Pokazywanie postów oznaczonych etykietą do oddania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą do oddania. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 czerwca 2012

226. Pif, czyli sympatyczna piramida

Pół roku temu wzięłam udział w rozdawajceTores, czas więc samej coś rozdać. Długo to trwało, gdyż wzorem mojej ofiarodawczyni postanowiłam najpierw zrobić upominki, a potem dopiero zorganizować zabawę. Do wzięcia są już pokazywane warsztatowe wytworki moje:
Minialbum kopertowy z posta nr 233 (więcej zdjęć):
 Minipudełeczko na pierścionek z posta 235:
 Notes nieduży (A5 lub nawet mniej) z białymi kartkami i taką okładką z posta 229:
A co należy zrobić, żeby otrzymać któryś z powyższych fantów:
1. Trzeba mieć bloga.
2. Szybciutko zapisać się w komentarzu: pierwsze trzy osoby, które wyrażą chęć uczestnictwa dostaną mały upominek. U mnie kto wcześniej, ten może wybrać fant.
3. Następnie ogłosić te zabawę u siebie i w ciągu 365 dni wysłać trzy niewielkie własnoręczne upominki (nie trzeba ich od razu pokazywać, może to być niespodzianka).
4. Każdy blogowicz może trzy razy uczestniczyć w tej zabawie.
*
A oto moja zdobycz (zdjęcie z bloga Tores):

czwartek, 25 listopada 2010

135. www, atc, 5xk czyli dzisiejsza prasówka

Zmęczyłam się językiem walki, trybem rozkazującym, radami i poleceniami:

popędzaniem i (de)motywowaniem:

dobrymi radami:

i sugestiami.
Sprzeciw wobec agresywnych rad i sugestii zaowocował postawieniem sobie pytania:

A w końcu sama daję radę,
jak poradzić sobie z listopadem :-)
Listopadowa recepta: 5 x k

Jeśli ucieszyłaby cię moja recepta z dedykacją zaznacz w komentarzu, czy wolisz tag czy karteczkę (jest malutka, nieco tylko większa od atc). Jeśli będzie więcej chętnych, wylosuję. Zapisy do soboty.

niedziela, 4 października 2009

24. Skąd się biorą misie

Najpierw mnie wcale nie było... Tak się zaczęła opowieść pewnego misia. Ale co było, zanim Babcia zrobiła go na drutach? Opowiem wam bardzo, bardzo starą historię.
Żyliśmy w wielkiej misiowej rodzinie. Nadal żyjemy. Jest nas tam tak dużo, że żaden miś nie jest w stanie policzyć (misie nie są dobre w arytmetyce). Mieszkamy razem, bawimy się, śmiejemy się, a przede wszystkim bardzo się kochamy (nie ma misia, który nie umie kochać). Starsze misie opowiadają o swoich przygodach. Mówią nam, młodym miśkom, że na świecie jest czasem radośnie, czasem trudno, ale każdy jest bardzo ważny i ma coś do zrobienia. I każdy, kto tego chce, może się jakiegoś zadania na ziemi podjąć. A kiedy to zadanie się skończy, wracamy do miśkowej rodziny. Czasem przyglądając się światu z daleka widzimy dzieci w domach i dzieci w przedszkolach, dzieci w sierocińcach i dzieci w szpitalach, wesołe albo samotne, szczęśliwe albo przestraszone, i rodziny, które właśnie czekają na dziecko, i młodych ludzi, którzy dopiero zakochali się w sobie i chcą ukochanej osobie miłość okazać, i starszych ludzi, którzy wracają myślą do dzieciństwa (bo wtedy się dużo wspomina) i oni wszyscy potrzebują misia. I co rusz jeden z nas udaje się na ziemię żegnany słowami "do zobaczenia", bo wiemy, że to rozstanie na krótki czas i wrócimy tu, do miśkowej rodziny.
Na ziemi jest zupełnie inaczej niż w zaświatowej rodzinie. Trzeba mieć formę, postać, kształt. Ludzie i zwierzęta się rodzą, ptaki i jaszczurki wykluwają się z jajek, a misie muszą zostać wyprodukowane. Czasem babcia zrobi misia szydełkiem lub na drutach, czasem mama uszyje ze szmatek albo dziadek lub tata wystruga z drewna. Tak, tak, są i takie misie. Duuużo misiów robi się w Fabryce Zabawek. Gdybyście tam weszli to byście się zdziwili! Na początku nie widać nic podobnego do miśka, tylko słychać gwar, szum, krzątaninę. Są wielkie bele materiału, pluszu, futerka, szpule nici, stosy guziczków i sznury koralików na oczy i noski, ogromne kłęby włókniny do wypychania. I maszyny: maszyny, które kroją materiał, maszyny do szycia, maszyny, które odwracają i wypychają uszyte formy, maszyny do pakowania. I samochody, które rozwożą nas w świat.
Wtedy zaczyna się przygoda. Najpierw przyjeżdżamy do sklepu. Tam jest mnóstwo zabawek i wszyscy są bardzo podnieceni i ciekawi, dokąd trafią. Ciągle o tym rozmawiamy, ale tylko nocą, gdy sklep jest zamknięty. Jak tylko drzwi się otworzą, znowu siedzimy grzecznie na półkach lub czekamy w pudełkach.
Może nie wiecie, że miś na ziemi zapomina swoją miśkową rodzinę. Tak musi być, bo inaczej tak by tęsknił, że nie mógłby wypełniać swojego zadania. Dlatego misie mają bardzo krótką pamięć. To jest taki szczególny dar, który pozwala misiowi nie martwić się, gdy czasem dziecko o nim zapomni i rzuci go w kąt. Miś się wcale nie przejmuje. Miś leży sobie w kąciku i marzy. Misie dużo marzą, i kto jest cierpliwy, może czasem usłyszeć ich opowieści. Tylko trzeba nasłuchiwać spokojnie, najlepiej po ciemku, wtedy marzenia błyszczą i mienią się wszystkimi kolorami jak skrzydła ważki w słońcu.
Ja trafiłem do pewnej rodziny... Ale to historia na inny raz.
Teraz mieszkam u pani Skrzatki. To się nazywa rodzina zastępcza. Skrzatka wysłuchuje moich opowieści, wystukuje je na klawiaturze, a gdy kliknie "publikuj posta" wielu ludzi dowie się, skąd się biorą misie. Takie mam teraz zadanie.




O, a tak wyglądam ciśnięty w kąt. Trochę mi się łapka odpruła.

sobota, 29 sierpnia 2009

12. Miś

Najpierw mnie wcale nie było. Pamiętam cichutkie stukanie, brzękanie, szelest i piosenkę. Babcia robiła na drutach i śpiewała, a potem zszyła dzianinę, wypchała czymś mięciutkim i ciepłym i igiełką wyszyła buzię, nosek i oczy. Na końcu odcięła i pochowała wszystkie nitki i to już byłem ja.
Babcia powiedziała: udałeś mi się, misiu. Stąd wiem, że jestem misiem. Miałem gdzieś pojechać z Babcią i tam zamieszkać, ale coś się stało. Nagle było ciemno i ciasno, wokół pełno było ubrań, zasłon i poduszek i nikt nie wiedział, co z nami będzie. Potem ktoś powiedział: tu to wnieście, i zrobiło się jasno i byliśmy w miejscu, które się nazywa: sklep. Tam posadzili mnie na półce z innymi. I ciągle ktoś podchodził i wybierał, a ja tylko się przewracałem i czekałem. Aż w sobotę przyszła jakaś pani, weszła do sklepu i nic nie oglądała, ani sukienek, ani sweterków, ani bucików, od razu podeszła do mojej półki, wzięła mnie do ręki i tak miło mnie dotykała. Czuła jaki jestem miękki i powiedziała do siebie: taki miękki, miły miś nie może tu zostać. Długo mnie trzymała, nawet na chwilę położyła na krześle, żeby już nikt mnie jej nie zabrał i oglądała piękne tkaniny, a kątem oka cały czas na mnie popatrywała. A jak już wybrała sobie ze sklepu, co chciała, podeszła ze mną do pani Sklepowej i pokazała mnie. Pani Sklepowa położyła mnie na wadze i powiedziała, że ważę 7 deko. Nie wiem co to znaczy. Może, że jestem deko-racyjny. I jeszcze powiedziała pani Skrzatce (tej co mnie znalazła na półce), że musi za mnie zapłacić, ale że to nie będzie bardzo dużo, a pani Skrzatka od razu wyciągnęła portmonetkę i zabrała mnie stamtąd i obiecała, że znajdzie mi dobry dom. I że w tym domu będę już na zawsze. I dostanę imię, bo na razie nie mam imienia. Tylko wiem, że jestem misiem.
No więc może to ty jesteś tą osobą z dobrym domem, która da mi imię. To napisz do pani Skrzatki.