niedziela, 29 sierpnia 2010

106. Wyniki króliczego candy :)

1. Lawendowy królik powędruje do lawendowo-misiowego pokoju Doroty w Częstochowie.
2. Premia dla ostatniej zapisanej osoby wędruje do gagipy z bloga biżu, szydełko i druty.
3. Wygrana główna dla Pandory z http://wloczkoweczary.blogspot.com/.
Wszystkie Panie proszę o wybór kamiennego serduszka ze zdjęcia powyżej oraz adresy, pod którymi czekacie drżące na Wasze niespodzianki: skrzat.ka małpa wp.pl.

sobota, 21 sierpnia 2010

105. Torebusia pstra malusia

13 x 14,5 cm i albo z kieszonką:
albo bez:
lewa strona czyli podszewka też uszydełkowana:
Krzywulec, ale who cares? Akurat na rękoczyny do piaskownicy.

środa, 18 sierpnia 2010

104. Pocztówka z wakacji

Luksus wakacji to śniadanie w mieście,  w jakiejś boulangerie czy patisserie. W dawnych latach bywając zagranicą zazdrościłam miejscowym, że stać ich na poranną kawę w kawiarni. Dla mnie ten wydatek był absurdalnie wysoki. Pamiętam swoje obliczenie, że herbata w cukierni (zwykły lipton w torebkach) to tyle, co 100-saszetkowe opakowanie w ichniejszym spożywczym i było to dla mnie wówczas nie do zaakceptowania (miałam wtedy kieszonkową hodowlę węży). Szczęśliwie te czasy dawno minęły i ostatniej niedzieli z poczuciem, że jestem na wakacjach zjadłam letnie śniadanie na Monciaku.
I oto kartka natchnięta tym wydarzeniem i wspomnieniem: oprócz niewielkiego kawałeczka ilsowego papieru piknik party 1 (wciąż onieśmielenie) i żółtego kartonu moje ulubione skrapowanie codziennością: obrazek z kartonu maślanki, celofan w niebieskie fale z paczki groszku ptysiowego, żaglówka z gazety. Koronka dziurkaczowo-brzegowa to też recykling: był nią ozdobiony krótki liścik w wygranym przeze mnie rok temu candy. Jak zwykle zawiodła mnie kompozycja (jest za ciasno, hélas!), ale za to kolory - kwintesencja lata!

poniedziałek, 16 sierpnia 2010

103. Kobieta w kapeluszu

czujna?
niepewna?
zalękniona?
zimna?
ironiczna?
zaciekawiona?
pogardliwa?
niezainteresowana?
powierzchowna?
suka?
Kapelusz jak kropka u znaku zapytania.

102. Candy pod lawendowym królikiem

Szanowni Czytelnicy, stali, okazjonalni i pierwszorazowi!
Zakładając przed rokiem blog zamierzałam pokazywać w nim zdobycze ze sklepów drugiej szansy, która to nazwa, spotkana w sieci, zachwyciła mnie swoim optymizmem. Moje plany jednak to jedno, a duch wieje kędy chce i już wkrótce okazało się, że chcę również tworzyć, nie tylko podziwiać cudze wytwory. Nieśmiało i powoli więc czynię to i rezultaty także ujawniam na blogu.
Jednak w tej jubileuszowej loteryjce nawiązuję do pierwotnych założeń i proponuję Wam ponownie cukierka-niespodziankę na zasadach sprzed roku: loteria fantowa, nie wiadomo tylko co wylosujesz.
Na pewno będzie to:
1. coś z moich polowań w second handach,
2. coś z mojej starej szafy,
3. coś do użycia w wytwórczości Twoich rąk,
4. coś pasującego do Ciebie, mam nadzieję, jeśli dobrze wczytam się w Twój blog,
5. oraz dzieło natury: kamykowe serduszko do wyboru stąd.
Aby wziąć udział w losowaniu podaj w komentarzu link do miejsca w Twoim blogu, gdzie podlinkowałaś (-eś) tę zabawę. Zapisy do soboty, 28 sierpnia 2010 do godziny 23:59. Nazajutrz wylosuję zwycięzcę. Jeśli na wylosowanej stronie nie będzie linka do zabawy, przeprowadzę losowanie jeszcze raz.
Oraz:
Premia dla ostatniej zapisanej osoby posiadającej bloga – ta pozycja to propozycja! Możesz zwiększyć swoje szanse na upominek-niespodziankę, komentując ponownie jak najbliżej końca zapisów, wtedy nie bierzesz udziału w ogólnym losowaniu.
Oraz:
Premia specjalna dla nieposiadających bloga: zaznacz, że nie masz bloga i wylosuj tytułowego lawendowego królika.
Jeśli jest to Twój pierwszy u mnie komentarz sprawisz mi przyjemność pisząc, jak tu trafiłaś (-eś)

piątek, 13 sierpnia 2010

101. Collage skutkiem pochodzenia i ciąg swobodnych skojarzeń

W pracy ostatni dzień przed 16 dniami urlopu: robię porządek w biurku. Jednak nie umieszczam starych czasopism po prostu w koszu na makulaturę, najpierw kartkuję je w poszukiwaniu rarytasków do celów skrapowych. I oto magazyn, po którym niczego dobrego się nie spodziewałam, jedyny numer zakupiony przed 2 laty, aby poznać i bo tani (InStyle 3,90 zł), w którym inspiracją stała się czerwona sukienka (i skojarzenie: "Happy Birthday" w amerykańskiej restauracji, jubilatka w długiej aksamitnej sukni w kolorze nasyconej czerwieni, a urodziny to... osiemdziesiąte! Postanawiam i ja, jeśli osiągnę ten wiek, uczcić tę rocznicę czerwoną suknią! Jednak małe mam szanse, kobiety z mojej linii nie dożywały takich lat). I druga inspiracja: reklama szminki Chanel. Swoją drogą, to już kolejna reklama Chanel, która mnie zachwyca, poprzednie, telewizyjne reklamy nr pięć z dzikimi zwierzami, mrrrauuu... I tak, wysokie sądzie, przyznaję, czerwony jest moim ulubionym kolorem i nie zawahałam się go użyć! Jako tło wystąpiła, nie może być inaczej, stara teczka tekturowa w kolorze, uch, to się chyba nazywa "krew byka". Tu przypomniało mi się stare powiedzenie "co czerwone, to ładne, co słodkie to dobre". Krzywe klejenie to wartość stała w moich pracach, hm. Podoba mi się ten kolażyk, a nie byłoby go, gdybym, jak normalny człowiek, wyrzucała przeczytane gazety. Tak robią normalni ludzie, czyli ci, którzy pochodzą od małpy, a Skrzatka nie, bo ona pochodzi od chomika. 
I ostatnie już dziś skojarzenie: wczoraj pierwsze urodziny obchodził skrzaci blog, postów zamieściłam z górką sto, zatem w zwyczajowej loteryjce, z cudzoziemska zwanej candy, wygrać będzie można jakieś szpargały skrzateczne, czyli, proszę państwa, recykling, lumpeksy, stare szafy, ratuj się, kto może! Szczegóły w kolejnym poście.

wtorek, 10 sierpnia 2010

100. Bez obrazka, a właściwie z podwędzonym bez zgody autorki

Wspomnienie: siedzimy przy kolacji i rozmawiamy: Mama, mój starszy brat (albo obaj, ale jakoś pamiętam głównie tego średniego) i ja. To jedyny moment dnia, gdy mamy czas dla siebie, więc rozmowa często przedłuża się i dzięki mojemu bratu-śmieszkowi przeradza w wygłupy. Już to opowiadamy sobie bajki, już to fantazjujemy, już to wymyślamy zabawne i niemądre wierszyki. I dziś, zainspirowany kartką Mrouh, taki wierszyk mi się ułożył, i mam do niego sentyment nie dlatego, że dobry, lecz że przywiódł to wspomnienie. Mógłby się nazywać "Moralność Kalego":

Raz tak rzekła mucha musze:
- Zwierzyć Ci się, mucho, muszę:
choć natura moja musza
to nie lubię, gdy mnie zmusza
kto do czego. Wprost przeciwnie, to mnie wzrusza
co uwalnia, nie wymusza.
- Ja zaś powiem Ci na ucho,
moja droga kumo mucho,
że o ile wielbię stale
stan niewymuszony wcale,
lecz (natura moja musza!)
lubię sobie powymuszać.
Grzech to, twierdzę, gdy kto zmusza,
dobry czyn zaś - gdy ja zmuszam.

niedziela, 8 sierpnia 2010

99. Kalkografia

Zainspirowana sierpniowym skrapowaniem codziennością szkieukowej Kasi z craft imaginarium dzielę się z Wami sposobem z kryzysowych lat osiemdzisiątych, kiedy tak trudno było o wszystko. Znajoma plastyczka wpadła na pomysł wykorzystania kalki maszynowej na lekcjach w szkole. Btw., czy jest ona jeszcze dostępna? Komputer zastąpił wszak maszynę do pisania.
Potrzebne są: kalka maszynowa (również zużyta), żelazko, liście (lepiej suszone, ale mogą też być świeże) i pióra, im wyraźniej żyłkowane, tym lepiej.
Kalkę należy zmiąć i wyprostować, przyłożyć do kartki i przeprasować gorącym żelazkiem. Uzyskamy deseń, który można potraktować jako tło do malowania, papier skrapowy czy obrazek.


Jeśli między kalkę a papier podłożymy liście, koronki, piórka lub inne płaskie przedmioty wzbogacimy wzór.


Można też na liściu położyć kalkę, przeprasować, położyć liść pobrudzoną stroną na papierze i jeszcze raz przeprasować - otrzymamy liściową pieczątkę.

     

niedziela, 1 sierpnia 2010

98. Książki, których nikt nie chce

Była sobie zakładowa biblioteka. Zakład po latach zlikwidowano, zbiory przekazano bibliotece miejskiej i tam to, co niezbyt interesujące wystawiono na korytarzu. A ja, wychowana w duchu szacunku dla książek (cały czas tłumaczę sobie, że ta norma nie obowiązuje zawsze i bezwzględnie i że, doprawdy, kupiwszy książki za osobiście zarobione pieniądze mogę z nimi robić co chcę, np. zakreślać neonowym pisakiem, wycinać obrazki), otóż ja nie potrafię nie oglądać dokładnie tych wystawek.
Rzadko zdarza się coś naprawdę wartościowego, bo nawet jeśli klasyka, to nowsze wydania przyjemniej się czyta niż te wieloletnie, na podłym papierze, pożółkłe i przesiąknięte zapachem kurzu, pleśni i starymi zapachami kuchennymi.
Czasem trafi się rarytas ze względu na ilustracje bądź liternictwo i tak dziś obrazek z książki, której nikt już nie chciał: docenta doktora Andrzeja Jaczewskiego i mgr Wandy Kobyłeckiej (tak, tak, z wszystkimi tytułami), wydanej przez Państwowy Zakład Wydawnictw Lekarskich "O dziewczętach dla dziewcząt (o dojrzewaniu i dorastaniu)", wydanie IV z 1976 r., ilustrowane w duchu tamtych lat przez Wiesławę Furmanik. Z radością powycinałam czerwono-czarne ryciny i zastosowałam w kartce.
Papier skrapowy - pierwsze podejście! Onieśmielała mnie jego profesjonalność, a i deseń jak kuchenna ściereczka bądź wiejski obrus nie kojarzył mi się dotąd z żadnym projektem, ale trzeba było zastosować gdzieś własnoręczne stempelki plus obrazek pani Furmanik i oto premiera.

Archiwum bloga