Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mandale. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mandale. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 31 grudnia 2015

454. Przygody moich wygniotków

Z wielkim sercem robiłam to serce i choć zwracało uwagę, długo nie mogło znaleźć nowej właścicielki. Aż przyszedł ktoś, kto wziął je dla serdecznej przyjaciółki jako przezent bożonarodzeniowy (a prawosławne Boże Narodzenie wciąż przed nami)
 Ten wzór już raz robiłam, podobał się i też znalazła go jakaś dama pod choinką.
A to jajeczko, choć się podobało, nie znalazło nowej właścicielki, tylko się stłukło.

piątek, 8 maja 2015

392. Koncentrycznie

Kolejny wisior. Odcisnęłam okrągły fragment dawnej biżuterii w plasterku gliny, uznałam, że krzywe brzegi to element urody i pokryłam szkliwami efektowymi: kosmos (granatowe w białe kropeczki), turkus crakle, fioletowy w niebieskie plamki i w środku żółte oczko. Lubię to!

sobota, 1 października 2011

184. Kamienie ♥ i ♥ mandale

Zamiłowania do kamieni nauczyła mnie Mama. Od najmłodszego dzieciństwa chodziła z nami dziećmi pieszo z Sopotu do Gdyni plażą, gdzie po drodze spotyka się całe usypiska otoczaków. Mama zwracała uwagę na ich kształt, kolory i rysunek, czasem jakiś zabierała do domu. Ja przerosłam moją mistrzynię i znoszę i zwożę ich do domu więcej niż Polska Norma przewiduje, jak mawiało się za moich lat studenckich. Doszłam więc do momentu, że czasem zamiast taszczyć kolejny eksponat robię po prostu zdjęcie. Poniższy pomniczek (z lewej) ułożyłam dwa lata temu na wielkanocnych wakacjach w Kemer, w Turcji (10-17 kwietnia 2009).

Zawsze jakieś kamienie pętają się po moim pracowym biurku, po pewnym czasie zmieniając właściciela, gdy jakaś interesantka przyjdzie z dzieckiem i trzeba owoż maleństwo czymś zająć podczas załatwiania sprawy. A czasem w zamyśleniu coś po niektórych gryzmolę cienkopisem bądź korektorem w pisaku.
W necie jest wiele blogów osób ozdabiających kamienie. Kanadyjka Margaret (http://resurrectionfern.typepad.com) ubiera je w szydełkowe koronki z nici własnoręcznie farbowanych w barwnikach naturalnych bądź w ciepłe ubranka z wełny lub ozdabia patchworkowo. Utalentowana meksykańska ilustratorka Geninne Zlatkis (http://blogdelanine.blogspot.com) maluje na nich ptaszki, liście, delikatną białą kreską na szaroniebieskawych płaskich otoczakach. W Polsce Unicatella (http://unicatella.blogspot.com) zdobi kamienie w wielobarwne wzory przypominające wyroby artystyczne australijskich Aborygenów. Mam te blogi w zakładkach i z zaciekawieniem śledzę nowe wpisy.
Pisałam już o mojej słabości do motywu serca. Mam ruchomą (wciąż przybywa, ale też wciąż rozdaję) kolekcję kamyków w tym kształcie i czasem układam z nich mandalę ze świeczką w centrum. Zdjęcie zrobione w dzień nie oddaje efektu promienistej czerwonej mandali, jaką tworzą prążkowania lampionika.
Pokazywałam wielokrotnie moje mandale. Kiedy się otworzyłam na ich rysowanie (głównie suchymi pastelami) i malowanie (plakatówkami) zaczęłam je wszędzie dostrzegać. Mandala w sanskrycie znaczy po prostu koło. Mamy je zatem w przyrodzie nieożywionej (otoczaki), roślinach (kwiaty), zwierzętach (meduzy, spiralne muszle ślimaków) i ich częściach (tęczówki), w zjawiskach fizycznych (rozchodzenie się fali), we wzorach chemicznych, w geografii (linia horyzontu), na niebie, kiedy księżyc w lisiej czapie, zaćmienie lub halo wokół słońca. Nic dziwnego, że w końcu praczłowiek musiał wynaleźć koło. I teraz mamy mandale we wszystkich dziedzinach jego wytwórczości: w urbanistyce okrągłe place, w architekturze rotundy, witrażowe i kamienne rozety gotyckich budowli, w życiu codziennym monety i parasole, w twórczości artystycznej i ozdobach: w biżuterii oczka pierścionków, w medalionach, w odznaczeniach za zasługi, w domach świetliki w drzwiach (podobnie jak bulaje w statkach) i okrągłe stoły, taborety, obrusy, koronkowe serwetki (wspaniałe szydełkowe rozety tworzy niezrównany mistrz szydełkowych koronek z Bydgoszczy Zygfryd www.koronekczar.blox.pl), kolorowe łowickie wycinanki, malowane talerze, rzeźbione tace, wieńce i wianki, w kultach religijnych (hostie, monstrancje, znak tao, tajemniczy kreteński dysk z Fajstos), w częściach garderoby: kapelusze, berety, jarmułki, guziki, w technice: koła pojazdów, koła zamachowe i zębate, mutry i podkładki, w grach i zabawach serso, hula hop, ringo, w sporcie spadochron, balony, wirujące w tańcu spódnice kobiet czy płaszcze sufickich derwiszów i inne, których teraz nie pamiętam.
Tę maluteńką serwetkę ze zwykłych nici do szycia zrobiłam w 1994 r. w Genewie. Nie miałam tam robótek, a strasznie za nimi tęskniłam. Znalazłam szydełko i nie pasujące do niego nici i z głowy, czyli z niczego, jak mawia się u mnie w pracy, wydziergałam to maleństwo. Jest wielkości podstawy węższego kubka, służy jako podstawka pod tealight.
A tę szydełkową poduszkę odziedziczyłam po Chrzestnej. W latach osiemdziesiątych uważałam ją za brzydką i niemodną, teraz bardzą ją lubię. Młodość jest okrutnie nietolerancyjna, w każdym razie moja taka była.
Nie pokazywałam jeszcze tej mandali, jest narysowana suchymi pastelami wprost na ścianie. Żeby uzyskać porządne koło, odrysowałam miednicę, a potem wypełniłam jej wnętrze. Pokój wymagałby już malowania, ale szkoda mi na myśl, że ją zamaluję.
Tworzenie mandali to medytacja. Lepiej za dużo nie myśleć, nie planować, nie kombinować. Albo wypełniać plan całkowicie się oddając czynności. Pamiętam tworzenie mandali na piasku na plaży w Sopocie. Trzy kobiety, bosymi stopami, najpierw rysując i ugniatając, potem chodząc po okręgu stworzyłyśmy na zimnym popołudniowym piasku dużą, nietrwałą mandalę. Początkowo ożywione pomysłem, który przyszedł do głowy ot tak, znikąd, wprost z błękitu (jak mówią Anglicy, out of the blue) stopniowo zagłębiłyśmy się w przedziwny, podobny do transu stan, wypełniony spokojną radością czy też radosnym spokojem. Było to daleko za Grand Hotelem, ukochany jednej z nas, który widział to z daleka, z mola, gdzie sprzedawał coś na straganie mówił potem, że nie wiedział, co robimy, ale że wyglądało to jak taniec lub jakiś szamański rytuał.
Bardzo polecam dzisiejszy wpis Kardamonowej, pięknie pisze o układaniu mandali, gdy serce wzburzone.
Moja ulubiona (jeszcze jedna, wszystkie lubię) forma tworzenia mandali: zataczanie kręgów dłonią na wodzie: pięknie, przyjemnie, kojąco i nie ma zmartwienia, co z tym potem: nie zostaje nic.
Albo wrzuć kamyk do wody i zapatrz się.

niedziela, 19 czerwca 2011

niedziela, 19 września 2010

112. Jeszcze jedna

Plakatówki, złota konturówka do szkła, brokat.

środa, 9 czerwca 2010

90. Znalezisko...

... podpisane: Gdynia, 14.06.2003. Za kilka dni rocznica :)
Siedziałam na ławce w Orłowie, z widokiem na plażę i orłowskie molo i bazgrałam z lubością po papierze. Obok siedział mój brat, a za nim jakaś nasza przelotna znajoma. Był sam środek dnia (14:00?), jedliśmy z pudełeczka przyniesiony z domu lanczyk, słońce świeciło jak szalone. Moja ulubiona pora roku: wczesne lato, kiedy wszystko jest jeszcze nadzieją i oczekiwaniem, roślinność w rozkwicie, jeszcze zielonym, szalonym; dojrzałość ma dopiero nadejść, a zaraz za nią przesyt, znużenie, wypalone trawy, upał, gorączkowa zmysłowość. Ale to potem, teraz nic nie mąci błogiej beztroski.

wtorek, 1 czerwca 2010

88. Po sześciu latach...

... znaleziona / znaleziony

środa, 4 listopada 2009

46. Więcej ma... kółek

1. Bajecznie kolorowa (taką powieść kiedyś czytałam):2. Trochę geometrii:
3. Jeszcze trochę geometrii kredkami bambino: "Rosyjska szkatułka": 4. I jeszcze więcej geometrii pastelami olejowymi:5. A tu brak kółka, za to pstrokacizna, kredkami bambino:6. Islam?
7. Bodaj jedyna przedstawiająca: Marzenie
8. Bardzo podobną, tylko wielką jak miednica mam w pokoju na ścianie:9. To śmigiełko lubię bardzo za delikatność kolorów:10. A ta mi się wcale nie podoba, ale mnie fascynuje: "Płonę":Ktoś mnie zapytał, skąd biorę tytuły dla nich (tylko niektóre je mają, pozostałe oznaczam, żeby pamiętać, o którą chodzi). Nie wiem. Coś przychodzi do głowy, nie zawsze logiczne i zapisuję, jak np. ta rosyjska szkatułka. Jak na nią patrzę, to ani nie przypomina szkatułki, ani nie kojarzy mi się z Rosją. Taki tytuł pojawił się znikąd i zapisałam.
Mam więcej tego towaru.

poniedziałek, 26 października 2009

40. Różne są kółka zainteresowań

Kobiety, jak wiadomo, miewają okresy. Wiosną 2003 roku miałam okres brudzenia papieru. Byłam dorosła, nikt mi tego nie mógł zabronić. Sporą teczkę zabrudzonych arkuszy przechowuję do dziś.
Najpierw kupiłam małe pudełko suchych pasteli i brudziłam przepiękny, fakturowy papier listowy:
1. Pisklę2. Oko
3. Ryba
4. Dynamicznie
5. Rzęsy
6. Medytacyjnie7. ZaćmienieWpadłam na pomysł, że do brudzenia papieru można używać również kredek bambino:
8. Rój
Znudziło mi się brudzić białe, zaczęłam kolorowe:
9. Meduza
10. Pękanie Zakupiłam złotą konturówkę do szkła. Tym się dopiero dobrze brudzi!
11. Ogniście
12. Wir
13. Halo
Ostrzeżenie: mam tego więcej.
Jakieś uwagi?