środa, 30 maja 2012

224. Tytularnie

Wczorajszą wizytę w e. uważam za wyjątkowo udaną - nie wydałam ani złotówki i zrobiłam zdjęcie na sto szesnaste wyzwanie słoikowe. Dopiero dziś zobaczyłam, że miał być jeszcze jeden grzbiet na samym końcu. Kompozycja zainspirowana czytanym obecnie kryminałem. 

żony mojego ojca,
anioły śniegu:
kobieta, która wyszła za chmurę - 
- na krótko,
kobieta na trzecim krańcu świata...

Wystarczy.
Wszyscy mamy tajemnice.
Marzenia i tajemnice.

wtorek, 22 maja 2012

223. Minialbum

Jestem z niego dumna! Mój pierwszy album, wykonany w sobotę na warsztatach w Gdańsku. Bazą są biurowe koperty przycięte do kwadratu, dzięki czemu oprócz kart mamy pięć schowków na skarby. Użyłam papierów z trzech szarożółtobrązowych kolekcji i nie byłabym sobą, gdybym nie dała czegoś z recyklingu - rozwarstwionej tektury.
Okładka przednia:
Pierwsza rozkładówka. Pomysł był, aby lewa strona czymś nawiązywała do poprzedniej (sześciokąciki), a w prawa zawierała coś zapowiadającego następną (tu kółeczko z literek), z lewej ledwo widać skrzydełko koperty: 
Druga rozkładówka. Daszek z trójkącików i strzałka z kółeczek jako nawiązania:
Jeszcze raz ta sama strona żeby pokazać, że tag jest fruwający, a z lewej dobrze widać skrzydełko koperty:
Trzecia rozkładówka: mój ulubiony papier. Odstaje stylem od szarożółtych poprzednich, ale kocham go bardzo, bardzo. Skrzydełko koperty zawiązane na kokardkę:
Czwarta, ostatnia rozkładówka. Sześciokąciki wracają, tu dwa schowki kopertowe i ukryty tag:
I tylna okładka:
I jeszcze widok ogólny:
Użyłam aż 13 guzików, kolor żółty nie jest moim ulubionym, wzory geometryczne takoż nie - zatem przekroczyłam swoje ograniczenia w trójnasób! Co za satysfakcja!

czwartek, 10 maja 2012

222. Piękne czyny pozbawione sensu

Kiedy zastanawiałam się nad listą pięknych czynów pozbawionych sensu, które chciałabym pielęgnować, hołubić i w pamięci zachowywać jako pierwszy przyszedł mi do głowy historyczny już flashmob na antwerpskim dworcu.
W dzisiejszym Dużym Formacie przeczytałam o czymś równie pięknym, całkowicie bezużytecznym i zdecydowanie odlotowym.
Couch i trener biznesu Jacek Jakubowski opowiada o technice burzy marzeń w pracy z bezrobotnymi i podaje przykład:
"Podczas zajęć w małym miasteczku dziewczyna powiedziała: „W tym mieście nic się nie dzieje, jest szaro, ponuro. Ja bym chciała, żeby całe miasto położyło się i marzyło”. Zostało to zapisane. Były też pomysły bardziej realistyczne, zróbmy wycieczkę albo bal. […]
Uparli się na to wspólne marzenie.
Załatwili łóżka z wojska, pozwolenie, żeby to weszło w harmonogram Dni Miasta, zrobili marketing, czyli powiadomili wszystkie babcie, ciocie, znajomych, i przyszedł tłum.
Dziennikarka: Położył się i marzył?
Zostało to dopracowane, zdobyli pieniądze na kilkaset balonów z helem, każdy dostał karteczkę, na której napisał marzenie, i przywiązał ją do balonu. O godz. 12 wszystkie nobliwe osoby położyły się na łóżkach, a młodzież na trawie. Puszczono baloniki, a całe miasto leżało i patrzyło, jak marzenia odlatują do nieba".

poniedziałek, 7 maja 2012

221. Pielęgnujcie przypadkową życzliwość i piękne czyny pozbawione sensu

Kupiłam kiedyś w Lidlu zabawkę typu mały zecer - pieczątkę z kasetką malutkich gumowych czcionek - do samodzielnego złożenia. Okazja nadarzyła się ostatnio, gdy skrapki ogłosiły skrzydlate wyzwanie ze skrzydlatymi słowami. Wybrałam cytat z wydanej przed miesiącem powieści Wojciecha Staszewskiego pt. ojciec.prl.
Miała to być tabliczka czy obrazek z podnoszącym na duchu tekstem. Wykorzystałam dopiero co nabyte na cynkowym warsztacie doświadczenie w tworzeniu pstrego blejtramu. Użyłam kupionego za 3,50 obrazka z Rossmanna i zachwycającej zielono-niebieskiej palety z kolorowego wyzwania ze strony blog.skrapuj.pl.
Blejtram okleiłam kartkami ze starej książki, kawałkami koronek papierowych i bawełnianych, pomarszczonymi bibułkowymi serwetkami i pomalowałam akrylówkami, nakładając farbę częściowo pędzlem, częściowo gąbką, co jeszcze zróżnicowało fakturę, a na koniec przykleiłam kształty z wykrojników - chwasty i jaskółkę, które pomalowałam na biało. Pieczątka z hasłem w rogu i gotowe. I pasuje jeszcze na wyzwanie na strychu.
Mam wrażenie, że to jeszcze nie koniec, ale na razie jest tak.
Nadal nie mam aparatu, a na płycie skanera nie zmieściły się boki obrazka (jest kwadratowy, wielkości ok. 26x26 cm).

Archiwum bloga