowana przez Barbarę Pisarek. Może ma bloga?

142. Anioł...

...przyfrunął z Wrocławia. Dziękuję, Aneladgam! Zdjęcie z http://lylis.blox.pl/.
Przypomniał mi się grudzień sprzed 14 lat, kiedy natrafiwszy na cudowne ozdoby choinkowe postanowiłam stać się Mikołajem dla moich koleżanek. Do figurek dołączyłam stosowne wierszyki. Pamiętam tylko jeden, towarzyszący aniołowi ofiarowanemu kobiecie, która złamawszy niefortunnie nogę poprzedniej zimy, pół roku spędziła na zwolnieniu lekarskim:
Niech anioł stróż czuwa,
Jak się nóżka omsknie, niech podfruwa,
Niech skrzydłem podtrzyma,
Bo idzie zima!

poniedziałek, 31 maja 2010

87. Wygrana...

... w cynkowej zagadce. Właśnie nadeszła i zdobi mą pierś ;)

wtorek, 29 grudnia 2009

60. Zimowo-świąteczna wymiana ATC

Moje ATC z wymiany zorganizowanej przez Justynę z blogu Robótki Maleństwa dotarły m.in. do Anek73. Do kogo trafiły pozostałe cztery nie mam pojęcia. Szary karton, zielona juta, gotowy misiaczek drewniany z zasobów domowych (wiele lat temu kupiony w jakimś markecie budowlanym, bodaj LM), dziurkacz z gwiazdką. Nieopatrznie zastosowałam klej do tapet, który spowodował zmarszczenie kartonu :(  Wybrałam temat "Idą święta", podobnie jak Oura512, Aggaw i Ewkaka19 (po kolei u góry), a Anek73 i Elziutka "Winter time" (u dołu). Bilecik z piernikowym ludzikiem dostały wszystkie uczestniczki zabawy od Justyny. Ostatnie zdjęcie to wnętrze składanej karteczki z oknem, autorstwa Agnieszki (Aggaw).



czwartek, 19 listopada 2009

52. Prezenty, prezenty

1. Wymiana woreczkowa. Dzieła rąk Slonecznik6. Dziękuję bardzo!

2. Wczoraj, po dziewięciu dniach w rękach Poczty Polskiej, przyszły karteczki z jesiennej wymiany ATC. Dziękuję, Aniu!
Górny rząd - Witaj, szkoło: 2+2 - Ewkaka19, ludziki z odcisków palców - Madlinka, haft z tablicą - Oura512.
Srodkowy rząd: Deszczowa piosenka: chmurka, nutki, la, la, la - Alexls, Deszcz, jesienny deszcz, Nostalgia, Jesienna zaduma, Deszczowa piosenka - Trzpiot, krople deszczu i parasol - Ona_i_ja.
Dolny rząd: Czar jesieni: listki puncherowe i guziczkowe - Anek73, kosz grzybów - Ewkaka19, patchwork z brzozowym listkiem - Eda-1 .

3. Prezent od Szarlotek: Nastąpiła między nami wymiana prezentów w uznaniu różowej akcji.

wtorek, 17 listopada 2009

50. Czas się skurczył

Nie nadążam z wytwarzaniem i wysyłką wymiankową (jedna przesyłka szczęśliwie wczoraj wyszła, druga jutro), odpuszczam wyzwania, choć ciekawe i mam pomysły oraz materiały, pracy full, spowolnił mi Internet domowy, więc strony craftowe, ciężkie od zdjęć niechętnie się otwierają, dwa ważne wyjazdy okołoweekendowe, a to wszystko, żeby powiedzieć, że wczoraj, pod moją nieobecność, przyszły dwie urocze, zapowiadane, więc oczekiwane, przesyłki.
Od Mrouh: filcowa podkładka pod kubek (z użyciem moich ulubionych kolorów, czyli czerwieni, fioletu i zieleni), guziczki, listki, serduszko i inne ozdóbki modelinowe (obiekt mojego zachwytu, czemu dawałam wyraz w komentarzach): oraz kartka ”Oswajanie jesieni”: a wszystko to samorobne oraz prawdziwy, ręką pisany, list. Och, jak miło! Dziękuję bardzo!
I zapowiadana przesyłka od Yoasi: najpierw miał to być (i jest) kwiatek-broszka za udział w wyzwaniu szarlotkowym, potem yoasiny mail uprzedził mnie, że dostanę jeszcze mnóstwo innych rzeczy, mających zachęcić mnie do kartkowania i oto są: podstawy scrapbookingu dla początkujących, nożyczki w falbankę, tusz czarny i różowy, nity, tasiemki: naklejki: drewniane gwiazdki i mnóstwo wycinanek dziurkaczowych: kwiatki, listki, gałązki, motylki, serduszka oraz budzące dotąd moje największe pożądanie owalne herbatniki: Dziękuję, Yoasiu. Będę używać, choć z pewnością nie tak intensywnie, jak Ty.
Dostałam też przed weekendem filiżankę z podstawką i śniadaniowym talerzem od Szarlotek. Na razie nie ma zdjęcia, a w necie nie znalazłam akurat tego modelu. Już napisałam maila, a teraz jeszcze raz dziękuję tu, w blogostanie.
Dostałam kolejne wyróżnienie. Serdecznie dziękuję, Sabinko. Odkładam to i odkładam, ale ten czas nadejść musi, że i ja powyróżniam blogi, póki co zadanie to, jako trudne odkładam na bliżej nieokreśloną przyszłość.
Wczoraj wysłałam prezent na wymianę woreczkową dla pewnej pani, co do której przypuszczam, że nie czyta mojego bloga, ale któż to wie na pewno. Jestem zadowolona z rezultatu mojej pracy (nie zrobiłam zdjęcia, ale obdarowana zrobi, bo jest obowiązek pokazać na blogu, co się dostało). Odpuściłam sobie ambicję dorównania znakomitej dziergaczce, szwaczce i hafciarce, która ponadto wytwarza biżuty i kartki. Woreczek z perły w kolorze ecru, zrobiony na drutach i zszyty szydełkiem (wykorzystałam dawno zrobiony kawałek, z którego miała być bluzka, ale nigdy nie powstała), prezentem zaś jest raczej skromny komplet szklanej biżuterii (kolczyki, bransoletka i naszyjnik) z lazurowoniebieskich beczułek cracle, koralików szklanych przezroczystych jak krople wody oraz szklanych perełek, wszystko to na lince jubilerskiej w kolorze mosiądzu, ze srebrnymi biglami i zapięciami. Nazwałam go „Morskie opowieści” (dobry bajer to połowa sukcesu). Jeszcze moja kartka z sercem i limonkowym kwiatkiem i oto cały prezent własnoręczny, co mnie napawa dumą :)

czwartek, 12 listopada 2009

49. Listonosz przyniósł

Dwie kartki otrzymane "pocandowo", jedna z innego miasta, a druga i z innego miasta, i w dodatku z innego kontynentu.
Praca z różowego tygodnia od Kalioppe (zdjęcie z jej blogu), wraz z broszką z delikatnej materii, tej samej, co kwiatki na kartce. Na fotografii trochę ciemniejszy kolor niż w rzeczywistości. Czuję się obdarowana ponad miarę, dziękuję!


I druga, od Tukary z Tunezji. Niezwykłe, jak kolor znaczka na kopercie odpowiedni do kolorystyki kartki. Precyzja wykonania, którą docenić można dopiero w realu, przyprawia mnie o kompleksy. Szczerze mówiąc, gdybym ją miała ciągle w zasięgu wzroku, to nie ośmieliłabym się sięgnąć po klej i nożyczki :) Dziękuję bardzo!

PS. Dziękuję Pat z tajemniczego ogrodu za wyróżnienie!

czwartek, 22 października 2009

36. "Czar jesieni"

Od czasu założenia bloga, który z założenia miał pokazywać nabytki z lumpeksu (i może jeszcze będzie), przechodzę przyspieszone szkolenie w zakresie znajomości różnych form rękodzieła i sama nieśmiało próbuję. Kiedy przeczytałam o ATC, po pierwsze sprawdziłam w goglach "co je ono", potem pooglądałam rezultaty różnych ATC swaps i wreszcie odważyłam się zapisać na taką wymianę u Anek73. Takie karty ~2,5x~3,5 cala na hasło "Czar jesieni" dostaną ode mnie jakieś, nie wiem które, trzy panie.
Ten temat zdecydował o tym, że się odważyłam. Od razu wiedziałam, że zrobię te właśnie płotki ze słomy i drzewka z liści. Miałam 18 lat, kiedy w klasie maturalnej zaprzyjaźniłam się z bardzo kreatywną dziewczyną, ja też lubiłam prace ręczne, jak to się kiedyś nazywało, a wspólnie stanowiłyśmy samonapędzający się tandem pomysłów i realizacji. Ciekawe, że miałyśmy również czas na spacery, rower oraz naukę do matury. Obrazki z liści to był jej pomysł. Pisałyśmy na tym listy. Mój brat swój obrazek oprawił, co sprawiło, że poczułam się ogromnie doceniona. Do dziś wisi on u niego w mieszkaniu.
Teraz dodałam tylko tło z kawałka juty, pozostałego mi z zasłon, które okazały się niewypałem. Tak ciemny zielony kolor nie wyglądał dobrze we wnętrzu, chociaż dużym i w dodatku bardzo szybko spłowiał wystawiony na słońce w południowo-zachodnim pokoju. Zanim to jednak nastąpiło wpadłam na pomysł rozjaśnienia go nieco i przyozdobienia szydełkowymi kremowymi gwiazdkami i kółeczkami. Zrobiłam ich może z pięć, straciłam zapał, zasłony nigdy nie doczekały się dekoracji, spłowiały, zostały gdzieś wydalone z domu, a te elementy mam do dziś. Od ponad 20 lat...

*
PS. To serce, które tak mnie zachwyciło w różowym candy właśnie wyskoczyło z koperty wołając: surprise! Przyfrunęło (nie potrafię myśleć, że było inaczej!) wraz z wygranym w śliwowym wyzwaniu Yoasi albumikiem, odpowiednią do niego zakładką, szafirowym kwiatem z różowymi koralikami, kartką z brzozami i haftowanym woalem. Nawet nie umiem wyrazić, jak mnie to wzruszyło... Dziękuję Ci, Yoasiu!