wtorek, 28 września 2010

115. Różowe zaproszenie i różowowstążkowe candy po raz drugi

Za niespełna dwa tygodnie rozpocznie się kolejny "różowy tydzień", mający na celu uświadomienie, uwrażliwienie, uczulenie na sprawę raka piersi. Różowa wstążka, o której pisałam na blogu rok temu, ma przede wszystkim motywować do profilaktyki, do wspierania się wzajemnie, do przerwania milczenia na temat choroby, która lekceważona, przemilczana, spychana do nieświadomości, okalecza i zabija, a tak być nie musi. Bądźmy razem, bo jesteśmy dla siebie wzajemnie siłą. Podobnie jak rok temu, staję na apel Szarlotek z bloga "Cukiernicze kreacje Charlotte" i proponuję Wam włączenie się w tę akcję solidarności kobiet, jakkolwiek górnolotnie by to zabrzmiało. Rok temu w różowym candy proponowałam Wam wykonanie dowolnej pracy, robótkowej lub gastronomicznej w kolorze różowym, w tym roku oprócz tego przyłączam się do propozycji Szarlotek dodając kolejną kategorię: opowieść. Tak więc po raz drugi zapraszam na
różowe candy.
Żeby wziąć w nim udział podaj w komentarzu pod tym postem link do miejsca w swoim blogu, gdzie zamieścisz logo akcji wraz z linkiem do dowolnej strony na ten temat. Nie chodzi o to, by propagować tę zabawę, lecz by poszerzać świadomość, od której tak wiele zależy. A kto tego zechce, niech poda również link do miejsca gdzie pokazuje swoje różowe dzieło, przepis na różową potrawę lub opowieść. Jeśli nie chcesz brać udziału w losowaniu, a bierzesz udział w akcji proszę, zostaw również komentarz, im więcej nas, tym więcej energii potrzebnej tej sprawie.
Nagrody-niespodzianki w trzech kategoriach:
1. nagroda dla jednej osoby wylosowanej spośród wszystkich zamieszczających na blogu logo akcji wraz z linkiem do strony związanej z akcją,
2. nagroda dla jednej osoby wylosowanej spośród twórczyń (i twórców) różowych dzieł robótkowych w dowolnej technice (szydełko, druty, szycie, haft, biżuteria, scrapbooking, card making i cokolwiek jeszcze wytworzą zdolne ręce) i różowych dzieł gastronomicznych,
3. nagroda, subiektywnie przyznana przez moje jednoosobowe jury dla twórczyni lub twórcy różowowstążkowej opowieści (listu, wspomnienia, apelu itp).
Na zakończenie będzie mi miło zamieścić przegląd waszych różowych dzieł na moim blogu.
Zapisy do ostatniego dnia różowego tygodnia czyli do 18.10 do godz.18.10.

sobota, 25 września 2010

114. Do słoika: co listek powiedział

Jeden z pierwszych żółtych liści czeremchy, opadły, chory, w czarnych plamach, które uformowały serce. Zachwyt i rozpacz, że minie, zwiędnie, uschnie, pokruszy się, w proch rozpadnie. Pytam: co chcesz mi powiedzieć, jak jest twoja historia, mądrość, przesłanie? I szept cichutki, który dusza słyszy na słowa przekładam:
Zobacz piękno, które jest w przemijaniu i umieraniu.
Zobacz, jak wszystko płynie i zmienia formy, przybierając kształt na jedną chwilę, aby zaistnieć, zatańczyć, zabłysnąć i przeminąć.
Zobacz, jak każda rzecz pojawia się na powierzchni świadomości, by w niej utonąć i odejść.
Zobacz piękno, i ból, i mądrość tych zmian. I odpocznij w czystej świadomości. Amen

niedziela, 19 września 2010

113. Buzie, twarze, gęby

Przypomniała mi się pewna zabawa  z dzieciństwa, może komuś się przyda na słotne wieczory jesienne. Potrzebne są: papier, pisak, poczucie humoru i wyobraźnia.
Rysujemy, talent nie wymagany, kilka lub kilkanaście twarzy, jak najbardziej różniących się od siebie. Przyglądając się im staramy się odgadnąć ich imiona (tak! oni już mają imiona, naszym zadaniem jest tylko je odnaleźć), nazwiska, zawód, życiową sytuację. Zachęcamy dziecko czy dzieci, zadając pytania, do tworzenia wyobrażonej biografii tej osoby: kto to jest? gdzie pracuje? co lubi? jakie ma marzenia? jaką ukrywa tajemnicę? i co komu fantazja podpowie.
Moja galeria: panna Celina Wiatraczkówna, urzędniczka. W okienku pocztowym wydaje paczki i sprzedaje znaczki. Bardzo sprawnie obsługuje klientów, nie myląc się przy wydawaniu reszty i nikt się nawet nie domyśla, że w rzeczywistości wcale jej na poczcie nie ma. Myślami buja w Norwegii, skąd nadszedł właśnie gruby list w bąbelkowej kopercie.
Pan Wiktor Kaloszek, listonosz. Nie, nie, żadnych romantycznych skojarzeń. Pracuje w innym urzędzie i nigdy nie spotkał Wiatraczkówny. Spogląda ponuro, bo nie cierpi swojej pracy. Marzy o występach w operze. Tymczasem śpiewa przy goleniu.
Señor Miguel Cassavetes, Hiszpan, przypadkowo zabłąkany w Koluszkach. Poczciwy wygląd niech was nie zmyli, jego myśli są mroczne. Coś knuje...
I tak dalej, i tak dalej. Niezastąpione na długie podróże pociągiem, deszczowe dni na wczasach, kiedy dzieci się nudzą. Mnóstwo śmiechu - gwarantowane!

112. Jeszcze jedna

Plakatówki, złota konturówka do szkła, brokat.

111. Comfort your ego ;)

Ostatni słoik: http://craft-imaginarium.blogspot.com/2010/09/soik-na-mysli-28-thought-jar-28.html

wtorek, 14 września 2010

110. Takie tam tagi


powstałe kiedyś w pracy, gdy do dyspozycji karton z opakowań, obrazki z gazety czy plakatu, gilotyna, dziurkacz biurowy, takiż klej, nożyczki niezbyt precyzyjne oraz poduszka do stempli z niebieskim tuszem :)

czwartek, 9 września 2010

109. Kobieta, którą obchodzi / The woman who cares

Henryka Krzywonos: "Jeśli nie ja, to kto miał to zrobić?" / "If not I, then who?"
Na wyzwanie TMTA: famous people.
Wycinki z dzisiejszego "Dużego Formatu", zdjęcie z GW + egipski hieroglif oznaczający serce z dodatku reklamowego do tego samego numeru GW (today press cuttings + Egyptian hieroglyph meaning „heart”).
I jeszcze pasuje do słoika nr 4 w imaginarium.
PS. Jeśli zrobiłam błędy w angielskim, proszę o wskazówki, poprawię.

wtorek, 7 września 2010

108. Sherlock Holmes na tropie ;)

Szukając starych papierów na wymianę z Deb przeglądam takie zasoby w domu, o których dawno już nawet nie myślałam. Stare zdjęcia, które być może dla mnie ostatniej coś jeszcze znaczą, bo rozpoznaję na nich młode twarze Babci i Dziadka (mieszkam w mieszkaniu, do którego wprowadzili się w 1945 r. przywożąc ze starego życia trochę drobnych przedmiotów, ubrań, pamiątek, kilka książek), stare nuty, z których od 70 lat nikt nie grał, poniemieckie książki, szpargały. Kurz mimo zamkniętych drzwiczek i szuflad, zetlały papier, pokruszony klej. Spośród tego wszystkiego rzeczy, które dla mnie nie mają wartości polecą za ocean. Jak zdjęcie powyżej. Naklejone na półkredowy papier i przyklejone do szyby musiało kiedyś być oprawione i zdobić ścianę czy biurko (pewnie ścianę, bo ich przedwojenne mieszkanie nie było zbyt wielkie). Były na to dowody, które unicestwiłam wilgotną gąbką, dowody w postaci starożytnych muszych odchodów.
Oprawione, zatem ważne. Mające wartość sentymentalną, tworzące własny mit młodej rodziny, dokumentujące jej ważność, status, pozycję, stan materialny, intelektualny, a może towarzyski? Nie wiem, nie znalazłam na zdjęciu znajomej twarzy, a przecież, gdyby jej nie było, nie przechowywaliby tak pieczołowicie starej fotografii. Zatem, pomyślałam, może twarz Babci (Dziadka na tym zdjęciu nie ma), została, jak to często mi się zdarza, przysłonięta czyjąś głową i widać jej np. tylko oczy i czoło? To jest trop! Bingo! Jeśli jest na tym zdjęciu, a musi być, skoro je przechowano, to może to być tylko młoda kobieta, której widać pół czoła i jedno oko oraz puszyste, falujące włosy, w białej bluzce i z kwiatami (kto ciekaw: pod prawym portretem, ledwie widoczna za wysokim młodzieńcem o wybitnych uszach).
I cóż to za impreza? Aula jakby szkolna, ale na koniec roku za mało uroczyście, za mało solennego pozowania, niektórzy jeszcze przepychają się na swoje miejsca, rozglądają, gadają, gestykulują. Podłoga zaśmiecona, jakby resztki serpentyn i rzeczywiście, kilka osób udekorowało się serpentynami. Ale to nie karnawał, bo stroje nie wieczorowe tylko wiosenne.
Ostrożnie odklejam od szyby, jeśli pojedzie do Ameryki to przecież bez szkła. Fotografia przyklejona do tła. Podważam, klej częściowo puszcza, na szczęście oprawiaczowi nie chciało się smarować całej powierzchni. Jest podpis, rzadkość, większość starych zdjęć nie jest datowana, dobrze, jeśli trafi się pieczęć zakładu fotograficznego. Czy to rękopis Babci? Znam jej pismo z czasów, kiedy miała 60 lat. Domyślam się pierwszych dwóch słow: Zakończenie towarzyskie Zjazdu Współpracowników i Czytelników "Młodej Myśli" Inowrocław 20-V-34.
"Młoda Myśl", o, dzięki Ci, nieoceniony Mr. Google, wydawana była przez Straż Przednią przy Państwowym Gimnazjum w Inowrocławiu jako czasopismo młodzieży szkolnej ziem zachodnich Polski od 1934 r. W "Jagiellonce" zachował się jeden egzemplarz z początku 1935 r. Przedtem (1925-33) o takim tytule pismo Uczniowskiego Stowarzyszenia Spółdzielczego "Bratnia Pomoc" przy Państwowych Seminarjach Nauczycielskich wydawano w Białymstoku. Jeszcze wcześniej był to miesięcznik młodzieży Gimnazjum w Garwolinie. Numer 2 ukazał się w styczniu 1924 r. w formacie 35 x 22 cm i objętości 8 stron. Redaktorem był Jan Pióro, wydawcą Koło Literackie. Redakcja i administracja mieściły się przy ul. Długiej 26. Czas ukazywania i liczba wydanych numerów nieznane. Zapewne zbieżność tytułów przypadkowa.
Co Babcia miała z tym wspólnego? Pisała? Wątpię. Raczej czytała, ale żeby pojechać tak daleko (dzisiejszymi drogami 500 km, a w latach trzydziestych koleją?) na zjazd? 27,5- letnia mężatka, matka 5,5-letniej skrzaciej matki?
Jak mawiał mój Ojciec, najpierw mnie to nie interesowało, a teraz nie ma kogo zapytać...

PS. Czy ktoś rozpoznaje postacie na portretach?

poniedziałek, 6 września 2010

107. Rozmaitości blogowe

Lawendowy królik dotarł bezpiecznie do Częstochowy i pysio mu się śmieje wśród misiów-kolesiów. Serduszka - wybrane przez Dorotę ceglane oraz kamienne zainspirowały ją do zrobienia jesiennej dekoracji. Kulki jarzębiny we mchu pokazują wielkość (a raczej małość) tych serc, dają się one serca wpisać w okrąg wielkości 5 groszy.
Zdjęcia przysłała mi Dorota.
Niespodzianki do Pandory i Gagipy wysłane, ale zapomniałam sfotografować. Nie lubię robić zdjęć, bo nie umiem i zawsze zapominam.
We wrześniu biorę udział w wymianie starych papierów, moją partnerką jest Dryadart. Przeczesuję dom w poszukiwaniu, co kosztuje mnie dużo czasu, bo co śmieć, to wspomnienie. Znalazłam świetne zdjęcie mojej chrzestnej z mężem z 1974 r. i najwyraźniej nie mam natury skraperki, bo tak mi się podoba, że obawiam się je zepsuć oprawą :).

Archiwum bloga