Pokazywanie postów oznaczonych etykietą S-t. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą S-t. Pokaż wszystkie posty
sobota, 24 stycznia 2015
wtorek, 17 czerwca 2014
367. Sylwia Chutnik...
... spotka się z czytelnikami jutro o 16.30 w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Sopocie. Wybieram się.
niedziela, 15 czerwca 2014
366. Wiosną tego roku
Nacieszyłam się tulipanami jak nigdy:
Cieszyłam się spotkaniami z różnymi istotami:
Bywałam, gdzie czas się zatrzymał:
W miejscu, które jest (wciąż) archetypem szczęśliwego dzieciństwa:
Schwytały mnie w swoje wonie w błękitnym dzbanie białe piwonie:
W rozmarzenie wprawił nastrojowy ogródek:
O wakacjach przypomniały soczyste poziomki:
Wyjątkowa była wiosna tego roku.
niedziela, 23 marca 2014
364. Wiosna z Wiosanką
W Sopocie tłumy korzystają ze słońca, a w Gdańsku na wczorajszym warsztacie Wiosanki wykonałam scrap mediowy ze zdjęciem z czasów szkolnych moich rodziców i ich przyjaciół.
poniedziałek, 18 listopada 2013
347. Zawsze jesienią
Roman Cieślewicz 1957
Roman Cieślewicz 1963
Lubię stare plakaty. Przenoszą mnie w czasy wczesnego dzieciństwa, pozwalają zadumać się nad przemijaniem mód czy tendencji estetycznych i spostrzec powracanie do starych wzorów. Czy podobnych obrazów, jak te z 1957 i 1963 r. nie znalazłoby się dziś? Styl plakatu cyrkowego nazwany zostałby przez dzisiejsze scraperki clean and simple :)
W sopockiej Państwowej Galerii Sztuki otwarto kolejną wystawę mistrza polskiej szkoły plakatu. Po Henryku Tomaszewskim (2010), Janie Młodożeńcu (2011), Waldemarze Świerzym (2012) przyszedł czas na Romana Cieślewicza. Wystawa czynna od 15 listopada 2013 do 12 stycznia 2014 r.
niedziela, 17 listopada 2013
346. Spotkanie w Sopocie
W sobotę, 9 listopada odbyło się w Sopockim Domu pierwsze spotkanie pomorskich crafterek, podczas którego pod okiem Ivy ze sklepu Rapakivi zrobiłam ten tag świąteczny. Spotkałam w realu Madziozę, Sylkę, Ki i wiele innych, które dotąd znałam tylko z sieci. To było bardzo przyjemne spotkanie i w dodatku ma się cyklicznie powtarzać. Następne w zimie. Ju-huu!
wtorek, 11 grudnia 2012
300. Sopot na demotach
Były trzy propozycje, w tym dwie zabawne: Sopot Główny i Sopot Centrum.
Trzecia tradycyjna i bezpretensjonalna lub może zachowawcza i pospolita.
I tę wybrano.
I tę wybrano.
Jen Sopot.
Just Sopot.
Nur Zoppot.
Juste Sopot.
Juste Sopot.
Proprio Sopot.
Просто Сопот.
Simplemente Sopot.
sobota, 27 października 2012
286. To był dobry dzień
Nie chwal dnia przed północą, powiada ludowa przestroga, toteż chwalę po północy ;)
Po bardzo wyczerpującym tygodniu pracy, tym trudniejszym, że w towarzystwie jadowitego przeziębienia nadszedł wreszcie oczekiwany weekend.
Dzisiaj istny kalejdoskop zmian pogody, od ochłodzenia w nocy, co dało rankiem krupy śniegu na samochodach, przez zimny wiatr w dzień aż po olśniewające słońce po południu. Niestraszny chłód, gdy odzienie ciepłe, ciśnienie wysokie i całe dwa wolne dni przede mną.
Zatem zamiast prosto do domu pojechałam tramwajem do Jelitkowa i cieszyłam się spacerem w słoneczne, coraz krótsze popołudnie.
I wkrótce miniemy jedną z ładniejszych tutejszych willi - willę Claaszena, siedzibę Muzeum Sopotu:
I na koniec jedna z moich najulubieńszych piosenek herbacianych:
Słuchamy klik.
Po bardzo wyczerpującym tygodniu pracy, tym trudniejszym, że w towarzystwie jadowitego przeziębienia nadszedł wreszcie oczekiwany weekend.
Dzisiaj istny kalejdoskop zmian pogody, od ochłodzenia w nocy, co dało rankiem krupy śniegu na samochodach, przez zimny wiatr w dzień aż po olśniewające słońce po południu. Niestraszny chłód, gdy odzienie ciepłe, ciśnienie wysokie i całe dwa wolne dni przede mną.
Zatem zamiast prosto do domu pojechałam tramwajem do Jelitkowa i cieszyłam się spacerem w słoneczne, coraz krótsze popołudnie.
Obsypane wciąż niedojrzałymi owocami zimowe jabłonki przypominają, że tu gdzie przystanek autobusu przy rondzie jeszcze niedawno były ogródki.
Słońce już bardzo nisko. Złocista plama na wodzie zapowiada niedaleki zachód słońca. Ledwo widać, ale widać port gdyński z plaży gdańskiej. Jest nawet żaglówka.
Jak śpiewa Wojciech Młynarski:
W berżeretkach, balladach, kanconach
bardzo rzadko jest mowa o wronach,
a ja mam taki gust wypaczony,
że lubię wrony.
Los im dolę zgotował nieletką,
cienką gałąź i marne poletko,
Czarne toto i w ziemi się dłubie,
a ja je lubię.
A teraz z Sopotu przy dobrej woli dostrzeżemy port gdański:I wkrótce miniemy jedną z ładniejszych tutejszych willi - willę Claaszena, siedzibę Muzeum Sopotu:
I na koniec jedna z moich najulubieńszych piosenek herbacianych:
Gdy już apteki przenika październik
i nie ma leków na smutek i katar
Jedyny Stwórca dał nam
medykament,
To w szklance mocna, gorąca herbata.
Gdy z fortepianem się w domu zamykam,
To śpiewam głośno na chwałę czajnika.
Układam sonet z herbacianych listków,
Na dobrotliwy czajnik z gwizdkiem.
Wypływa na senne morze,
Cudowny, Blaszany Parowiec.
W obłoku pary odmienia,
Serca zmartwione jesienią.
To w szklance mocna, gorąca herbata.
Gdy z fortepianem się w domu zamykam,
To śpiewam głośno na chwałę czajnika.
Układam sonet z herbacianych listków,
Na dobrotliwy czajnik z gwizdkiem.
Wypływa na senne morze,
Cudowny, Blaszany Parowiec.
W obłoku pary odmienia,
Serca zmartwione jesienią.
Tak pięknie pachną w blaszance,
Indie i chińskie latawce.
Tak pięknie pachną...
Kiedy w miłosną wpadniesz katastrofę,
Gdy Cię choroby zginają, jak klamkę.
Niech na ratunek bieży pogotowie,
Z pełną po brzegi, czaju filiżanką.
Tak pięknie pachną w blaszance,
Indie i chińskie latawce.
Tak pięknie pachną...
Indie i chińskie latawce.
Tak pięknie pachną...
Kiedy w miłosną wpadniesz katastrofę,
Gdy Cię choroby zginają, jak klamkę.
Niech na ratunek bieży pogotowie,
Z pełną po brzegi, czaju filiżanką.
Tak pięknie pachną w blaszance,
Indie i chińskie latawce.
Tak pięknie pachną...
Tak pięknie pachną w blaszance,
Indie i chińskie latawce.
Tak pięknie pachną...
Wypływa na senne morze,
Cudowny, Blaszany Parowiec.
W obłoku pary odmienia,
Serca zmartwione jesienią.
Indie i chińskie latawce.
Tak pięknie pachną...
Wypływa na senne morze,
Cudowny, Blaszany Parowiec.
W obłoku pary odmienia,
Serca zmartwione jesienią.
Tak
pięknie pachną w blaszance,
Indie i chińskie latawce.
Tak pięknie pachną...
Indie i chińskie latawce.
Tak pięknie pachną...
Słuchamy klik.
PS. Katar - tak, smutek - nie. Nie w taką pogodę!
Labels:
jesień,
kawa/herbata/napoje,
moja pisanina,
S-t,
zdjęcia
czwartek, 4 października 2012
275. Z wykopalisk
W lecie zeszłego roku wpisałam się do pewnego albumu, który to wpis teraz dane mi było sfotografować. Nie w całości, bo kawałki były "niepubliczne". Widok ogólny:
i zbliżenie na margines oraz moja lewa stopa:
Labels:
collage,
moje kartki,
poszło w świat!,
recykling,
S-t
środa, 26 września 2012
271. Serce, deska, czapla
Kiedy zobaczyłam pod nogami sęk w kształcie serca w desce na molo, nie oparłam się (i po cóż się opierać?), by zrobić mu zdjęcie telefonem. Niestety, coś nieświadomie przestawiłam w komórce, że nie mogę go zrzucić, więc specjalnie udałam się ponownie na molo z aparatem i udało mi się odnaleźć ten sęk. A kiedy wykadrowałam zdjęcie do jednej deski przypomniała mi się zabawa z dzieciństwa:
Chodziła czapla po desce.
- Opowiedzieć ci jeszcze?
Czy ktoś to jeszcze zna, pamięta ze swojego dzieciństwa? Mam wrażenie, że poza moją rodzina nie spotkałam się z tym nigdzie.
sobota, 22 września 2012
piątek, 14 września 2012
263. Kluczowa wiadomość: Cynka w Sopocie
13 października 2012 r. w godzinach 11.00-14.00 Cynka poprowadzi w Sopocie jeden ze swoich inspirujących warsztatów. Zapisy tu: http://cynkowepoletko.blogspot.com/2012/09/sopot.html.
czwartek, 16 sierpnia 2012
251. Sopot, w Sopocie, do Sopotu
Trzy wakacyjne pocztówki z kurortu, z użyciem materiałów promocyjnych lokalnego muzeum.
Udało mi się w zeszłym tygodniu wyprodukować 8 kartek, czyli przeciętną "jedna na dzień" osiągnęłam, choć nie codziennie zasiadałam do nożyczek.
Pierwsza kartka w tym tygodniu to trzecia w tym poście - "morze przyjemności".
Mam wreszcie dostęp do internetu.
środa, 1 sierpnia 2012
247. Bombka
Nie, nie, nie.
Nie należę do tych zawodowych rękodzielniczek, które w sierpniu zaczynają produkcję kartek i ozdób świątecznych.
Korzystam z pięknego letniego dnia (nie wiem, czemu przypisać radiowe informacje, że w Polsce, owszem, jest bardzo ładna pogoda, "tylko na północy... etc". Może zresztą S. nie leży na północy, tylko ja jeszcze o tym nie wiem), otóż korzystam z dnia wolnego, gdyż przy okazji robót ziemnych obok mojej pracy wykopano bombę. Cały budynek został wczoraj ok. 13:00 ewakuowany, a gdy dziś przed siódmą stawiłam się do pracy zastałam drzwi zamknięte i infomację, że saperzy przybędą ok. 11:00. Dano nam więc wolne. Chwała bombce!
Tak było wczoraj: olśniewające słońce, błękitne niebo, malownicze obłoczki. Zdjęcie w środku dnia zrobione dzięki bombce, dziś na śniadanie espresso i tarteletka z truskawkami na bezludnym jeszcze o 8:00 Monciaku, w pełnym słońcu - dzięki bombce!
Nie należę do tych zawodowych rękodzielniczek, które w sierpniu zaczynają produkcję kartek i ozdób świątecznych.
Korzystam z pięknego letniego dnia (nie wiem, czemu przypisać radiowe informacje, że w Polsce, owszem, jest bardzo ładna pogoda, "tylko na północy... etc". Może zresztą S. nie leży na północy, tylko ja jeszcze o tym nie wiem), otóż korzystam z dnia wolnego, gdyż przy okazji robót ziemnych obok mojej pracy wykopano bombę. Cały budynek został wczoraj ok. 13:00 ewakuowany, a gdy dziś przed siódmą stawiłam się do pracy zastałam drzwi zamknięte i infomację, że saperzy przybędą ok. 11:00. Dano nam więc wolne. Chwała bombce!
Tak było wczoraj: olśniewające słońce, błękitne niebo, malownicze obłoczki. Zdjęcie w środku dnia zrobione dzięki bombce, dziś na śniadanie espresso i tarteletka z truskawkami na bezludnym jeszcze o 8:00 Monciaku, w pełnym słońcu - dzięki bombce!
poniedziałek, 23 lipca 2012
240. Mesa
Niedawno otwarta, przy plaży. Ładny marynistyczny wystrój trudnego architektonicznie do aranżacji wnętrza.
czwartek, 19 lipca 2012
235. Przybywajcie wszyscy ci,
którzy za nic macie ulewne deszcze, burze z piorunami na przemian z krótkimi przebłyskami lipcowego słońca. Sztormiak i peleryna niech wam towarzyszą zawsze i wszędzie, albowiem nie znacie dnia ni godziny.
sobota, 14 lipca 2012
233. Moje miasto inaczej. Ze specjalną dedykacją już ona wie dla kogo :)
Moje miasto inaczej proponuje Magda M. http://art-piaskownica.blogspot.com/2012/07/fotogra-edycja-magdym.html.
Zazwyczaj moje miasto fotografowane jest w szerokich planach albo z lotu ptaka, w słoneczny letni dzień. Pokazywane są stare okazałe budynki lub okazałe nowe oraz szczególne położenie geograficzne.
Proszę wycieczki, dziś inaczej czyli detale, po zachodzie, o zmroku, nocą, voilà! Zdjęcia robione o różnych porach roku, opublikowane po raz pierwszy dla celów tego wyzwania.
1. Historia: tego płotka już nie ma. Nowy jest nie tylko nowy, ale i stalowoszary, błee :
2. Ostatnie blaski dziennego światła, tuż po zachodzie słońca. Mam nadzieję, że balkony pozostaną turkusowe, a prześcieradła będą się suszyć na podwórku, mimo iglaków i wy(pol)brukowanych ścieżek:
3. Po lepszych czasach pozostała połowa drewnianej ozdoby dawnych drzwi:
4. Lampa błyskowa przerobiła piękną czerwień na cynober:
5. Stara kowalska robota:
6. O domku na drzewie marzyłam będąc dzieckiem:
7. Moje miasto i jego mieszkańcy:
8. Jedyne zdjęcie bieżące, zrobione dziś o 9:00. Biedroneczki dobrze się mają w moim mieście:
Zazwyczaj moje miasto fotografowane jest w szerokich planach albo z lotu ptaka, w słoneczny letni dzień. Pokazywane są stare okazałe budynki lub okazałe nowe oraz szczególne położenie geograficzne.
Proszę wycieczki, dziś inaczej czyli detale, po zachodzie, o zmroku, nocą, voilà! Zdjęcia robione o różnych porach roku, opublikowane po raz pierwszy dla celów tego wyzwania.
1. Historia: tego płotka już nie ma. Nowy jest nie tylko nowy, ale i stalowoszary, błee :
2. Ostatnie blaski dziennego światła, tuż po zachodzie słońca. Mam nadzieję, że balkony pozostaną turkusowe, a prześcieradła będą się suszyć na podwórku, mimo iglaków i wy(pol)brukowanych ścieżek:
3. Po lepszych czasach pozostała połowa drewnianej ozdoby dawnych drzwi:
4. Lampa błyskowa przerobiła piękną czerwień na cynober:
5. Stara kowalska robota:
6. O domku na drzewie marzyłam będąc dzieckiem:
7. Moje miasto i jego mieszkańcy:
8. Jedyne zdjęcie bieżące, zrobione dziś o 9:00. Biedroneczki dobrze się mają w moim mieście:

Dziękuję Państwu za uwagę!
sobota, 7 stycznia 2012
205. Warsztaty
Poszłam na 4-godzinny warsztat kartkowy w moim mieście. Prowadząca zaproponowała nam kartki typu pop-up. Wycinałyśmy wydrukowane szablony, potem elementy od szablonu, kleiłyśmy, na koniec miało być ozdabianie, ale nie starczyło czasu. Zdołałam zaledwie wyciąć i przykleić dwa ptaszki serwetkowe. Nie polubiłam dekupażu, zresztą nie spotkałam jeszcze chyba "dzieła" w tej technice, które by mi się podobało.
A oto jakie były propozycje:
Serce:
Choinka:
Gołąbek (niesklejony jeszcze)
Aniołek:
Ostatnią, najtrudniejszą rzeczą, był żuk, ale wyszedł tak źle, że nawet nie chciało mi się go fotografować.
Zaproponowano nam jako odzież ochronną fartuchy ozdobione popularnym od jakiegoś czasu motywem babeczki:
Nie był to mój najulubieńszy warsztat, ale miło spędziłam czas.
A oto jakie były propozycje:
Serce:
Choinka:
Gołąbek (niesklejony jeszcze)
Aniołek:
Ostatnią, najtrudniejszą rzeczą, był żuk, ale wyszedł tak źle, że nawet nie chciało mi się go fotografować.
Zaproponowano nam jako odzież ochronną fartuchy ozdobione popularnym od jakiegoś czasu motywem babeczki:
Nie był to mój najulubieńszy warsztat, ale miło spędziłam czas.
sobota, 27 sierpnia 2011
176. Gdzie to być może...
Liczne balkony, sąsiedzi patrzący sobie w okna, suszące się pranie - moje pierwsze skojarzenie: południe Europy. Włochy, Grecja, Hiszpania?
Ale te barwy, jasny orzech (ma znacznie mniej elegancką popularną nazwę), ciemny orzech? Powinno być kolorowo, błękitnie, turkusowo, żółto, fioletowo!
Pelargonie ok, ale malwy? Powinny być oleandry, palmy, opuncje!
Wiszące doniczki, ale bez kaskad kwiecia?
Niebo blade, a nie lazurowe?
Tak, proszę wycieczki, jesteśmy w ojczyźnie...
... w Sopocie. Tył starej kamienicy, kto nie wie gdzie, będzie miał kłopot, żeby trafić.
A po mosiężnych podkowach z herbem Sopotu dekorujących peron możemy się przejść na przystanku kolejki Sopot Wyścigi.
Ale te barwy, jasny orzech (ma znacznie mniej elegancką popularną nazwę), ciemny orzech? Powinno być kolorowo, błękitnie, turkusowo, żółto, fioletowo!
Pelargonie ok, ale malwy? Powinny być oleandry, palmy, opuncje!
Wiszące doniczki, ale bez kaskad kwiecia?
Niebo blade, a nie lazurowe?
Tak, proszę wycieczki, jesteśmy w ojczyźnie...
... w Sopocie. Tył starej kamienicy, kto nie wie gdzie, będzie miał kłopot, żeby trafić.
A po mosiężnych podkowach z herbem Sopotu dekorujących peron możemy się przejść na przystanku kolejki Sopot Wyścigi.
sobota, 20 sierpnia 2011
172. Ciąg dalszy z dedykacją albo o szklance
Czy szklanka jest do połowy pusta, jak chcą malkontenci, czy do połowy pełna jak cieszą się inni?
Wczoraj przed zamknięciem sklepu drugiej szansy oglądałam w nim biało-czerwony ręcznik, jednak szkoda mi było dać za niego 4 zł i postanowiłam przyjść dzisiaj, jako że w soboty 50% zniżki. Czy zależało mi bardziej na 2 złotych niż na zakupie? Najwyraźniej, bo dziś wybrałam się z domu dopiero w południe i po moim zakupie nie było śladu. Udałam się zatem do kolejnej świątyni niebywałych okazji i nabyłam za 1,5 zł (po sobotniej 50% przecenie) powieść pt. PS. I love you. Było ich więcej, popularnych powieści w miękkich oprawach, wszystkie po angielsku, co mnie raczej zniechęca. Ta również w lyngłydżu, ale ponieważ widziałam film i czytałam polski przekład, posłuży za pomocnika do ćwiczenia reading comprehension. Piękny przykład serendypii. Na zdjęciu owa książka, gdzie? Gdyby nie serwetki, możnaby pomyśleć, że w domu, a to ponownie naleśnikarnia. Tym razem wypróbowałam inny kącik z czerwoną sofą, w dodatku z ikeowską ładną lampką. Za to naleśnik, ze szpinakiem i fetą już raczej zwyczajny. Lokal nazywa się Cuda Wianki, winietki nie sfotografowałam, bo jakoś mi się niezbyt spodobała.
Poniżej jeszcze coś sopockiego. Panneau (przepraszam, nie przychodzi mi do głowy odpowiednie polskie słowo) na peronie kolejki Sopot Wyścigi. Stosunkowo nowe, remont był jakieś 2 lata temu. Malowidła na kafelkach. Lubię to, jak mawiają na fejsie.
A to zwykła rzecz w letniej szacie. Chusteczki higieniczne z wizerunkiem ławeczki w słońcu, nie ma chyba dla mnie milszego symbolu wakacji, relaksu, nieśpiesznych, pogodnych dni lata. Sfotografowana na rozwalającej się ławce przed moją kamienicą (moją, bo w niej mieszkam, nie żebym ją posiadała).
Wczoraj przed zamknięciem sklepu drugiej szansy oglądałam w nim biało-czerwony ręcznik, jednak szkoda mi było dać za niego 4 zł i postanowiłam przyjść dzisiaj, jako że w soboty 50% zniżki. Czy zależało mi bardziej na 2 złotych niż na zakupie? Najwyraźniej, bo dziś wybrałam się z domu dopiero w południe i po moim zakupie nie było śladu. Udałam się zatem do kolejnej świątyni niebywałych okazji i nabyłam za 1,5 zł (po sobotniej 50% przecenie) powieść pt. PS. I love you. Było ich więcej, popularnych powieści w miękkich oprawach, wszystkie po angielsku, co mnie raczej zniechęca. Ta również w lyngłydżu, ale ponieważ widziałam film i czytałam polski przekład, posłuży za pomocnika do ćwiczenia reading comprehension. Piękny przykład serendypii. Na zdjęciu owa książka, gdzie? Gdyby nie serwetki, możnaby pomyśleć, że w domu, a to ponownie naleśnikarnia. Tym razem wypróbowałam inny kącik z czerwoną sofą, w dodatku z ikeowską ładną lampką. Za to naleśnik, ze szpinakiem i fetą już raczej zwyczajny. Lokal nazywa się Cuda Wianki, winietki nie sfotografowałam, bo jakoś mi się niezbyt spodobała.
Poniżej jeszcze coś sopockiego. Panneau (przepraszam, nie przychodzi mi do głowy odpowiednie polskie słowo) na peronie kolejki Sopot Wyścigi. Stosunkowo nowe, remont był jakieś 2 lata temu. Malowidła na kafelkach. Lubię to, jak mawiają na fejsie.
A to zwykła rzecz w letniej szacie. Chusteczki higieniczne z wizerunkiem ławeczki w słońcu, nie ma chyba dla mnie milszego symbolu wakacji, relaksu, nieśpiesznych, pogodnych dni lata. Sfotografowana na rozwalającej się ławce przed moją kamienicą (moją, bo w niej mieszkam, nie żebym ją posiadała).
I na koniec miła dzisiejsza koincydencja, klasyczna serendipity: poszłam na warsztat nt. wdzięczności w ramach Progressteronu, a tam kawę z automatu serwowano w papierowych kubkach z napisem ENJOY. Nie powstrzymałam się przed zabraniem go do domu celem skrapowym. Ponadto znakiem graficznym odbywającego się w Sopocie festiwalu Progressteron jest w tym roku balon z sylwetkami trzema radosnych kobiet. Zanim połączyłam to w jakąś całość zabrałam się za przegląd blogów i u LaWenduli przeczytałam tę optymistyczną myśl: Nigdy nie jest za późno na szczęśliwe dzieciństwo! Naprędce przykleiłam napis z kubka, narysowałam, jak umiałam, postaci w balonie, umieściłam stosowne hasło i jest zakładeczka! Ktoś chętny?

Labels:
balony,
hedonistycznie,
kawa/herbata/napoje,
koniki,
moja pisanina,
poszło w świat!,
recykling,
S-t,
serendipity,
zakładki,
zdjęcia
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)


















