W Sopocie tłumy korzystają ze słońca, a w Gdańsku na wczorajszym warsztacie Wiosanki wykonałam scrap mediowy ze zdjęciem z czasów szkolnych moich rodziców i ich przyjaciół.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą scrap. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą scrap. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 23 marca 2014
niedziela, 2 stycznia 2011
144. Bez tytułu
i bez słów. Niecałe 15x15 cm.
Nieśmiertelny szary karton, skrawek tektury falistej z pudła po pizzy, kartonik z opakownia, drzazgi fornirowe, złotawobeżowa ekoskóra z buta, gazeta, blaszany listek ze zdekompletowanych kolczyków, akrylówka kremowa, tusz bordo, szablon do embo - drzewa, dziurkacz - renifer. Recykling, jak się patrzy. Produkt pierwszego dnia 2011 roku, niezamieszczony wczoraj, bo zepsuła mi się mysz i dopiero dziś kupiłam nową. Efekt próbowania szablonu i nieśpiesznego, całkowicie nieplanowego składania z kawałków.
Ciekawa jestem, jak Wam się kojarzy.
niedziela, 19 września 2010
czwartek, 29 lipca 2010
96. Powiedzmy, że cytat
"Fotografie są jak okna do odeszłych światów"
Nawiązanie do wyzwania makaronowego (cyfry), pocztowego (karton) oraz chmurkowego słoika. Zaczęło się od zakupu makaronu "wesołe literki" (gwoli ścisłości, cyferki też). Okazało się, że pierwsze, co mi przyszło z niego ułożyć to - o dziwie pamięci! - numer naszego telefonu sprzed ponad 45 lat. Szukałam też zdjęcia Babci, na którym się uśmiecha. Nie było łatwo, na większości jest skupiona bądź napięta. Po dziesiątkach lat od jej śmierci uświadomiłam sobie, że nie miała łatwego życia, co zdjęcia bezlitośnie obnażają. Wtedy przyszło mi do głowy, że fotografie są jak okna do odeszłych światów. Powiedzmy więc, że to cytat, który wychynął z głębi niebytu, z otchłani mojego (a może zbiorowego) umysłu.
Na fotografii okno domu, w którym mieszkam od dzieciństwa. W oknie Babcia, jej siostra, a moja Chrzestna, mój starszy brat i ja, skrzacik pięcioletni. Zdjęcie w rzeczywistości jest czytelne, na skanie wyszło zamazane. Szmatki z mojej dziecięcej kołderki (już występowały), serduszko z koronki z ciocinej sukienki z lat sześćdziesiątych i poobijane guziki perłowe z epoki (ileż szpargałów przechowują moje szuflady!). Kilka maźnięć niebieską, białą i zieloną akrylówką, gryzmołki cienkopisem. Format 23x21 cm.
sobota, 29 maja 2010
86. Terapeutyczna podróż sentymentalna

Terapeutyczna, z nadzieją, że odczaruje moją twórczą obstrukcję.
Moja pierwsza praca na piaskownicowe wyzwanie z sierpnia 2009. Do tego był jeszcze nie za mądry wierszyk z cyklu "Dziwne bajki":
Na wysokiej górze rosło drzewo duże,
A na drzewie siedział ptak i śpiewał sobie tak:
Podaj mi rączkę, założę ci obrączkę,
I pojmę cię za żonę, będziesz nosić koronę,
I tak ci będzie pięknie, że aż mi serce pęknie,
Roztopi się szklana góra, ja zrzucę ptasie pióra,
Spod drzewa zdrój wypłynie, przyniesie plon krainie,
Zazielenią się lasy, pola, bujnie obrodzi rola,
Zaludnią się wsie i miasta... Cyt, iskierka zgasła...
piątek, 22 stycznia 2010
wtorek, 19 stycznia 2010
64. Międzykontynentalne wyzwanie mączne...
... czyli scrapowanie codziennością albo Dzień Babci. Obrazek z torebki mąki pysznej wykwintnej, pszennej luksusowej, Polskie Młyny SA, Warszawa. Baza to tektura z opakowania, bura koperta wytuszowana na różowo (nie widać na skanie), różowa karteczka z kostki do notatek, serwetka i papier w kwiatki z kolekcji od Brises, rozpryśnięta kropla rozwodnionej czerwonej farby akrylowej, biedronkowy dziurkacz, Yoasine nożyczki w ząbki, cienkopis, magic.
Widać liczne inspiracje blogowe, tak ogólne, że trudno powiedzieć, od kogo tym razem ściągnęłam. Kolorystycznie nieźle, choć ten różyk mogłam trochę przybrudzić, kompozycja budzi moje zastrzeżenia, babcia z mąki zdominowała pozostałe elementy. Jak zwykle miałam kłopot z klejeniem.
Na zdjęciu z początku lat 60. Skrzatka około pięcioletnia z Babcią przy śniadaniu w obiektywie Dziadka. Łapką z połówką rogala z masłem pokazuję coś, nie wytresowana jeszcze, że nie pokazuje się ręką. W kubku mleko (zwykły biały porcelanowy kubek, plastikowych jeszcze nie było i rzadkością były specjalne wzory dla dzieci, miałam kubek i talerz śniadaniowy z pociągiem, ale stłukły się bodaj jeszcze wcześniej). Na parapecie okiennym szklany syfon, nosiło się je do sklepu na wymianę, woda sodowa wiele lat kosztowała 2,20 (wyobrażacie sobie, że ceny były ustalone przez państwo?). Nie pamiętam kiedy skończyła się ich epoka, pewnie gdzieś w połowie lat 70., w kącie szafki pod zlewem, za garnkami (nietypowo nie było to u nas miejsce na śmieci) zostały dwa takie i dotąd je mam, teraz robią za ozdoby. Na ścianach w kuchni olejne lamperie w ohydnym zielonym kolorze, zasłonki bladożółte z zielonymi i brązowymi prostokącikami. Babcia jest niedawno po fryzjerze, musi to być lato, bo ścięte krótko włoski dziecka już trochę odrosły (Mama obcinała mi je zawsze przed latem), a guziki od kretonowej bluzki skrzacinej (nie widać, bo wpadło mi do głowy potraktować zdjęcie puncherem), przerobionej zresztą z czyjejś sukienki (Mama Skrzatki była mistrzynią przeróbek) uchowały się w pudełku z guzikami przez wszystkie te lata.
A tak wygląda torebka siostrzanej mąki pysznej luksusowej, obrazka wykwintnej w necie nie znalazłam.
Labels:
dziecięce,
moja pisanina,
rodzinne,
scrap,
wyzwania
wtorek, 29 grudnia 2009
61. "Wczoraj" - interpretownia.
Na zdjęciu z lutego 1947 r., dwa miesiące przed ślubem, ona właśnie skończyła 18 lat i jest na pierwszym roku polonistyki, on, 24 lata, po liceum pedagogicznym, objął pierwszą po okupacji posadę kierownika szkoły powszechnej na ziemiach odzyskanych.
Zdjęcie zeskanowane na tle jego dziennika-listu do niej, wpis z 15 listopada 1946 r.
Za 10 lat urodzi im się Skrzatka. Ze skrzacinej dziecięcej kołderki pochodzą szmatki.
Serca zerżnięte z dzisiejszego scrapa Cynki :)
Praca ta rozdziera mi serce.
Zdjęcie zeskanowane na tle jego dziennika-listu do niej, wpis z 15 listopada 1946 r.
Za 10 lat urodzi im się Skrzatka. Ze skrzacinej dziecięcej kołderki pochodzą szmatki.
Serca zerżnięte z dzisiejszego scrapa Cynki :)
Praca ta rozdziera mi serce.
niedziela, 29 listopada 2009
piątek, 27 listopada 2009
55. Scrap imieninowy

Było takie piękne wyzwanie Rybiookiej u Polek na początku tego miesiąca. Zainspirowało mnie przy okazji imienin pewnego bliskiego memu sercu sześćdziesięciolatka.
W rzeczywistości serduszko nie zakrywa jego twarzy :)
Jak to u mnie, recyklingowy karton z opakowania jako baza, wydruki z komputera, trochę śmieci z reklam (szachownica, próbki kolorów, półksiężyc, strzała), saszetka po herbacie korzennej (crown, zegar, filiżanka), skrawki żółtego kartonu z poprzedniego (żółtego) wyzwania, zwykły klej biurowy, długopisy, żelopis, cienkopis i moja ręka.
Na czarnym tle poprzednie pokolenia, stąd napis "gdzie ci mężczyźni" nie jako utyskiwanie na brak męskości u współczesnych, tylko jako tęsknota za już zmarłymi (a że oni w niebiosach to błękitne gryzmołki).
Na czerwono pokolenie równoległe i że jest to linia męska imię ukochanej żony nie zostało umieszczone, a tylko zaakcentowane wykrzyknikiem. Na zielono (nadzieja na przyszłość) potomkowie czyli młodzi i ich dzieci.
środa, 18 listopada 2009
51. Bezsenność
Wyzwanie w Craftowie.Moje zdjęcie bezsennej nocy 1/2 listopada + ilustracja z ostatniego "Zwierciadła" + fragment wiersza Baczyńskiego, którym (wierszem) nasiąkałam przez ponad 2 tygodnie, nosząc go przy sobie i czytając, gdy nadarzyła się okazja.
czwartek, 5 listopada 2009
47. Zranione też potrafi
Taki rodzaj optymizmu? wiary? nadziei? pragnienia? złudzenia?
Wg przepisu Makówki:
1. coś z apteki: gaza
2. coś z drogerii: cillit do odbarwiania kartonu (zerżnęłam od Cynki)
3. coś ze sklepu budowlano-remontowego: sznurek
4. coś z natury: piórko
5. coś z odzysku: szary karton, szary papier, papierowy sznurek - opakowania, skrzydła - ulotka reklamowa.
Format A5.
Uwielbiam ten rodzaj wyzwań. Nałożył się na nie kolejny cardlift z piaskownicy.
Wg przepisu Makówki:1. coś z apteki: gaza
2. coś z drogerii: cillit do odbarwiania kartonu (zerżnęłam od Cynki)
3. coś ze sklepu budowlano-remontowego: sznurek
4. coś z natury: piórko
5. coś z odzysku: szary karton, szary papier, papierowy sznurek - opakowania, skrzydła - ulotka reklamowa.
Format A5.
Uwielbiam ten rodzaj wyzwań. Nałożył się na nie kolejny cardlift z piaskownicy.
niedziela, 25 października 2009
39. Z pewną taką nieśmiałością...
Wahałam się, czy zamieścić, tak jest osobisty, więc poprosiłam bohaterkę tego scrapa o pozwolenie na jego publikację. Tak sobie fantazjuję, jaka jest: pełna życia jak kolor tła, wrażliwa na piękno (las), sentymentalna (brzozy), uczuciowa i ciepła (anioł, serce), czasem radosna i optymistyczna (kolory, chociaż zimne), czasem smutna (deszcz), o uroku małej dziewczynki (różowe groszki), zapalona scraperka (guzik).Trochę można wyczytać z bloga, trochę sobie wyobrażam, a trochę, bo tak wyszło. Lazurowa tektura z teczki biurowej, zdjęcie z bloga, komiks ze styczniowego "Bluszczu" (nie polubiłam tego pisma, ale jest co z niego wyciąć), lakierowana okładka jakiejś radzieckiej książeczki, zachowana dla landszaftu z brzózkami, aniołek z papieru do prezentów sprzed co najmniej dwóch lat, celofan w różowe kropki z bukietu, papier wizytówkowy - odpad z drukarni, lniane serce ze starych zasłon, guziczek z masy perłowej ze starej szuflady, ma pewnie z 50 lat (albo więcej).
Z opisów moich prac wyłania się obraz mojego domu jako starej graciarni. I tak właśnie jest.
wtorek, 13 października 2009
29. Różowo dla Magdy M.

Moja różowa praca, zainspirowana komentarzem Magdy u scrapujących Polek.
Podoba mi się, chociaż litery zrobiłam za małe. Źle się pisze cienkopisem na szorstkim. Karton z opakowania, papier, w który zawinięto mi zakup w kwiaciarni, suche pastele, ścierka domowa (przy okazji sprzedaję wam tani sposób pozyskiwania różowego filcu). Odpowiedź na retoryczne pytanie Mrouh: jak mały musi być ścinek papieru, by uznać, że już się nie przyda? Ja wykorzystałam tu odpadki z dziurkacza biurowego.
No i miało być wyłącznie różowo, ja zaś zgrzeszyłam szarym kartonem, brązową kredką pastelową (żeby korespondowało z kolorami misia) i czarnym pisakiem. Może zostanie mi to wybaczone, wszak chciałam dobrze. Tyle że dobre intencje mają złą prasę...
Labels:
dziecięce,
róż,
scrap,
wyzwania,
zaangażowałam się
niedziela, 11 października 2009
28. Mapka # 8: Mama
Mam za każdym razem powtarzać? Recykling na wyzwanie: karton z opakowania, pożółkły blok rysunkowy z lat kryzysu, brązowy tusz radziecki, metalowe elementy z koszulki lumpeksowej, tylko dla nich kupionej za jakieś 50 groszy, czarny pisak, klej magic, nożyczki, baza przycięta gilotyną, a następnie "poryziana" tarką do pięt.Zagadeczka: ile lat Mama Skrzatki liczy sobie na tym zdjęciu? Rozważam wirtualną nagrodę za poprawną odpowiedź ;)
PS. Formę zgłosiłam do scrapbookingu wyczynowego, temat inspirowany postem Yoasi.
poniedziałek, 5 października 2009
25. Nie biesko mi.
To dopiero wyzwanie! "Monochromatycznie: niebieski". Kolor, którego nie cierpię. Zastanawiałam się nawet, czy nie dać hasła "nienawidzę niebieskiego". Już chciałam zrezygnować, ale ambicja mnie podgryzała i nie pozwoliła. Przejrzałam wszystkie niebieskie elementy w domu, szmatki, guziki, zapomniane włóczki, szkiełka.
Dopiero gdy wpadła mi w ręce ulotka reklamowa z niebieską sylwetką tańczącej zrozumiałam, jak niewiele potrzebuję: szary karton, suche pastele, szkło z rozbitej butelki, niebieski flamaster. I oto jest: powietrzna, lekka, ulatująca ku niebu. Agnieszka.
Że krzywo przykleiłam zdjęcie, zobaczyłam dopiero na skanie. Buuu...
środa, 30 września 2009
22. "Dzień w kolorze śliwkowym"
Na wyzwanie Yoasi ze stryszku nasłuchałam się tej uroczej piosenki, to w nastrojowym walczyku Leszka Długosza, to w ekspresyjnym wykonaniu Janusza Radka, a następnie przymrużyłam oko, rzuciłam się z nożyczkami na gazetkę Leclerca i torebkę po mrożonkach i wyszło to:
Kryptoreklama? Raczej sentymentalne wspomnienie jesieni 1981 r., kiedy w ubóstwie i szarzyźnie schyłku PRL-u, tuż przed stanem wojennym jednym z niewielu przyjemnych miejsc był mokotowski hortex, z pysznymi lodami i koktajlami mlecznoowocowymi. Przyjemnym na miarę tamtych czasów, z kolejkami, fartuszkami zmęczonych pań za barem, pośpiechem i chłodem wpadającym przez co chwila otwierane drzwi.

Kryptoreklama? Raczej sentymentalne wspomnienie jesieni 1981 r., kiedy w ubóstwie i szarzyźnie schyłku PRL-u, tuż przed stanem wojennym jednym z niewielu przyjemnych miejsc był mokotowski hortex, z pysznymi lodami i koktajlami mlecznoowocowymi. Przyjemnym na miarę tamtych czasów, z kolejkami, fartuszkami zmęczonych pań za barem, pośpiechem i chłodem wpadającym przez co chwila otwierane drzwi.
21. Miało być pastelowo...
... a wyszło jarzeniowo...
Kolejne wyzwanie piaskownicy. Kiedy już wybrałam fotografię, dopasowałam do niej, nieco adaptując, moje dawne haiku. Postawiłam na kolor różowy, którego wprawdzie mam przesyt po oglądaniu scrapów w necie, ale który lubiłam jako dziewczynka oraz groszki, kwiatki, serduszka jako desenie dziewczynkowe, a żeby nie było zbyt słodko wybrałam zielonkawe tło. Kolorystycznie mnie zadowala, kompozycja wymaga pracy. Łatwo spełniam warunek "żadnych kupowanych dodatków", "tylko ręczne pismo", "materiał". Zamiast dopuszczalnego papieru scrapowego użyłam papieru do zawijania kwiatów z kwiaciarni i kartonu w serduszka z akcji zbiórki krwi. Zielona podstawa: okładka folderu reklamowego (w oryginale tak nie bije po oczach). Widzę, że przesadziłam z gryzmołkami. Mimo wszystkich tych zastrzeżeń bawiłam się jak dziecko i kończę z zadowoleniem.
Kolejne wyzwanie piaskownicy. Kiedy już wybrałam fotografię, dopasowałam do niej, nieco adaptując, moje dawne haiku. Postawiłam na kolor różowy, którego wprawdzie mam przesyt po oglądaniu scrapów w necie, ale który lubiłam jako dziewczynka oraz groszki, kwiatki, serduszka jako desenie dziewczynkowe, a żeby nie było zbyt słodko wybrałam zielonkawe tło. Kolorystycznie mnie zadowala, kompozycja wymaga pracy. Łatwo spełniam warunek "żadnych kupowanych dodatków", "tylko ręczne pismo", "materiał". Zamiast dopuszczalnego papieru scrapowego użyłam papieru do zawijania kwiatów z kwiaciarni i kartonu w serduszka z akcji zbiórki krwi. Zielona podstawa: okładka folderu reklamowego (w oryginale tak nie bije po oczach). Widzę, że przesadziłam z gryzmołkami. Mimo wszystkich tych zastrzeżeń bawiłam się jak dziecko i kończę z zadowoleniem.
sobota, 26 września 2009
19. Premiera
To jest moja odpowiedź na wyzwanie stąd i moja pierwsza praca tego rodzaju.
Wyzwaniem okazało się:
- wyszukanie odpowiedniego zdjęcia - na większości nie widać żadnych emocji, tylko wytresowana dziewczynka pozuje dla ukochanego Dziadka, grzeczna albo znudzona
- najłatwiejszą częścią okazał się tekst. Jak już zidentyfikowałam emocje na zdjęciu, sam się wymyślił, w dodatku w formie rymowanki
- pomysł na aranżację przyszedł wraz z poszukiwaniem materiałów do ozdoby w folderach i czasopismach (włóczkowe barwne akcenty i swetrowe chmurki. Chmurki początkowo planowałam drukowane)
- nie miałam odpowiedniego papieru. W końcu jako tło wystąpił szkolny papier kolorowy z lat 80-tych (co jeszcze kryje się w moich szafach? Ha!)
- niezgrabne łapy trzęsąco wycinały krzywulasowate litery
- i najgorsza część pracy: klejenie. Upaprałam klejem i w dodatku bezlitosny komputer pokazuje moje linie papilarne
- nie udało się uniknąć pofałdowania papieru.
Zastanawiam się ponadto, jak innym autorkom udaje się zmieścić tyle elementów, to muszą być wielkie formaty, moja kartka jak zwykła z empiku, 15 x 15 cm.
Są też sukcesy:
- wielka, wielka radość i przyjemność z tej zabawy
- duma, że sobie poradziłam
- zadowolenie z efektu plastycznego
- premiera skanerodrukarkokopiarki. Sama wybrałam, kupiłam, znalazłam transport, zainstalowałam i obsłużyłam. Gratulacje, pani Skrzatko.
- jest też korzyść, że tak powiem, globalna. Żadnego kupowania profesjonalnych materiałów, wszystko recykling: kolorowy folder z intercity, czerwone litery wycięte ze starej koperty (pewnie zostawiłam ze względu na kolor!), błękitne elementy to wewnętrzna strona zwykłej białej koperty po zaproszeniu na jakąś prezentację, na którą nie poszłam. Nieudana krzywa białobłękitna obwódka z pasty do zębów. Polak potrafi.
Na zdjęciu Skrzatka jako skrzacik nieledwie sześcioletni, w obiektywie Dziadka.
PS, czyli przypomniałam sobie: przedwczoraj Basia przyznała mi wyróżnienie. Bardzo to miłe, dziękuję, Basiu. Wstawiam liliową wstążkę na marginesie bloga.
Wyzwaniem okazało się:
- wyszukanie odpowiedniego zdjęcia - na większości nie widać żadnych emocji, tylko wytresowana dziewczynka pozuje dla ukochanego Dziadka, grzeczna albo znudzona
- najłatwiejszą częścią okazał się tekst. Jak już zidentyfikowałam emocje na zdjęciu, sam się wymyślił, w dodatku w formie rymowanki
- pomysł na aranżację przyszedł wraz z poszukiwaniem materiałów do ozdoby w folderach i czasopismach (włóczkowe barwne akcenty i swetrowe chmurki. Chmurki początkowo planowałam drukowane)
- nie miałam odpowiedniego papieru. W końcu jako tło wystąpił szkolny papier kolorowy z lat 80-tych (co jeszcze kryje się w moich szafach? Ha!)
- niezgrabne łapy trzęsąco wycinały krzywulasowate litery
- i najgorsza część pracy: klejenie. Upaprałam klejem i w dodatku bezlitosny komputer pokazuje moje linie papilarne
- nie udało się uniknąć pofałdowania papieru.
Zastanawiam się ponadto, jak innym autorkom udaje się zmieścić tyle elementów, to muszą być wielkie formaty, moja kartka jak zwykła z empiku, 15 x 15 cm.
Są też sukcesy:
- wielka, wielka radość i przyjemność z tej zabawy
- duma, że sobie poradziłam
- zadowolenie z efektu plastycznego
- premiera skanerodrukarkokopiarki. Sama wybrałam, kupiłam, znalazłam transport, zainstalowałam i obsłużyłam. Gratulacje, pani Skrzatko.
- jest też korzyść, że tak powiem, globalna. Żadnego kupowania profesjonalnych materiałów, wszystko recykling: kolorowy folder z intercity, czerwone litery wycięte ze starej koperty (pewnie zostawiłam ze względu na kolor!), błękitne elementy to wewnętrzna strona zwykłej białej koperty po zaproszeniu na jakąś prezentację, na którą nie poszłam. Nieudana krzywa białobłękitna obwódka z pasty do zębów. Polak potrafi.
PS, czyli przypomniałam sobie: przedwczoraj Basia przyznała mi wyróżnienie. Bardzo to miłe, dziękuję, Basiu. Wstawiam liliową wstążkę na marginesie bloga.
sobota, 29 sierpnia 2009
9. Pierwsze koty za płoty
Z cyklu "Dziwne bajki":
Na wysokiej górze rosło drzewo duże,
A na drzewie siedział ptak i śpiewał sobie tak:
Podaj mi rączkę, założę ci obrączkę,
I pojmę cię za żonę, będziesz nosić koronę,
I tak ci będzie pięknie, że aż mi serce pęknie,
Roztopi się szklana góra, ja zrzucę ptasie pióra,
Spod drzewa zdrój wypłynie, przyniesie plon krainie,
Zazielenią się lasy, pola, bujnie obrodzi rola,
Zaludnią się wsie i miasta... Cyt, iskierka zgasła...
100% recykling
- brązowy karton z koperty, na którą wylała się złota farba
- brązowa tektura falista z opakowania, rozwarstwiona, żeby fale były na wierzchu
- czarno-białe zdjęcie z folderu reklamowego
- skrawek brokatu ze starej bluzki
- skrawek koronki bieliźnianej
- szkło butelkowe - oszlifowane przez morze okruchy z plaży
- koralik ze zbiorów własnych
- klej do tapet, klej magic, żółty żelopis, nożyczki, nożyk segmentowy
Jakby mogło być inaczej - recykling, utylizacja, second hand to mój żywioł. A że praca nie przypomina niczego innego na stronie piaskownicy sztuki, cóż, przynajmniej jest moja...
Trudności było wiele: nie umiałam zapobiec wyginaniu się kartonu, nie umiałam zrobić dobrego zdjęcia, nie umiałam go podpisać, nie umiem posługiwać się programem graficznym, nawet sam blogger sprawia mi wciąż kłopoty. Jeszcze się tego nauczę.
Na wysokiej górze rosło drzewo duże,
A na drzewie siedział ptak i śpiewał sobie tak:
Podaj mi rączkę, założę ci obrączkę,
I pojmę cię za żonę, będziesz nosić koronę,
I tak ci będzie pięknie, że aż mi serce pęknie,
Roztopi się szklana góra, ja zrzucę ptasie pióra,
Spod drzewa zdrój wypłynie, przyniesie plon krainie,
Zazielenią się lasy, pola, bujnie obrodzi rola,
Zaludnią się wsie i miasta... Cyt, iskierka zgasła...
100% recykling
- brązowy karton z koperty, na którą wylała się złota farba
- brązowa tektura falista z opakowania, rozwarstwiona, żeby fale były na wierzchu
- czarno-białe zdjęcie z folderu reklamowego
- skrawek brokatu ze starej bluzki
- skrawek koronki bieliźnianej
- szkło butelkowe - oszlifowane przez morze okruchy z plaży
- koralik ze zbiorów własnych
- klej do tapet, klej magic, żółty żelopis, nożyczki, nożyk segmentowy
Jakby mogło być inaczej - recykling, utylizacja, second hand to mój żywioł. A że praca nie przypomina niczego innego na stronie piaskownicy sztuki, cóż, przynajmniej jest moja...
Trudności było wiele: nie umiałam zapobiec wyginaniu się kartonu, nie umiałam zrobić dobrego zdjęcia, nie umiałam go podpisać, nie umiem posługiwać się programem graficznym, nawet sam blogger sprawia mi wciąż kłopoty. Jeszcze się tego nauczę.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)







