Możesz mieć wielkie serce i malusieńkie serduszko. Z gliny, na lnianym sznureczku.
Co ofiarować (mojej roboty) podróżniczce po Europie, której cały dobytek to niezbyt wielki plecak? Miałam kłopot, z którego sama mnie wybawiła. Zauważyła maleńkie serduszko, wielkości 50 groszy, dostrzegła też szpulkę lnianego sznurka, na który je nanizała i z takim naszyjnikiem wyruszyła w dalszą podróż. Co za przyjemność dla autorki dzieła!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą serendipity. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą serendipity. Pokaż wszystkie posty
piątek, 20 listopada 2015
piątek, 21 października 2011
189. Różne takie, misie i inne przyjemności
W Stumilowym Lesie wiatr strącił kilka listków z największego drzewa.
- Nie mogę w to uwierzyć - powiedział Królik. - Czyżby zbliżała się jesień?
- Jesień... - rozmarzył się Puchatek. - Spiżarnia, pokój, garnek, spiżarnia, łóżko, miodek i tak bez końca...
- Uważaj, Misiu, bo z tego "bez końca" nie zmieścisz się w drzwiach - ostrzegł go Prosiaczek.
- Hmm... - Puchatek się zastanowił. - To nic, wtedy wy przyjdziecie do mnie!
Dla dzisiejszej solenizantki, zwariowanej fanki Kubusia P. (w disneyowskiej wersji graficznej) znalazłam w empiku idealny prezent: kalendarz na przyszły rok z takimiż disneyowskimi ilustracjami i licznymi (bodaj dwoma tygodniowo) cytatami. Cytaty uwielbiam, bo jestem taką samą wielbicielką słynnego pluszaka, tylko wolę oryginalną wersję rysunkową. Otworzyłam na chybił trafił i trafiłam na powyższy dialog. Cudownie oddaje charakter tytułowego bohatera, pogodnego, zadowolonego z siebie i z życia Puchatka (a nie głupiego misia, jak to interpretują niektórzy).
- Nie mogę w to uwierzyć - powiedział Królik. - Czyżby zbliżała się jesień?
- Jesień... - rozmarzył się Puchatek. - Spiżarnia, pokój, garnek, spiżarnia, łóżko, miodek i tak bez końca...
- Uważaj, Misiu, bo z tego "bez końca" nie zmieścisz się w drzwiach - ostrzegł go Prosiaczek.
- Hmm... - Puchatek się zastanowił. - To nic, wtedy wy przyjdziecie do mnie!
Dla dzisiejszej solenizantki, zwariowanej fanki Kubusia P. (w disneyowskiej wersji graficznej) znalazłam w empiku idealny prezent: kalendarz na przyszły rok z takimiż disneyowskimi ilustracjami i licznymi (bodaj dwoma tygodniowo) cytatami. Cytaty uwielbiam, bo jestem taką samą wielbicielką słynnego pluszaka, tylko wolę oryginalną wersję rysunkową. Otworzyłam na chybił trafił i trafiłam na powyższy dialog. Cudownie oddaje charakter tytułowego bohatera, pogodnego, zadowolonego z siebie i z życia Puchatka (a nie głupiego misia, jak to interpretują niektórzy).
A skoro już byłam w empiku, nie powstrzymałam się przed wydaniem wiekszej liczby złotówek niż miałam (dysponuję teraz funduszem pożyczonym i przeznaczonym na przeżycie jeszcze minimum pięciu dni, swoje już wydałam do zera).
Bo, po pierwsze, rekomendowany przez Kardamonową "Słodki listopad". Obejrzałam film tego samego popołudnia. Nie wiedziałam, jak włączyć polskie napisy, więc przymusowo poćwiczyłam listening comprehension. Nowy piękny przykład serendipity. Film z całego serca rekomenduję. Rzeczywiście można z przyjemnością obejrzeć każdej jesieni (tak jak "To właśnie miłość" w okolicach Gwiazdki).
Bo, po drugie, nowy numer "Zwierciadła". Niby nie uciekłoby do przyszłego tygodnia, ale to taka przyjemność mieć nowe, nowiutkie, od razu, natychmiast!
Bo, po trzecie, było to nie w moim małym sopockim salonie, tylko w dużym w Galerii Bałtyckiej, gdzie jest całkiem przyzwoite stoisko scrapbookingowe, a tam czekał na mnie On, sama misiowa słodycz i uroda. Z żalem stwierdziłam, że stempelek jest prawdopodobnie wadliwie przyklejony do klocka, bo jedno uszko się nie odbija, ale już po naużalaniu się odkryłam, że wystarczy odbijać na czymś miększym i wychodzi lepiej (np. na złożonej gazecie). A oto on, we własnej misiowej osobie:
Przypisuje się to zdanie Marilyn Monroe: Pieniądze szczęścia nie dają, dopiero zakupy!
*
Postanowiłam też docenić moje gryzmołki konferencyjne, robione wczoraj w czasie nudnawego wykładu. Przyjrzałam się im jakby je robił ktoś obcy i dzięki temu mój wewnętrzny krytyk milczał. Stwierdziłam, że mógłby to być projekt stempla, pewnie znalazłby nabywców i użyłam go do zaczątka kartki. Nie jest jeszcze skończona, ale coś z niej pewnie powstanie. Najbliższe wydało mi się życzenie Cynki, które zwykła umieszczać na swoich kartkach z broszką, choc pewnie burza mózgów przyniosłaby jeszcze inne twórcze pomysły. Jakieś podpowiedzi? :)
Labels:
hedonistycznie,
miś,
moja pisanina,
moje kartki,
moje rysunki,
serendipity
sobota, 20 sierpnia 2011
172. Ciąg dalszy z dedykacją albo o szklance
Czy szklanka jest do połowy pusta, jak chcą malkontenci, czy do połowy pełna jak cieszą się inni?
Wczoraj przed zamknięciem sklepu drugiej szansy oglądałam w nim biało-czerwony ręcznik, jednak szkoda mi było dać za niego 4 zł i postanowiłam przyjść dzisiaj, jako że w soboty 50% zniżki. Czy zależało mi bardziej na 2 złotych niż na zakupie? Najwyraźniej, bo dziś wybrałam się z domu dopiero w południe i po moim zakupie nie było śladu. Udałam się zatem do kolejnej świątyni niebywałych okazji i nabyłam za 1,5 zł (po sobotniej 50% przecenie) powieść pt. PS. I love you. Było ich więcej, popularnych powieści w miękkich oprawach, wszystkie po angielsku, co mnie raczej zniechęca. Ta również w lyngłydżu, ale ponieważ widziałam film i czytałam polski przekład, posłuży za pomocnika do ćwiczenia reading comprehension. Piękny przykład serendypii. Na zdjęciu owa książka, gdzie? Gdyby nie serwetki, możnaby pomyśleć, że w domu, a to ponownie naleśnikarnia. Tym razem wypróbowałam inny kącik z czerwoną sofą, w dodatku z ikeowską ładną lampką. Za to naleśnik, ze szpinakiem i fetą już raczej zwyczajny. Lokal nazywa się Cuda Wianki, winietki nie sfotografowałam, bo jakoś mi się niezbyt spodobała.
Poniżej jeszcze coś sopockiego. Panneau (przepraszam, nie przychodzi mi do głowy odpowiednie polskie słowo) na peronie kolejki Sopot Wyścigi. Stosunkowo nowe, remont był jakieś 2 lata temu. Malowidła na kafelkach. Lubię to, jak mawiają na fejsie.
A to zwykła rzecz w letniej szacie. Chusteczki higieniczne z wizerunkiem ławeczki w słońcu, nie ma chyba dla mnie milszego symbolu wakacji, relaksu, nieśpiesznych, pogodnych dni lata. Sfotografowana na rozwalającej się ławce przed moją kamienicą (moją, bo w niej mieszkam, nie żebym ją posiadała).
Wczoraj przed zamknięciem sklepu drugiej szansy oglądałam w nim biało-czerwony ręcznik, jednak szkoda mi było dać za niego 4 zł i postanowiłam przyjść dzisiaj, jako że w soboty 50% zniżki. Czy zależało mi bardziej na 2 złotych niż na zakupie? Najwyraźniej, bo dziś wybrałam się z domu dopiero w południe i po moim zakupie nie było śladu. Udałam się zatem do kolejnej świątyni niebywałych okazji i nabyłam za 1,5 zł (po sobotniej 50% przecenie) powieść pt. PS. I love you. Było ich więcej, popularnych powieści w miękkich oprawach, wszystkie po angielsku, co mnie raczej zniechęca. Ta również w lyngłydżu, ale ponieważ widziałam film i czytałam polski przekład, posłuży za pomocnika do ćwiczenia reading comprehension. Piękny przykład serendypii. Na zdjęciu owa książka, gdzie? Gdyby nie serwetki, możnaby pomyśleć, że w domu, a to ponownie naleśnikarnia. Tym razem wypróbowałam inny kącik z czerwoną sofą, w dodatku z ikeowską ładną lampką. Za to naleśnik, ze szpinakiem i fetą już raczej zwyczajny. Lokal nazywa się Cuda Wianki, winietki nie sfotografowałam, bo jakoś mi się niezbyt spodobała.
Poniżej jeszcze coś sopockiego. Panneau (przepraszam, nie przychodzi mi do głowy odpowiednie polskie słowo) na peronie kolejki Sopot Wyścigi. Stosunkowo nowe, remont był jakieś 2 lata temu. Malowidła na kafelkach. Lubię to, jak mawiają na fejsie.
A to zwykła rzecz w letniej szacie. Chusteczki higieniczne z wizerunkiem ławeczki w słońcu, nie ma chyba dla mnie milszego symbolu wakacji, relaksu, nieśpiesznych, pogodnych dni lata. Sfotografowana na rozwalającej się ławce przed moją kamienicą (moją, bo w niej mieszkam, nie żebym ją posiadała).
I na koniec miła dzisiejsza koincydencja, klasyczna serendipity: poszłam na warsztat nt. wdzięczności w ramach Progressteronu, a tam kawę z automatu serwowano w papierowych kubkach z napisem ENJOY. Nie powstrzymałam się przed zabraniem go do domu celem skrapowym. Ponadto znakiem graficznym odbywającego się w Sopocie festiwalu Progressteron jest w tym roku balon z sylwetkami trzema radosnych kobiet. Zanim połączyłam to w jakąś całość zabrałam się za przegląd blogów i u LaWenduli przeczytałam tę optymistyczną myśl: Nigdy nie jest za późno na szczęśliwe dzieciństwo! Naprędce przykleiłam napis z kubka, narysowałam, jak umiałam, postaci w balonie, umieściłam stosowne hasło i jest zakładeczka! Ktoś chętny?

Labels:
balony,
hedonistycznie,
kawa/herbata/napoje,
koniki,
moja pisanina,
poszło w świat!,
recykling,
S-t,
serendipity,
zakładki,
zdjęcia
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)


