Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moja pisanina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moja pisanina. Pokaż wszystkie posty
piątek, 11 maja 2018
510. Zapowiedź lata
Leżaki stały się modnymi gadżetami reklamowymi, wczoraj "zdjęłam" uniwersyteckie i gastronomiczne, oba rodzaje w Gdańsku Oliwie. Ze specjalnymi pozdrowieniami dla Kardamonowej.
piątek, 6 maja 2016
487. Wszystko gra!
Nie pamiętam, czy byłam kiedykolwiek w kinie w dniu premiery, pewnie dziś jest pierwszy raz i nie jest to przypadek. Kiedy usłyszałam w radio od samej Stanisławy Celińskiej o Wszystko gra, o polskich piosenkach śpiewanych przez panią Stanisławę (przepiękna, niska barwa głosu), Kingę Preis i przezdolną młodą (24 lata) Elizę Rycembel, a także zobaczyłam niesłychanie atrakcyjnego Sebastian Fabijańskiego (29 lat) wiedziałam, że nie odpuszczę!
Film jest musicalem porównywanym do Mamma mia (2008), ale porównanie ma sens tylko o tyle, że ścieżka muzyczna skomponowana jest z piosenek (nie tak jak w West Side Story (1961), gdzie cała muzyka jest suitą specjalnie przez Leonarda Bernsteina skomponowaną dla filmu). Nie jest to ani komedia (mimo zabawnych scen) jak Mamma mia, ani dramat jak West Side Story, bliżej mu do polskiej Wielkiej majówki (1981), jest to raczej film psychologiczno-obyczajowy, w smaku słodko-gorzki. Piosenki różnych wykonawców lat 70, 80 i 90 zostały tak dobrane, by odzwierciedlały przeżycia bohaterów i przepięknie zaśpiewane. Nie spodziewałam się po sobie łez przy potrójnym wykonaniu piosenki "Jej portret" przez Rycembel, Preis i Celińską. Do tego świetna choreografia i bardzo piękne, energetyczne wykonania scen tanecznych. Film jest bardzo świeży, wspaniałym elementem są fragmenty animowane, świetne, szerokie plany (zdjęcia Pawła Edelmana), pięknie sfotografowany miejski pejzaż Warszawy (żadnej sentymentalnej Starówki), zarówno w dziennym słońcu, jak w deszczu i w nocy. Fajne też są cytaty i nawiązania do innych polskich filmów. Uroczy młody aktor Bartosz Żuchowski i wielu innych.
Pewne moje zastrzeżenie budziło w początkowej części filmu tempo, wolałabym bardziej dynamiczny montaż, ale potem weszłam w opowieść i wsiąkłam na całego!
Bilet kupowałam na pół godziny przed seansem jako pierwsza, gdy przyszłam okazało się, że jest jeszcze kompania 5 koleżanek w średnim wieku, świętujących urodziny jednej z nich, które tak samo dobrze przyjęły ten film. Ciekawa jestem, czy młodzieży też się spodoba, bo mam wrażenie, że sentyment do starych piosenek przyciągnie średnią generację.
Tu jeden ze zwiastunów. Idźcie koniecznie! Wyjdziecie z uśmiechem na twarzy :)
Film jest musicalem porównywanym do Mamma mia (2008), ale porównanie ma sens tylko o tyle, że ścieżka muzyczna skomponowana jest z piosenek (nie tak jak w West Side Story (1961), gdzie cała muzyka jest suitą specjalnie przez Leonarda Bernsteina skomponowaną dla filmu). Nie jest to ani komedia (mimo zabawnych scen) jak Mamma mia, ani dramat jak West Side Story, bliżej mu do polskiej Wielkiej majówki (1981), jest to raczej film psychologiczno-obyczajowy, w smaku słodko-gorzki. Piosenki różnych wykonawców lat 70, 80 i 90 zostały tak dobrane, by odzwierciedlały przeżycia bohaterów i przepięknie zaśpiewane. Nie spodziewałam się po sobie łez przy potrójnym wykonaniu piosenki "Jej portret" przez Rycembel, Preis i Celińską. Do tego świetna choreografia i bardzo piękne, energetyczne wykonania scen tanecznych. Film jest bardzo świeży, wspaniałym elementem są fragmenty animowane, świetne, szerokie plany (zdjęcia Pawła Edelmana), pięknie sfotografowany miejski pejzaż Warszawy (żadnej sentymentalnej Starówki), zarówno w dziennym słońcu, jak w deszczu i w nocy. Fajne też są cytaty i nawiązania do innych polskich filmów. Uroczy młody aktor Bartosz Żuchowski i wielu innych.
Pewne moje zastrzeżenie budziło w początkowej części filmu tempo, wolałabym bardziej dynamiczny montaż, ale potem weszłam w opowieść i wsiąkłam na całego!
Bilet kupowałam na pół godziny przed seansem jako pierwsza, gdy przyszłam okazało się, że jest jeszcze kompania 5 koleżanek w średnim wieku, świętujących urodziny jednej z nich, które tak samo dobrze przyjęły ten film. Ciekawa jestem, czy młodzieży też się spodoba, bo mam wrażenie, że sentyment do starych piosenek przyciągnie średnią generację.
Tu jeden ze zwiastunów. Idźcie koniecznie! Wyjdziecie z uśmiechem na twarzy :)
niedziela, 28 czerwca 2015
412. Dom otwarty
Kolejna powieść Elizabeth Berg, którą z przyjemnością przeczytałam. Bohaterkę opuszcza mąż i musi ona poradzić sobie z tym doświadczeniem. Żal, furia, niezgoda, refleksje, dorywcze prace, sublokatorzy, w końcu nowy początek szczęścia.
Kilka ulubionych cytatów:
"Jestem kobietą w sile wieku, której ziemia usunęła się spod nóg. Próbuję zachować równowagę w tej nowej sytuacji, ale ciężko mi idzie. Duchy nie odstępują mnie ani z przodu, ani z tyłu. Strzępy dawnego życia. Obrazki ilustrujące to, co było: David podchodzi do drzwi frontowych; właśnie wrócił z pracy. Travis pokazuje mu odrobione lekcje, opierając się o poręcz krzesła. W piątek wieczorem kino, w towarzystwie męża. A moje nowe życie? Przez cały dzień odpycham od siebie ból, a kiedy opuszczam ręce, wchodzi we mnie i rozsiada się w najlepsze."
"Zajęta gotowaniem rozmyślam nad dawnymi formami wdzięczności: Indianie dziękujący bóstwom za jelenia, którego upolowali, odmawianie modlitwy przed kolacją, klęczenie przy łóżku przed pójściem na spoczynek. Zastanowiło mnie, że dziękczynienie jest teraz głównie nieobecne w naszym życiu, a przecież jest nam niezbędne, nawet jeśli przybiera formę przelania sosu z czerwonych borówek do niebieskiej misy."
"Przysuwam się do Kinga, zamykam oczy i znienacka jestem znowu dziewczynką, siedzącą na trawniku przed domem rodzinnym, w gorący letni dzień, odpoczywającą po samotnej zabawie ze skakanką. Między płytami na ścieżce wyrosły nagietki, obłoki są zwierzętami z cyrku, w lodówce stoi lemoniada, na sobie mam piękne czerwone szorty. Ojciec lada chwila wróci do domu, a ja lubię patrzeć, jak wysiada z auta i długimi krokami podchodzi do mnie, z twarzą wyrażającą miłość i uwagę. Biegnę w jego stronę, a on mnie podnosi. Po chwili wchodzimy razem do domu, cokolwiek nas tam czeka. Jesteśmy pełni wiary, czujemy w sobie łaskę. Pamiętam o tym, teraz."
Kilka ulubionych cytatów:
"Jestem kobietą w sile wieku, której ziemia usunęła się spod nóg. Próbuję zachować równowagę w tej nowej sytuacji, ale ciężko mi idzie. Duchy nie odstępują mnie ani z przodu, ani z tyłu. Strzępy dawnego życia. Obrazki ilustrujące to, co było: David podchodzi do drzwi frontowych; właśnie wrócił z pracy. Travis pokazuje mu odrobione lekcje, opierając się o poręcz krzesła. W piątek wieczorem kino, w towarzystwie męża. A moje nowe życie? Przez cały dzień odpycham od siebie ból, a kiedy opuszczam ręce, wchodzi we mnie i rozsiada się w najlepsze."
"Zajęta gotowaniem rozmyślam nad dawnymi formami wdzięczności: Indianie dziękujący bóstwom za jelenia, którego upolowali, odmawianie modlitwy przed kolacją, klęczenie przy łóżku przed pójściem na spoczynek. Zastanowiło mnie, że dziękczynienie jest teraz głównie nieobecne w naszym życiu, a przecież jest nam niezbędne, nawet jeśli przybiera formę przelania sosu z czerwonych borówek do niebieskiej misy."
"Przysuwam się do Kinga, zamykam oczy i znienacka jestem znowu dziewczynką, siedzącą na trawniku przed domem rodzinnym, w gorący letni dzień, odpoczywającą po samotnej zabawie ze skakanką. Między płytami na ścieżce wyrosły nagietki, obłoki są zwierzętami z cyrku, w lodówce stoi lemoniada, na sobie mam piękne czerwone szorty. Ojciec lada chwila wróci do domu, a ja lubię patrzeć, jak wysiada z auta i długimi krokami podchodzi do mnie, z twarzą wyrażającą miłość i uwagę. Biegnę w jego stronę, a on mnie podnosi. Po chwili wchodzimy razem do domu, cokolwiek nas tam czeka. Jesteśmy pełni wiary, czujemy w sobie łaskę. Pamiętam o tym, teraz."
piątek, 26 czerwca 2015
407. Noc świętojańska
Po deszczowym dniu, wielkiej popołudniowej ulewie, ostrzeżeniach "zabierzcie kalosze i ciepłe ubrania" dotarłyśmy na małą kaszubską wieś, gdzie gospodarze Jan i jego żona żyją od 8 z górą lat i gdzie co roku zapraszają na noc świętojańską. Gospodyni, która "za panny" kupiła opuszczoną posiadłość stwierdziła u początków swej wiejskiej historii, że sprawa ją przerasta i że potrzebny jest mężczyzna, który dzielić będzie z nią trudy wiejskiego życia i... rzuciła w noc świętojańską wianek w tej intencji. Jan pojawił się w jej życiu kilka miesięcy później.
Od tego czasu co roku zapraszają na sobótkę, a gospodyni z przekonaniem zachęca do wplatania marzeń w wianki, które puszcza się na staw.
Paliliśmy ognisko "spożywcze" oraz piekliśmy potrawy na ruszcie, panie plotły wianki, a kiedy się ściemniło poszliśmy nad staw, gdzie przy świetle płonącego stosu gałęzi, wianki rzucano na wodę z brzegu i z łódki. Przy wiosłach usiadła ponad 70-letnia matka gospodyni, którą wiosłowała z lekkością i radością, a inauguracji sezonu kąpielowego dokonał młody człowiek, który, jak się później przyznał, niespecjalnie umiał pływać. Na szczęście staw to nie jezioro, prawie wszędzie można sięgnąć dna. Budził podziw, bo nie było zbyt ciepło, zimowy sweter i dres bardzo się przydały.
Niewiele rytuałów jest moim życiu, ale z przyjemnością uplotłam wianek na podstawie z brzozowej gałęzi, przybrał kształt chomąta :)
Nie wsiadłam jednak do łódki, bo nie umiem pływać!
czwartek, 18 czerwca 2015
403. Pięć osób, które spotykamy w niebie
Jak twierdzi Mitch Albom, autor powieści, na którą natknęłam się ostatnio w bibliotece, żeby zrozumieć nasze życie, po śmierci spotkamy pięć osób, które pokażą nam momenty, spotkania, wydarzenia, które to życie ukształtowały. Poniżej ważny dla mnie fragment (podkreślenie moje).
"Rzadko się zdarza, że rodzice pozwalają dzieciom odejść,
więc przeważnie dzieci odchodzą same. Idą dalej. Oddalają się. Momenty, które
dotąd wyznaczały ich drogę w życiu – aprobata matki, skinięcie głową ojca –
zostają przysłonięte przez własne sukcesy. I niewiele później, kiedy skóra
staje się wiotka i pomarszczona, a serce słabnie, dzieci zaczynają pojmować, że
ich życie, ze wszystkimi osiągnięciami, ma u swoich podstaw życie ich matek i
ojców, jak kamienie na dnie rzeki posadowione na innych kamieniach".
Mitch Albom, Pięć osób, które spotykamy w niebie
wtorek, 2 czerwca 2015
396. Idźcie do kina!
Kochani rodzice, odchodzę,
kocham was, ale odchodzę,
nie będziecie mieć już dziecka
dziś wieczorem.
Ja nie uciekam, ja odlatuję,
zrozumcie to, muszę lecieć,
bez palenia, bez alkoholu,
odlatuję.
Tu cały film. Po francusku!
poniedziałek, 27 kwietnia 2015
390. Pozostań sobą
Przypadkiem trafiłam na tę powieść w bibliotece i przeczytałam, a potem jeszcze raz, z przyjemnością. Mówi o trudnej sytuacji towarzyszenia dawnej cichej miłości w stanie terminalnym. Autorka ma talent do snucia opowieści z lekkością, w której nie gubi wątków poważnych. Jest tu i zaduma nad życiem, i dramatyczne wybory, i czułość, i mnóstwo humoru, a także niezwykłe skojarzenia. Uwaga, liczne cytaty! (Podkreślenia moje).
"Moja siostra zna się na ich uprawie jak nikt. Jest boginią pomidorów. Codziennie z nimi rozmawia i przez całą noc puszcza im muzykę. [...] Co wieczór stawia w samym środku ogrodu radio tranzystorowe i nastawia muzykę. Klasyczną. Przeszkadzało to sąsiadce, więc wezwała policję, wyobrażasz sobie? Nieważne, że gdzieś zbiry odstrzeliwują sobie głowy, trzeba nasłać policję na kobietę, która puszcza muzykę pomidorom. Siostra obiecała, że przestanie, ale nie przestała. Przyciszyła tylko radio, ale rośliny i tak słyszały, w tamtym roku miała największe jak dotąd zbiory. No i teraz zawsze nastawia muzykę bardzo cicho.”
„Zobaczyłam siedzącą na przystanku starszą kobietę, która z kocią precyzją lizała lody. Była ubrana w prostą żółtą sukienkę i białe ortopedyczne sandały. Obok, jakby dotrzymując jej towarzystwa, stała na ławce torebka.”
„Uśmiecha się do mnie i moje serce boli ze szczęścia. Uśmiecha się całym ciałkiem, jak robią to małe dzieci: zaciśnięte piąstki tłuką powietrze, nóżki kopią.”
„Tak to się robi, gdy stoisz na samej krawędzi, bardzo wysoko. Pochylasz się lekko w odpowiednią stronę. Taki niewielki ruch. Prawie niewidoczny. Nieco bliżej do tego, co wydawało się kiedyś tak odległe. Potem to cię zagarnia, porusza się z własną szybkością i możesz już nie myśleć. Zawsze sądziłam, że każdy taki upadek jest bardzo cichy. I że cisza jest głosem ulgi.”
„Wieczorne powietrze jest takie łagodne. Gałęzie drzew tworzą koronkowy wzór. Słychać fontannę, nierówny szmer wody. Myślę: Obym nie zapomniała niczego, co składa się na tę chwilę.”
W każdym z tych urywków widzę czułość: wobec biednych, starszych, niemowląt, umierających, wobec siebie.
I tak mogłabym jeszcze cytować i cytować.
Spuśćmy zasłonę milczenia na błędy tłumaczki i redakcji.
sobota, 3 stycznia 2015
378. Niedoskonałość albo nie oceniaj
Niedoskonałość była moim słowem kluczem poprzedniego roku. Zrozumiałam, że tak będzie, gdy rok temu, 2 stycznia trafiłam na krótką wypowiedź profesora Vetulaniego w pierwszym Dużym Formacie 2014. W ciągu roku zebrałam małą kolekcję cytatów, aforyzmów, znalazłam polską wersję książki The gifts of imperfection i internetowe zadanie Brené Brown. Wisienką na torcie był prezent od Kardamonowej: bransoletka z napisem: I'm imperfect and I'm enough.
Zastanawiałam się nad różnymi interpretacjami słowa "niedoskonały". Jedną z nich jest: niezgodny z moim oczekiwaniem, wyobrażeniem, pragnieniem, ideałem.
Praca w glinie jest doskonałą (nomen omen) lekcją uznania niedoskonałości: naprawdę rzadko zdarza się przewidywalność. Pomijam brak umiejętności, wprawy, talentu wreszcie: zwyczajnie nigdy nie wiadomo, co wyjdzie.
Miałam okazję zajmować się ostatnio sprzedażą ręcznie robionej ceramicznej biżuterii. To również była świetna lekcja, mogłam odkleić się od swoich wyobrażeń od tego, co jest "przepiękne", a co "na pewno się nie sprzeda". Zaś odwiedziwszy przyjaciółkę ofiarowałam jej z nieśmiałością daleki od moich wyobrażeń efekt wspomnianego już warsztatu ceramicznego: glinianą miseczkę w kształcie serduszka, niedoszkliwioną, krzywą, po prostu niedoskonałą. A przyjaciółka - zachwyciła się. Duża przyjemność - sprawić komuś przyjemność.
Z lampa błyskową:
i bez lampy:
Zastanawiałam się nad różnymi interpretacjami słowa "niedoskonały". Jedną z nich jest: niezgodny z moim oczekiwaniem, wyobrażeniem, pragnieniem, ideałem.
Praca w glinie jest doskonałą (nomen omen) lekcją uznania niedoskonałości: naprawdę rzadko zdarza się przewidywalność. Pomijam brak umiejętności, wprawy, talentu wreszcie: zwyczajnie nigdy nie wiadomo, co wyjdzie.
Miałam okazję zajmować się ostatnio sprzedażą ręcznie robionej ceramicznej biżuterii. To również była świetna lekcja, mogłam odkleić się od swoich wyobrażeń od tego, co jest "przepiękne", a co "na pewno się nie sprzeda". Zaś odwiedziwszy przyjaciółkę ofiarowałam jej z nieśmiałością daleki od moich wyobrażeń efekt wspomnianego już warsztatu ceramicznego: glinianą miseczkę w kształcie serduszka, niedoszkliwioną, krzywą, po prostu niedoskonałą. A przyjaciółka - zachwyciła się. Duża przyjemność - sprawić komuś przyjemność.
Z lampa błyskową:
i bez lampy:
środa, 24 grudnia 2014
377. Zamiast
W ostatnie dni przed Wigilią trwało przekorne lepienie "lepiejów" u Kretowatej, a dziś jeszcze trafiłam w przepastnej sieci na taką oto listę spraw świątecznych do załatwienia:
Powyższym inspirowane moje życzenia:
Rozdawaj radość,
Rozdawaj radość,
przynoś pokój,
czuwaj czule,
ciesz ciepłem,
otulaj obecnością!
Bądź Bożym Narodzeniem!
wtorek, 14 października 2014
piątek, 12 września 2014
369. Mateusz
Jestem sobie Mateuszek,
mam dwa oczka, parę uszek,
i od ucha aż do ucha
uśmiech, gdy listonosz puka
i do skrzynki wrzuca liścik,
by marzenie moje ziścić!
Mama śmiertelnie chorego Mateusza prosi o kartki, by sprawić mu przyjemność.
Można adres uzyskać na skrzacim profilu na FB.
Wysłałam tę kartkę (sprzed dwóch lat!) i napisałam na niej powyższy wierszyk.
Labels:
blogostan,
domki,
dziecięce,
moja pisanina,
moje kartki,
motyl,
niebieski,
poszło w świat!,
zaangażowałam się
piątek, 14 lutego 2014
358. To jest mój dzień i nie zawaham się go użyć...
♥ ♥
♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥
♥ ♥ ♥ ♥
v ♥
♥ ♥ ♥
W A L E N T Y N K
A
♥ ♥ ♥ ♥
♥ ♥ ♥
♥ ♥ ♥ ♥ ♥
♥ ♥ ♥
♥
... czego i wam życzę. Zaczęłam wczoraj, od zakupu bukietu żółtoczerwonych pąków tulipanów, które przez noc nabrały żywych barw. Jaki to miły widok tuż po przebudzeniu :)
niedziela, 9 lutego 2014
357. Słowo (nie tylko) na niedzielę
W jednym z kawiarnianych słoików (#91) znalazło się pytanie: z czego jesteś dumna? Pomyślałam wtedy, że to bardzo intymne pytanie, a jednak odpowiedź się znalazła. Zaimponowała mi Kardamonowa, która napisała (a właściwie to jest to, co zapamiętałam), że z każdego upadku, zawsze, za każdym razem podnosi się i patrzy przeciwieństwu prosto w oczy. Ta sama autorka zamieściła niedawno na blogu zdjęcie bransoletki z hasłem pasującym do tej postawy.
Obrazek stąd: http://mrbrainwash.com/store/storeprints/nevernever.html
W poprzedni weekend natomiast ktoś mi podpowiedział tytuł książki: Jesteś cudem. Nie wiedziałam o niej nic, zapamiętałam tylko zachwyt w głosie mówiącej. Ten rodzaj książek nazywam motywatorami. W pięćdziesięciu rozdziałach zwanych przez autorkę lekcjami przytacza ona wiele prawdziwych historii. Szczególnie poruszyła mnie wypowiedź czarnoskórej jednonogiej narciarki o tym jak zdobyła srebrny medal paraolimpijski:
"Miałam przewagę w slalomie. Ale podczas drugiego zjazdu wszyscy przewracali się w niebezpiecznym miejscu. Pokonała mnie kobieta, która podniosła się szybciej niż ja. Nauczyłam się, że ludzie upadają, ale zwycięzcy się podnoszą, a złoci medaliści po prostu podnoszą się szybciej".
A dzisiaj cały dzień słucham pięknej polskiej piosenki z przejmującym leitmotivem "I keep walking [...], my heart was stolen".
Tu słuchamy: http://www.youtube.com/watch?v=aflmCuUfq-I
niedziela, 24 listopada 2013
349. Scrapbooking w spożywczym
Kto mnie zna wie, że nie powinnam nawet zwracać oczu w stronę łakoci, ale jak nie zwrócić uwagi na tę wykrojnikową świąteczną szatę graficzną czekolady.
Sama słodycz!
sobota, 10 sierpnia 2013
poniedziałek, 22 lipca 2013
334. Drobiazgi
Dobrze jest zauważyć, że miejsce po ściętym konarze ma kształt serca,
docenić grafikę na pudełku zapałek,ucieszyć się ze scrapowego klimatu nowych polskich znaczków.
Drobiazgi sprawiają, że - jak powiada Szymborska, "chwilami życie bywa znośne".
Labels:
ciekawe obrazy,
moja pisanina,
natura,
serce,
wakacje
poniedziałek, 11 marca 2013
314. Barbra
Mój prezent dla mnie z okazji dnia kobiet - premiera kinowa.
Amerykańska komedia "Mama i ja". Jak to bywa, tytuł nie ma nic wspólnego z oryginalnym "The guilt trip". Dorosły syn, powodowany poczuciem winy, że ucieka przed namolną mateczką proponuje tejże wspólną podróż służbową i oczywiście wynika z tego niezła jazda (odjazd winy?) Film przewidywalny (ale tekst nad Wielkim Kanionem bardzo mnie rozśmieszył).
Bardzo chciałam zobaczyć Barbarę Streisand i nie zawiodłam się na niej.
Najpierw jako dziewczynka czytałam o niej w latach 60., zapewne na ostatniej stronie ówczesnej "Kobiety i życia" w rubryce "Plotki o paniach i panach", gdzie z lekka pokpiwano ze zgubionego "a" w imieniu. Moje pierwsze z nią spotkanie to płyta, którą mój brat w latach 70. przywiózł z zagranicy, zapewne składanka, na której podziwiałam jej głos, a szczególną faworytką była piosenka "Any place I hang my hat is home" (jest na YT). Pod koniec lat 80. zrobił na mnie wrażenie film "Tacy byliśmy" (The way we were), nakręcony wprawdzie 1973 r., ale TVP puściła po kilkunastu latach.
Kto jej nie znał wcześniej, kojarzy dzięki przebojowi "Woman in love" z 1980 r.
I teraz, w roli upiornej mamuśki - wymiata! Pomyśleć, że skończyła już 70 lat...
Amerykańska komedia "Mama i ja". Jak to bywa, tytuł nie ma nic wspólnego z oryginalnym "The guilt trip". Dorosły syn, powodowany poczuciem winy, że ucieka przed namolną mateczką proponuje tejże wspólną podróż służbową i oczywiście wynika z tego niezła jazda (odjazd winy?) Film przewidywalny (ale tekst nad Wielkim Kanionem bardzo mnie rozśmieszył).
Bardzo chciałam zobaczyć Barbarę Streisand i nie zawiodłam się na niej.
Najpierw jako dziewczynka czytałam o niej w latach 60., zapewne na ostatniej stronie ówczesnej "Kobiety i życia" w rubryce "Plotki o paniach i panach", gdzie z lekka pokpiwano ze zgubionego "a" w imieniu. Moje pierwsze z nią spotkanie to płyta, którą mój brat w latach 70. przywiózł z zagranicy, zapewne składanka, na której podziwiałam jej głos, a szczególną faworytką była piosenka "Any place I hang my hat is home" (jest na YT). Pod koniec lat 80. zrobił na mnie wrażenie film "Tacy byliśmy" (The way we were), nakręcony wprawdzie 1973 r., ale TVP puściła po kilkunastu latach.
Kto jej nie znał wcześniej, kojarzy dzięki przebojowi "Woman in love" z 1980 r.
I teraz, w roli upiornej mamuśki - wymiata! Pomyśleć, że skończyła już 70 lat...
sobota, 9 lutego 2013
309. To się nie sprzeda!
Przypomina mi Wenus, tę z obrazu Botticellego. Edyta Geppert, która w tym roku skończy 60 lat (kto by zgadł!), a na estradzie występuje od 29 wynurzyła się z morskiej piany gotowa, całkowicie ukształtowana, artystycznie dojrzała. Pamiętam, że od początku mi się podobała, więcej, budziła podziw dojrzałością, inteligencją, aktorskim talentem, chociaż nie lubiłam jej pierwszej piosenki "Jaka róża taki cierń" (tekst wydawał mi się naciągany, a mój ówczesny szef podśpiewywał złośliwie "Jaka żaba, taka mysz").
I oto wczoraj miałam okazję być na jej koncercie. Kto może, polecam! Wiele wzruszeń, mnóstwo śmiechu i podziw dla artystki. Niejedna łza spłynęła mi z oka.
Polecam jej wykonanie "Czekaj no, Higgińszczaku". Z tą piosenką (i dwoma innymi) wiąże się jej debiut na V przeglądzie piosenki aktorskiej we Wrocławiu.
29 lat temu :)
I oto wczoraj miałam okazję być na jej koncercie. Kto może, polecam! Wiele wzruszeń, mnóstwo śmiechu i podziw dla artystki. Niejedna łza spłynęła mi z oka.
Polecam jej wykonanie "Czekaj no, Higgińszczaku". Z tą piosenką (i dwoma innymi) wiąże się jej debiut na V przeglądzie piosenki aktorskiej we Wrocławiu.
29 lat temu :)
czwartek, 29 listopada 2012
297. Ruinka
Kartka dla pewnego Andrzeja, (który nie wie, czy zdoła ukończyć ważną budowę) z najlepszymi życzeniami imieninowymi przed kolejnym końcem świata :-)
PS. Dobre strony mojego zdjęciowego zmartwienia:
- dowiedziałam się, że jest więcej osób, dla których skrzaci blog jest wartością
- dowiedziałam się, że wchodzą na niego osoby, których bym o to nie podejrzewała (Krulik! Brises! Taia!)
- dostałam kilka sposobów na zaradzenie złu.
Zaczęłam od kasowania niepotrzebnych zdjęć w albumie, odzyskałam trochę miejsca, gdyż przechowują się tam wszelkie kiedykolwiek zamieszczone zdjęcia (np. ustawiane w pasku bocznym z okazji candy, które potem usunęłam z blogu), często po wielokroć powtarzane. Przy okazji wylałam dziecko z kąpielą, skasowałam awatar profilowy i mimo zapisania go ponownie przy komentarzach wyświetla się brzydki czarny zakaz wjazdu. Jakoś to się w końcu naprawi, na razie mam trochę miejsca, nauczę się jeszcze zmniejszać zdjęcia i może przejdę na google+.
Dziękuję za wszelkie dobro pod poprzednim ponurym postem.
PS. Dobre strony mojego zdjęciowego zmartwienia:
- dowiedziałam się, że jest więcej osób, dla których skrzaci blog jest wartością
- dowiedziałam się, że wchodzą na niego osoby, których bym o to nie podejrzewała (Krulik! Brises! Taia!)
- dostałam kilka sposobów na zaradzenie złu.
Zaczęłam od kasowania niepotrzebnych zdjęć w albumie, odzyskałam trochę miejsca, gdyż przechowują się tam wszelkie kiedykolwiek zamieszczone zdjęcia (np. ustawiane w pasku bocznym z okazji candy, które potem usunęłam z blogu), często po wielokroć powtarzane. Przy okazji wylałam dziecko z kąpielą, skasowałam awatar profilowy i mimo zapisania go ponownie przy komentarzach wyświetla się brzydki czarny zakaz wjazdu. Jakoś to się w końcu naprawi, na razie mam trochę miejsca, nauczę się jeszcze zmniejszać zdjęcia i może przejdę na google+.
Dziękuję za wszelkie dobro pod poprzednim ponurym postem.
Labels:
domki,
księżyc,
moja pisanina,
moje kartki,
poszło w świat!
sobota, 24 listopada 2012
296. Koniec świata
Jeszcze nie skończył się słynny kalendarz M., a już wygląda na to, że nastąpił koniec mikroświatka Skrzatki. Blogspot mi melduje:
"Ups! Nie masz już miejsca. Wykorzystujesz 100% miejsca na zdjęcia – 1 GB. Zdjęcia są przechowywane na Twoim koncie usługi Picasa Web Albums i zajmują miejsce w Twojej darmowej przestrzeni dyskowej na zdjęcia o wielkości 1 GB. Dokupiona przestrzeń jest współużytkowana przez różne usługi Google i jest doliczana do darmowej przestrzeni".
Oraz że płacąc 2,49 $ miesięcznie mogę zyskać "25 GB miejsca na Dysku i w Picasie". Cokolwiek to znaczy. Nie mam ochoty ponosić tej opłaty.
Nie widzę też możliwości (choć jestem przekonana, że istnieje, tylko nie wiem jak to zrobić), by zwolnić część miejsca usuwając zdjęcia ostatecznie nie zamieszczone.
Dziwię się, bo ani nie zamieszczam wielu notek, ani nie dołączam do nich wielu zdjęć. A jednak już nie mam więcej miejsca na obrazki, a bez nich blog nie ma sensu.
Zatem zapewne żegnam się z tym miejsem, jako moim blogiem.
Będzie mi odtąd służyć jako gazeta codzienna "Co nowego na blogach".
"Ups! Nie masz już miejsca. Wykorzystujesz 100% miejsca na zdjęcia – 1 GB. Zdjęcia są przechowywane na Twoim koncie usługi Picasa Web Albums i zajmują miejsce w Twojej darmowej przestrzeni dyskowej na zdjęcia o wielkości 1 GB. Dokupiona przestrzeń jest współużytkowana przez różne usługi Google i jest doliczana do darmowej przestrzeni".
Oraz że płacąc 2,49 $ miesięcznie mogę zyskać "25 GB miejsca na Dysku i w Picasie". Cokolwiek to znaczy. Nie mam ochoty ponosić tej opłaty.
Nie widzę też możliwości (choć jestem przekonana, że istnieje, tylko nie wiem jak to zrobić), by zwolnić część miejsca usuwając zdjęcia ostatecznie nie zamieszczone.
Dziwię się, bo ani nie zamieszczam wielu notek, ani nie dołączam do nich wielu zdjęć. A jednak już nie mam więcej miejsca na obrazki, a bez nich blog nie ma sensu.
Zatem zapewne żegnam się z tym miejsem, jako moim blogiem.
Będzie mi odtąd służyć jako gazeta codzienna "Co nowego na blogach".
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)












