Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kartki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kartki. Pokaż wszystkie posty

środa, 26 września 2012

272. Pocztówka dla Jyoti

Dla Jyoti na wymianę zrobiłam ten nocny pejzażyk z kołysanką własnego autorstwa.
Warunki były dwa: tekst (o to u mnie łatwiej niż o wyraz plastyczny) i guziki (czyli co najmniej dwa). Jak dotąd jestem mało guzikowa w moich pracach, więc tu też się leciutko wykpiłam, używszy dwóch kwiatków, które nawiązuja kształtem do chmurek. Poza tym czego tu nie ma! I nibygwiazdki - dziureczki w tle, nibychmury - maziaje akrylówką, i niewidoczne na zdjęciu smużki brokatowego lakieru do paznokci jako gwiezdny pył ;), i glossy accents, żeby szybki w oknach lśniły, i błękitne kryształki mrugające z chmurek, i lisia czapa księżyca z fliseliny do bukietów, i, oczywiście, wykrojniki, wykrojniki, wykrojniki - to moja wielka słabość.
Wielką przyjemność sprawiło mi obmyślanie, próbowanie i wreszcie wykonanie tej kartki. To był cudowny pomysł, ta wymiana.
A tu jeszcze raz pocztówka od Jyoti z jej bloga:

poniedziałek, 24 września 2012

269. Dostałam!

cudowną pocztówkę od Jyoti w ramach wymiany dwustronnej :)
Oczywiście skan nie oddaje kompletnie jej urody i finezji, mam nadzieję, że autorka zrobiła porządne zdjęcie. Kiedy trzyma się ją w rękach można poczuć, ile serca w jej wykonanie włożyła Jyoti. Moją kartkę pokażę za dwa dni, jak już dotrze do adresatki.
Co jest potrzebne
by przyprowadzić pieśń z Nieba?
płynąca z głębi duszy
twórcza siła
wie czego nam trzeba :)

wtorek, 11 września 2012

261. Zbieg okoliczności

Akurat dziś, w 11 rocznicę WTC trafiłam na blog Mattiasa Macklera http://somethinkfun.blogspot.com, a w nim na bardzo prostą, a poruszającą kartkę upamiętniającą/kondolencyjną, którą pozwalam sobie zacytować.

wtorek, 28 grudnia 2010

143. Wyszywana choinka

Nie miałam w tym roku choinki ani gałązek w domu. Takie śliczne drzewko, wyszywane i z koralikami, przyjechało do mnie z Krakowa. Kartka sygnowana przez Barbarę Pisarek. Może ma bloga?

142. Anioł...

...przyfrunął z Wrocławia. Dziękuję, Aneladgam! Zdjęcie z http://lylis.blox.pl/.
Przypomniał mi się grudzień sprzed 14 lat, kiedy natrafiwszy na cudowne ozdoby choinkowe postanowiłam stać się Mikołajem dla moich koleżanek. Do figurek dołączyłam stosowne wierszyki. Pamiętam tylko jeden, towarzyszący aniołowi ofiarowanemu kobiecie, która złamawszy niefortunnie nogę poprzedniej zimy, pół roku spędziła na zwolnieniu lekarskim:
Niech anioł stróż czuwa,
Jak się nóżka omsknie, niech podfruwa,
Niech skrzydłem podtrzyma,
Bo idzie zima!

piątek, 24 grudnia 2010

140. Kartka świąteczna

Jedna  z ostatnich oficjalnych kartek światecznych, która dotarła do mojej firmy wczoraj, jest nie tylko recyklingowa, nie tylko ręcznie robiona, ale w dodatku przez osoby niepełnosprawne.

Jest to dla mnie piękny symbol tego, że coś się w świadomości zmienia, że osoby dotąd wykluczone są coraz bardziej obecne w życiu społecznym. Mały to krok, ale od pierwszego kroku najdłuższa nawet podróż się zaczyna.

Życzę Wam i sobie
odwagi stawiania pierwszych kroków.

Radości w Święta,
jakkolwiek je celebrujecie (lub nie).

wtorek, 10 sierpnia 2010

100. Bez obrazka, a właściwie z podwędzonym bez zgody autorki

Wspomnienie: siedzimy przy kolacji i rozmawiamy: Mama, mój starszy brat (albo obaj, ale jakoś pamiętam głównie tego średniego) i ja. To jedyny moment dnia, gdy mamy czas dla siebie, więc rozmowa często przedłuża się i dzięki mojemu bratu-śmieszkowi przeradza w wygłupy. Już to opowiadamy sobie bajki, już to fantazjujemy, już to wymyślamy zabawne i niemądre wierszyki. I dziś, zainspirowany kartką Mrouh, taki wierszyk mi się ułożył, i mam do niego sentyment nie dlatego, że dobry, lecz że przywiódł to wspomnienie. Mógłby się nazywać "Moralność Kalego":

Raz tak rzekła mucha musze:
- Zwierzyć Ci się, mucho, muszę:
choć natura moja musza
to nie lubię, gdy mnie zmusza
kto do czego. Wprost przeciwnie, to mnie wzrusza
co uwalnia, nie wymusza.
- Ja zaś powiem Ci na ucho,
moja droga kumo mucho,
że o ile wielbię stale
stan niewymuszony wcale,
lecz (natura moja musza!)
lubię sobie powymuszać.
Grzech to, twierdzę, gdy kto zmusza,
dobry czyn zaś - gdy ja zmuszam.

sobota, 13 lutego 2010

72. Walentynka avant la lettre

Nie istniało jeszcze słowo "walentynka", kiedy 4 XI 1928 r. (Skrzacia mama miała się dopiero urodzić) Janek R pisał do wielmożnej pani Karoliny, przyszłej teściowej mojej chrzestnej matki: "W dniu imienin zasyłam serdeczne życzenia". Przyglądam się tej pocztówce, wysłanej w kopercie, więc o znaczku nie ma mowy, sygnowanej jedynie na awersie "HM Paris 59" i zastanawiam się, dlaczego Janek R wysłał szacownej mężatce taką frywolną pocztówkę, a nie kwiatową, jakich wiele w albumie sprzed 90 lat?
Pucołowata zalotna panna z "odkrytki" może mieć z 17 lat, jeśli pocztówka niedawno wydana, to urodziła się być może w 1910 r. - byłaby dziś stulatką!

Druga z kartek niedatowana, a atrament wyblakł do tego stopnia, że odczytać można, w połowie domyślając się (ach, ta redundancja!), tylko niektóre wyrazy: Najserdeczniejsze życzenia Imieninowe zasyła ... podpisu nie sposób odczytać. Jeszcze dopisek: Dla Irenki. Przebacz, w pośpiechu brzydko napisana. Odcyfrowuję imię (Irena, oczywiście), nazwisko nieczytelne i miejscowość: Baranowicze, stamtąd pochodziła rodzina mojego wujka.
Czarnobiałe zdjęcie pokolorowane akwarelami, niechlujnymi pociągnięciami pędzla. Para siedzi na tle byle jak namalowanych dekoracji. Panna ma zwyczajną fryzurę, niejedna dziś tak jeszcze wygląda, a suknia przypomina, excusez-moi, koszulę nocną.

piątek, 1 stycznia 2010

62. Osiemdziesięcioletnia pocztówka noworoczna

Życzenia Nowego 1930 roku zasyłają J.J.x z córkamy.
Łódź 31/XII-1929 r.
Ortografia oryginalna. Jakiego też 1930 roku życzą adresatom państwo x z córkamy nie wiadomo.
Mama mi opowiadała, że przed wojną wysyłało się najpierw kartki z życzeniami świątecznymi i tuż po świętach jeszcze raz, noworoczne.

piątek, 25 grudnia 2009

59. Boże Narodzenie: 10 staroświeckich pocztówek w zabytkowym albumie

Po mojej matce chrzestnej odziedziczyłam wszystko, co miała: rzeczy cenne i bezwartościowe, zwyczajne i szczególne, pamiątki i zwykłe śmieci. W tym dwa albumy starych pocztówek, które jako dziecko i młody człowiek zbierał jej mąż, a mój zmarły jeszcze wcześniej wuj. Kartki bożonarodzeniowe, te datowane, przedstawiam wam tutaj od najmłodszych do najstarszych. Podane daty są być może latami produkcji, na pewno zaś wtedy zostały napisane.
Dwie sześćdziesięciotrzyletnie - obie świeckie - 1946.
1. Oznaczona: Ser.55-15. M-14413. Nowej władzy święta kojarzyły się wyłącznie z zimą:

2. Dzieci wiozą na sankach choinkę i to jest jedyne skojarzenie z Gwiazdką. Uderzające ubóstwo (te cienkie buciki). Dziewczynki nosiły na sukienkach fartuszki jeszcze w moim dzieciństwie (na sukienkach! spodnie były rzadkością). Odzież się wtedy chroniło przed zabrudzeniem czy zniszczeniem, bo prać było trudno, mało kto miał pralkę ("Franię"), o automatach nie wspominając i w ogóle było trudno o wszystko. Nie było tak dużo gotowej konfekcji, a szycie to był wysiłek organizacyjny, czasowy i wreszcie finansowy, jeśli matka sama nie szyła.
I proszę nie regulować odbiorników (to też z mojego dzieciństwa. Napis pojawiał się na ekranie (czarnobiałego) telewizora równie często jak "przepraszamy za usterki"). Zatem nie regulować ostrości - to jest rzeczywista jakość tej pocztówki! Oznaczona: Pastel 543 M-15156.
 3. Siedemdziesięciodwuletnia - świecka - 1937. Logo: w zielonym równoramiennym trójkącie białe litery LP. Obok numer 2920. Skromna, ale ma swój urok:
Dwie siedemdziesięciosześcioletnie - 1933:
4. Religijna. Oznaczona: Wydawnictwo Salonu Malarzy Polskich w Krakowie. Printed in Poland. W owalnym "logo" (to słowo funkcjonuje w polszczyźnie od około 20 lat) napis: AKROPOL KRAKÓW. Ser. 404/62. Mam wrażenie, że takie same można kupić i dziś. Zwróćcie uwagę, jak umieszczono napis:
5. Świecka. Oznaczona kaligraficznymi inicjałami EKC. Sama rozkosz: dziewczynka w podkolanówkach, chłopiec w krótkich spodenkach, a mama w sukni pięknie zdobionej haftem, ale letniej. Napis "Wesołych Świąt" wytłaczany:
Dwie osiemdziesięciolatki - 1929:
6. Religijna. Oznaczenia: "Printed in Germany". "Import 4". Logo: w szarym kwadracie biały okrąg, a w nim inicjały SB. "3154". Napis tłoczony, pozłacana. Ohydna, a jakby nic się nie zmieniło do dziś:
7. Świecka. Oznaczenia: "Printed in Germany". "Import 4". Logo: w szarym kwadracie biały okrąg, a w nim inicjały SB. "2137". Złocone tłoczenie konturów. Podobne liternictwo jak powyżej. Nastrój jak z Disneya:
8. Osiemdziesięciojednoletnia - świecka - 1928. Made in France. Podkolorowane zdjęcie w sepii. Napis tłoczony i embossowany. Co za fryzura u lalki! Zwróćcie uwagę, że wtedy jeszcze pluszowe misie nie były dziećmi, to były dorosłe niedźwiedzie (miały mniejsze głowy niż dzisiejsze). Gołe nogi dzieci:
9. Osiemdziesięciotrzyletnia - świecka - 1926. Made in France - Fabrique en France. Ten sam styl, co sepiowa z 1933 r. tylko zdjęcie podkolorowane. Gołe nogi dzieci. I co za dziwne ozdoby choinkowe (instrumenty muzyczne?):
10. Najstarsza, osiemdziesięcioczteroletnia - świecka - 1925. Wydawnictwo Polskie "PROMIEŃ" Kraków. Logo z inicjałami DN. Późniejszy kolekcjoner pocztówek skończył akurat rok. Rysowana, choć mam wrażenie, że buzie dzieci to fotografie (?). A krakowiaczek wygląda na dziewczynkę, a nawet lalkę!
I na koniec najsłodsza część kolekcji: album.
Data produkcji nieznana.
W najczystszym secesyjnym stylu.

wtorek, 17 listopada 2009

50. Czas się skurczył

Nie nadążam z wytwarzaniem i wysyłką wymiankową (jedna przesyłka szczęśliwie wczoraj wyszła, druga jutro), odpuszczam wyzwania, choć ciekawe i mam pomysły oraz materiały, pracy full, spowolnił mi Internet domowy, więc strony craftowe, ciężkie od zdjęć niechętnie się otwierają, dwa ważne wyjazdy okołoweekendowe, a to wszystko, żeby powiedzieć, że wczoraj, pod moją nieobecność, przyszły dwie urocze, zapowiadane, więc oczekiwane, przesyłki.
Od Mrouh: filcowa podkładka pod kubek (z użyciem moich ulubionych kolorów, czyli czerwieni, fioletu i zieleni), guziczki, listki, serduszko i inne ozdóbki modelinowe (obiekt mojego zachwytu, czemu dawałam wyraz w komentarzach): oraz kartka ”Oswajanie jesieni”: a wszystko to samorobne oraz prawdziwy, ręką pisany, list. Och, jak miło! Dziękuję bardzo!
I zapowiadana przesyłka od Yoasi: najpierw miał to być (i jest) kwiatek-broszka za udział w wyzwaniu szarlotkowym, potem yoasiny mail uprzedził mnie, że dostanę jeszcze mnóstwo innych rzeczy, mających zachęcić mnie do kartkowania i oto są: podstawy scrapbookingu dla początkujących, nożyczki w falbankę, tusz czarny i różowy, nity, tasiemki: naklejki: drewniane gwiazdki i mnóstwo wycinanek dziurkaczowych: kwiatki, listki, gałązki, motylki, serduszka oraz budzące dotąd moje największe pożądanie owalne herbatniki: Dziękuję, Yoasiu. Będę używać, choć z pewnością nie tak intensywnie, jak Ty.
Dostałam też przed weekendem filiżankę z podstawką i śniadaniowym talerzem od Szarlotek. Na razie nie ma zdjęcia, a w necie nie znalazłam akurat tego modelu. Już napisałam maila, a teraz jeszcze raz dziękuję tu, w blogostanie.
Dostałam kolejne wyróżnienie. Serdecznie dziękuję, Sabinko. Odkładam to i odkładam, ale ten czas nadejść musi, że i ja powyróżniam blogi, póki co zadanie to, jako trudne odkładam na bliżej nieokreśloną przyszłość.
Wczoraj wysłałam prezent na wymianę woreczkową dla pewnej pani, co do której przypuszczam, że nie czyta mojego bloga, ale któż to wie na pewno. Jestem zadowolona z rezultatu mojej pracy (nie zrobiłam zdjęcia, ale obdarowana zrobi, bo jest obowiązek pokazać na blogu, co się dostało). Odpuściłam sobie ambicję dorównania znakomitej dziergaczce, szwaczce i hafciarce, która ponadto wytwarza biżuty i kartki. Woreczek z perły w kolorze ecru, zrobiony na drutach i zszyty szydełkiem (wykorzystałam dawno zrobiony kawałek, z którego miała być bluzka, ale nigdy nie powstała), prezentem zaś jest raczej skromny komplet szklanej biżuterii (kolczyki, bransoletka i naszyjnik) z lazurowoniebieskich beczułek cracle, koralików szklanych przezroczystych jak krople wody oraz szklanych perełek, wszystko to na lince jubilerskiej w kolorze mosiądzu, ze srebrnymi biglami i zapięciami. Nazwałam go „Morskie opowieści” (dobry bajer to połowa sukcesu). Jeszcze moja kartka z sercem i limonkowym kwiatkiem i oto cały prezent własnoręczny, co mnie napawa dumą :)

czwartek, 12 listopada 2009

49. Listonosz przyniósł

Dwie kartki otrzymane "pocandowo", jedna z innego miasta, a druga i z innego miasta, i w dodatku z innego kontynentu.
Praca z różowego tygodnia od Kalioppe (zdjęcie z jej blogu), wraz z broszką z delikatnej materii, tej samej, co kwiatki na kartce. Na fotografii trochę ciemniejszy kolor niż w rzeczywistości. Czuję się obdarowana ponad miarę, dziękuję!


I druga, od Tukary z Tunezji. Niezwykłe, jak kolor znaczka na kopercie odpowiedni do kolorystyki kartki. Precyzja wykonania, którą docenić można dopiero w realu, przyprawia mnie o kompleksy. Szczerze mówiąc, gdybym ją miała ciągle w zasięgu wzroku, to nie ośmieliłabym się sięgnąć po klej i nożyczki :) Dziękuję bardzo!

PS. Dziękuję Pat z tajemniczego ogrodu za wyróżnienie!

środa, 14 października 2009

30. Pozdrowienia

Ze specjalnymi pozdrowieniami dla anek73, aneladgam i innych zaglądających tu, blogujących, robótkujących, dzielących się sobą nauczycielek (i nauczycieli, jeśli mnie odwiedzą).
Kartka pochodzi z moich przepastnych szaf i szuflad. Data produkcji 1986, ówczesna cena 24 zł.
Ktoś ma na nią ochotę? Chciałby ją mieć fizycznie, a nie wirtualnie? Mam ich kilka, mogę podarować.

niedziela, 13 września 2009

17. Sercowa słabość

Sercowa może być biżuteria - szklana, kamienna, z muszli, metalu, plastiku: Serce pojawić się może na polarze, koszulce, pościeli (lumpex), zasłonkach (dawno nie używane, niemodne, ale żal wyrzucić), pareo (dawny prezent zasugerowany):
Albo stanie się staroświeckim szklanym naczynkiem (spadek po Cioci z lewej, szkatułka w środku - u góry część dolna, pod nią wieczko - zakup Mamy z lat 80-tych, a ta z ogonkiem z pchlego targu na Grzegórzeckiej w Krakowie):
Albo wytworem rąk własnych: gniotem z gliny, dłubaninką z kory.
Albo prezentem od zaprzyjaźnionych dzieci: poduszeczką do szpilek ze sztucznego futerka, kartką ze wzorkiem z makaronu.
Albo deseczką, której nie oparłam się jakieś 25 lat temu u Zalipianek w Krakowie (obowiązkowo z sęczkiem!)
Albo sama natura wyrzeźbi kamyki w kształt serc. Do tych mam największą słabość - znalezione przeze mnie nad Bałtykiem w ciągu ostatnich kilku lat:
A to z pewno z pewnością nie wszystkie. Jeszcze w pudle z ozdobami choinkowymi, jeszcze w pudełku z koralikami do nawlekania, jeszcze ukryty pierścioneczek ze złotego drucika od brata z okazji matury, jeszcze szklane ozdoby z werandy, jeszcze serduszkowy dziurkacz, jeszcze zaczęta robótka - szmatkowe serduszko, którego pozazdrościłam Jolince, Joie, Kasandrze, Agutkowi, Monice i wielu, wielu innym rękodzielniczkom.
I oczywiście, last but not least, najnowsze serduszka, wygrane w candy u Enid.
Czy to już choroba czy tylko lekki bzik?