Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzinne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzinne. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 lutego 2016

469. Dla żołnierza


Na przysięgę wojskową młodego człowieka, który marzy o lotnictwie i interesuje się między innymi historią i bronią wybrałam jako prezent książkę o polskiej broni w czasie II wojny. Do niej zrobiłam spersonalizowaną zakładkę. Przydał się stareńki dziurkacz z Biedronki - samolot. Jeszcze bukiet żonkili i jestem gotowa!

niedziela, 23 marca 2014

364. Wiosna z Wiosanką

W Sopocie tłumy korzystają ze słońca, a w Gdańsku na wczorajszym warsztacie Wiosanki wykonałam scrap mediowy ze zdjęciem z czasów szkolnych moich rodziców i ich przyjaciół.


sobota, 15 lutego 2014

359. Kotulipan

Kot chce zawsze spróbować tego, co ty. Wystarczyło otworzyć okno, by zrobić zdjęcie tulipanom i już zrezygnował z drzemki przy gorącym kaloryferze.
Miłej soboty!
U nas pochmurno, ale pogoda ducha nie zależy od pogody za oknem.

sobota, 7 grudnia 2013

351. Pierwsza!

Serwetka ze sklepu drugiej szansy zasłużyła na zdjęcie, bo spodobał mi się wzorek, może taki sobie wyszyję, jak znajdę czas. Chyba na emeryturze ;)
Dzisiejszy widok z mojego okna też zasłużył na zdjęcie. Śnieg po kostki i jasne niebo.
Zatem skoro zima już tak blisko, a wraz z nią Boże Narodzenie, zrobiłam pierwszą skromną kartkę świąteczną. Nieskromnie powiem, że podoba mi się. Po raz pierwszy zastosowałam embossing na gorąco bezbarwnym pudrem i jestem zachwycona efektem.
A moja kocia wskakuje mi na kolana i uniemożliwia pracę przy (kuchennym, jak można zgadnąć po kraciastej ceracie) stole. Za nic w świecie nie wyszłaby na dwór.
Pięknej soboty życzę!

wtorek, 6 listopada 2012

291. Wycinkowy warsztat Wolfann we Wrocławiu

Surrealistyczny kolaż z wycinków gazetowych na blejtramie, efekt warsztatu mixmediowego Wolfann w ramach II Dolnośląskich Jesiennych Warsztatów Craftowych. Twarz księżyca wycięta ze zdjęcia mojej babci.

wtorek, 23 października 2012

283. Enczowy blejtram

Po pięciu godzinach kartkowania i półgodzinnej przerwie na pizzę zasiadłyśmy do ozdabiania blejtramu jako podstawy pod zdjęcie. Ja wybrałam zdjęcie dwuletniego Skrzacika z matką chrzestną.

piątek, 26 sierpnia 2011

174. Nokturn, last minute

Fot. z bloga Hanny Anny

Mój Tata lubił cytować wiersz Leopolda Staffa pt. Zdrada:

Gdy lśnił ponowik
Księżyca wąski,
Podpatrzył słowik
Nasz schron z gałązki.

Poniósł na łęgi
W piosennej zdradzie
Nasze przysięgi
I schadzki w sadzie.

Rozdzwonił plotki
W całej dąbrowie
O nocy słodkiej
I słodszej zmowie.

Dziś na polankach
Każdy liść szepce
O całowankach
W twojej izdebce.

Strumień coś gwarzy
O ramion splocie
Twarzą przy twarzy
I w serc pieszczocie.

Motyle płoszą
Pszczoły, róż gości:
Kwiatom roznoszą
Pocztę miłości.

Ponowik - cienki sierp księżyca po nowiu, w kształcie litery D, słowo to mój Tata wymawiał z taką przyjemnością, jakby miał w ustach coś przepysznego.


Last minute - jeszcze do północy można się zapisywać na losowanie "Blondynki".

piątek, 24 czerwca 2011

165. Tęsknota/Prezent z zaświatów

Obok znanych już od wielu lat zabawnych kartek firmy PAN DRAGON w E-ku pojawiły się korkowe podkładki imienne z żartobliwymi dwuwierszami i rysuneczkami w tym samym stylu (choć kartki są bardziej poetyczne moim zdaniem). Kupiłam sobie taką podkładkę... od Mamy.
Moja Mama nie żyje od niemal 14 lat. Dużo czasu, żeby odbyć żałobę, a jednak ostatnio dopadła mnie wielka tęsknota za Nią, Jej energią, wesołością i poczuciem humoru, Jej nieustanną wiarą we mnie i życzliwością.
Gdyby żyła, chętnie kupiłaby mi taką podkładkę, bo wiem, że doceniłaby i humor, i wesołość, i prostotę celowo naiwnych rysunków, ucieszyłaby Ją jej radosna afirmatywność (nie jest to pleonazm?) i możliwość podarowania mi takiego małego, a uroczego prezentu. A ponieważ z zaświatów nie może, pomogłam Jej :)

środa, 6 października 2010

116. Odnaleziona fotografia. Jesienne melancholijne snuje

Pyzata buzia bez makijażu, gładka fryzura, szyte w domu ubranie, na szyi łańcuszek z medalikiem skrytym za brzegiem dekoltu. Jedyny znak próżności: ogromna, ciemna kokarda we włosach. 1 czerwca 1924 r.
Moja Babcia, lat 17 i pół, zadedykowała to zdjęcie swojemu przyszłemu mężowi, mojemu Dziadkowi. Ślub odbędzie się za trzy lata, za cztery i pół roku urodzi się ich jedyne dziecko, skrzacia Matka. Czy już to wiedzą, przeczuwają, pragną? Jak się spotkali? W tamtym małym mieście podobno wszyscy się wtedy znali z widzenia. Po latach Dziadek wspominał z nieustającym zdumieniem: ona, taka ładna, i chciała mnie, brzydkiego. Wtedy napisał dla niej wiersz. Spisałam go, gdy jeszcze oboje żyli, miałam może 13 lat, zadeklamował go kiedyś w przypływie rozrzewnienia. Nie wiem, czy i gdzie go mam. Pamiętam tylko dwa pierwsze wersy:
Ach, wzleć, skowronku, ponad Tatrów szczyty,
wysoko, wysoko w chmurach ukryty...
I dalej coś, żeby zaniósł ptaszek ukochanej, co? wyrazy miłości? Zapewne, nie pamiętam. Dziadek swój utwór (prawdopodobnie jedyny) zapamiętał na całe życie.
Skąd to zdjęcie znalazło się w domu mojej Chrzestnej, szwagierki adresata dedykacji? Tam je znalazłam po Jej śmierci, Dziadek już wtedy nie żył od 19 lat. Pytania, na które już nikt nie odpowie. Jedno jest pewne: z Niej i z Niego jestem w jednej ćwierci.

wtorek, 7 września 2010

108. Sherlock Holmes na tropie ;)

Szukając starych papierów na wymianę z Deb przeglądam takie zasoby w domu, o których dawno już nawet nie myślałam. Stare zdjęcia, które być może dla mnie ostatniej coś jeszcze znaczą, bo rozpoznaję na nich młode twarze Babci i Dziadka (mieszkam w mieszkaniu, do którego wprowadzili się w 1945 r. przywożąc ze starego życia trochę drobnych przedmiotów, ubrań, pamiątek, kilka książek), stare nuty, z których od 70 lat nikt nie grał, poniemieckie książki, szpargały. Kurz mimo zamkniętych drzwiczek i szuflad, zetlały papier, pokruszony klej. Spośród tego wszystkiego rzeczy, które dla mnie nie mają wartości polecą za ocean. Jak zdjęcie powyżej. Naklejone na półkredowy papier i przyklejone do szyby musiało kiedyś być oprawione i zdobić ścianę czy biurko (pewnie ścianę, bo ich przedwojenne mieszkanie nie było zbyt wielkie). Były na to dowody, które unicestwiłam wilgotną gąbką, dowody w postaci starożytnych muszych odchodów.
Oprawione, zatem ważne. Mające wartość sentymentalną, tworzące własny mit młodej rodziny, dokumentujące jej ważność, status, pozycję, stan materialny, intelektualny, a może towarzyski? Nie wiem, nie znalazłam na zdjęciu znajomej twarzy, a przecież, gdyby jej nie było, nie przechowywaliby tak pieczołowicie starej fotografii. Zatem, pomyślałam, może twarz Babci (Dziadka na tym zdjęciu nie ma), została, jak to często mi się zdarza, przysłonięta czyjąś głową i widać jej np. tylko oczy i czoło? To jest trop! Bingo! Jeśli jest na tym zdjęciu, a musi być, skoro je przechowano, to może to być tylko młoda kobieta, której widać pół czoła i jedno oko oraz puszyste, falujące włosy, w białej bluzce i z kwiatami (kto ciekaw: pod prawym portretem, ledwie widoczna za wysokim młodzieńcem o wybitnych uszach).
I cóż to za impreza? Aula jakby szkolna, ale na koniec roku za mało uroczyście, za mało solennego pozowania, niektórzy jeszcze przepychają się na swoje miejsca, rozglądają, gadają, gestykulują. Podłoga zaśmiecona, jakby resztki serpentyn i rzeczywiście, kilka osób udekorowało się serpentynami. Ale to nie karnawał, bo stroje nie wieczorowe tylko wiosenne.
Ostrożnie odklejam od szyby, jeśli pojedzie do Ameryki to przecież bez szkła. Fotografia przyklejona do tła. Podważam, klej częściowo puszcza, na szczęście oprawiaczowi nie chciało się smarować całej powierzchni. Jest podpis, rzadkość, większość starych zdjęć nie jest datowana, dobrze, jeśli trafi się pieczęć zakładu fotograficznego. Czy to rękopis Babci? Znam jej pismo z czasów, kiedy miała 60 lat. Domyślam się pierwszych dwóch słow: Zakończenie towarzyskie Zjazdu Współpracowników i Czytelników "Młodej Myśli" Inowrocław 20-V-34.
"Młoda Myśl", o, dzięki Ci, nieoceniony Mr. Google, wydawana była przez Straż Przednią przy Państwowym Gimnazjum w Inowrocławiu jako czasopismo młodzieży szkolnej ziem zachodnich Polski od 1934 r. W "Jagiellonce" zachował się jeden egzemplarz z początku 1935 r. Przedtem (1925-33) o takim tytule pismo Uczniowskiego Stowarzyszenia Spółdzielczego "Bratnia Pomoc" przy Państwowych Seminarjach Nauczycielskich wydawano w Białymstoku. Jeszcze wcześniej był to miesięcznik młodzieży Gimnazjum w Garwolinie. Numer 2 ukazał się w styczniu 1924 r. w formacie 35 x 22 cm i objętości 8 stron. Redaktorem był Jan Pióro, wydawcą Koło Literackie. Redakcja i administracja mieściły się przy ul. Długiej 26. Czas ukazywania i liczba wydanych numerów nieznane. Zapewne zbieżność tytułów przypadkowa.
Co Babcia miała z tym wspólnego? Pisała? Wątpię. Raczej czytała, ale żeby pojechać tak daleko (dzisiejszymi drogami 500 km, a w latach trzydziestych koleją?) na zjazd? 27,5- letnia mężatka, matka 5,5-letniej skrzaciej matki?
Jak mawiał mój Ojciec, najpierw mnie to nie interesowało, a teraz nie ma kogo zapytać...

PS. Czy ktoś rozpoznaje postacie na portretach?

czwartek, 29 lipca 2010

96. Powiedzmy, że cytat


"Fotografie są jak okna do odeszłych światów"
Nawiązanie do wyzwania makaronowego (cyfry), pocztowego (karton) oraz chmurkowego słoika. Zaczęło się od zakupu makaronu "wesołe literki" (gwoli ścisłości, cyferki też). Okazało się, że pierwsze, co mi przyszło z niego ułożyć to - o dziwie pamięci! - numer naszego telefonu sprzed ponad 45 lat. Szukałam też zdjęcia Babci, na którym się uśmiecha. Nie było łatwo, na większości jest skupiona bądź napięta. Po dziesiątkach lat od jej śmierci uświadomiłam sobie, że nie miała łatwego życia, co zdjęcia bezlitośnie obnażają. Wtedy przyszło mi do głowy, że fotografie są jak okna do odeszłych światów. Powiedzmy więc, że to cytat, który wychynął z głębi niebytu, z otchłani mojego (a może zbiorowego) umysłu.
Na fotografii okno domu, w którym mieszkam od dzieciństwa. W oknie Babcia, jej siostra, a moja Chrzestna, mój starszy brat i ja, skrzacik pięcioletni. Zdjęcie w rzeczywistości jest czytelne, na skanie wyszło zamazane. Szmatki z mojej dziecięcej kołderki (już występowały), serduszko z koronki z ciocinej sukienki z lat sześćdziesiątych i poobijane guziki perłowe z epoki (ileż szpargałów przechowują moje szuflady!). Kilka maźnięć niebieską, białą i zieloną akrylówką, gryzmołki cienkopisem. Format 23x21 cm.

niedziela, 28 marca 2010

81. Kobiety mojego życia

TMTA challenge: in a row. The women of my life on the day of my First Communion, the 21 May 1967: my grandmother, my godmother, my mother. All the three are gone.

Kobiety mojego życia: babcia, jej siostra czyli moja chrzestna i mama. Babcia ma przed sobą tylko 5 lat życia, ciocia i mama przeżyją jeszcze 30 lat, po czym umrą w odstępie 7 dni.

ATC na bazie ze starej enerdowskiej widokówki, po raz pierwszy wykorzystałam dar Yoasi - puncherowe motyle i, by ukryć elementy architektury, błękitną wstążkę.

piątek, 22 stycznia 2010

wtorek, 19 stycznia 2010

64. Międzykontynentalne wyzwanie mączne...

... czyli scrapowanie codziennością albo Dzień Babci. Obrazek z torebki mąki pysznej wykwintnej, pszennej luksusowej, Polskie Młyny SA, Warszawa. Baza to tektura z opakowania, bura koperta wytuszowana na różowo (nie widać na skanie), różowa karteczka z kostki do notatek, serwetka i papier w kwiatki z kolekcji od Brises, rozpryśnięta kropla rozwodnionej czerwonej farby akrylowej, biedronkowy dziurkacz, Yoasine nożyczki w ząbki, cienkopis, magic.
Widać liczne inspiracje blogowe, tak ogólne, że trudno powiedzieć, od kogo tym razem ściągnęłam. Kolorystycznie nieźle, choć ten różyk mogłam trochę przybrudzić, kompozycja budzi moje zastrzeżenia, babcia z mąki zdominowała pozostałe elementy. Jak zwykle miałam kłopot z klejeniem.
Na zdjęciu z początku lat 60. Skrzatka około pięcioletnia z Babcią przy śniadaniu w obiektywie Dziadka. Łapką z połówką rogala z masłem pokazuję coś, nie wytresowana jeszcze, że nie pokazuje się ręką. W kubku mleko (zwykły biały porcelanowy kubek, plastikowych jeszcze nie było i rzadkością były specjalne wzory dla dzieci, miałam kubek i talerz śniadaniowy z pociągiem, ale stłukły się bodaj jeszcze wcześniej). Na parapecie okiennym szklany syfon, nosiło się je do sklepu na wymianę, woda sodowa wiele lat kosztowała 2,20 (wyobrażacie sobie, że ceny były ustalone przez państwo?). Nie pamiętam kiedy skończyła się ich epoka, pewnie gdzieś w połowie lat 70., w kącie szafki pod zlewem, za garnkami (nietypowo nie było to u nas miejsce na śmieci) zostały dwa takie i dotąd je mam, teraz robią za ozdoby. Na ścianach w kuchni olejne lamperie w ohydnym zielonym kolorze, zasłonki bladożółte z zielonymi i brązowymi prostokącikami. Babcia jest niedawno po fryzjerze, musi to być lato, bo ścięte krótko włoski dziecka już trochę odrosły (Mama obcinała mi je zawsze przed latem), a guziki od kretonowej bluzki skrzacinej (nie widać, bo wpadło mi do głowy potraktować zdjęcie puncherem), przerobionej zresztą z czyjejś sukienki (Mama Skrzatki była mistrzynią przeróbek) uchowały się w pudełku z guzikami przez wszystkie te lata.

A tak wygląda torebka siostrzanej mąki pysznej luksusowej, obrazka wykwintnej w necie nie znalazłam.

wtorek, 29 grudnia 2009

61. "Wczoraj" - interpretownia.

Na zdjęciu z lutego 1947 r., dwa miesiące przed ślubem, ona właśnie skończyła 18 lat i jest na pierwszym roku polonistyki, on, 24 lata, po liceum pedagogicznym, objął pierwszą po okupacji posadę kierownika szkoły powszechnej na ziemiach odzyskanych.
Zdjęcie zeskanowane na tle jego dziennika-listu do niej, wpis z 15 listopada 1946 r.
Za 10 lat urodzi im się Skrzatka. Ze skrzacinej dziecięcej kołderki pochodzą szmatki.
Serca zerżnięte z dzisiejszego scrapa Cynki :)

Praca ta rozdziera mi serce.

niedziela, 29 listopada 2009

piątek, 27 listopada 2009

55. Scrap imieninowy


Było takie piękne wyzwanie Rybiookiej u Polek na początku tego miesiąca. Zainspirowało mnie przy okazji imienin pewnego bliskiego memu sercu sześćdziesięciolatka.
W rzeczywistości serduszko nie zakrywa jego twarzy :)
Jak to u mnie, recyklingowy karton z opakowania jako baza, wydruki z komputera, trochę śmieci z reklam (szachownica, próbki kolorów, półksiężyc, strzała), saszetka po herbacie korzennej (crown, zegar, filiżanka), skrawki żółtego kartonu z poprzedniego (żółtego) wyzwania, zwykły klej biurowy, długopisy, żelopis, cienkopis i moja ręka.
Na czarnym tle poprzednie pokolenia, stąd napis "gdzie ci mężczyźni" nie jako utyskiwanie na brak męskości u współczesnych, tylko jako tęsknota za już zmarłymi (a że oni w niebiosach to błękitne gryzmołki).
Na czerwono pokolenie równoległe i że jest to linia męska imię ukochanej żony nie zostało umieszczone, a tylko zaakcentowane wykrzyknikiem. Na zielono (nadzieja na przyszłość) potomkowie czyli młodzi i ich dzieci.

niedziela, 11 października 2009

28. Mapka # 8: Mama

Mam za każdym razem powtarzać? Recykling na wyzwanie: karton z opakowania, pożółkły blok rysunkowy z lat kryzysu, brązowy tusz radziecki, metalowe elementy z koszulki lumpeksowej, tylko dla nich kupionej za jakieś 50 groszy, czarny pisak, klej magic, nożyczki, baza przycięta gilotyną, a następnie "poryziana" tarką do pięt.
Zagadeczka: ile lat Mama Skrzatki liczy sobie na tym zdjęciu? Rozważam wirtualną nagrodę za poprawną odpowiedź ;)
PS. Formę zgłosiłam do scrapbookingu wyczynowego, temat inspirowany postem Yoasi.

środa, 30 września 2009

21. Miało być pastelowo...

... a wyszło jarzeniowo... Kolejne wyzwanie piaskownicy. Kiedy już wybrałam fotografię, dopasowałam do niej, nieco adaptując, moje dawne haiku. Postawiłam na kolor różowy, którego wprawdzie mam przesyt po oglądaniu scrapów w necie, ale który lubiłam jako dziewczynka oraz groszki, kwiatki, serduszka jako desenie dziewczynkowe, a żeby nie było zbyt słodko wybrałam zielonkawe tło. Kolorystycznie mnie zadowala, kompozycja wymaga pracy. Łatwo spełniam warunek "żadnych kupowanych dodatków", "tylko ręczne pismo", "materiał". Zamiast dopuszczalnego papieru scrapowego użyłam papieru do zawijania kwiatów z kwiaciarni i kartonu w serduszka z akcji zbiórki krwi. Zielona podstawa: okładka folderu reklamowego (w oryginale tak nie bije po oczach). Widzę, że przesadziłam z gryzmołkami. Mimo wszystkich tych zastrzeżeń bawiłam się jak dziecko i kończę z zadowoleniem.

sobota, 26 września 2009

19. Premiera

To jest moja odpowiedź na wyzwanie stąd i moja pierwsza praca tego rodzaju.
Wyzwaniem okazało się:
- wyszukanie odpowiedniego zdjęcia - na większości nie widać żadnych emocji, tylko wytresowana dziewczynka pozuje dla ukochanego Dziadka, grzeczna albo znudzona
- najłatwiejszą częścią okazał się tekst. Jak już zidentyfikowałam emocje na zdjęciu, sam się wymyślił, w dodatku w formie rymowanki
- pomysł na aranżację przyszedł wraz z poszukiwaniem materiałów do ozdoby w folderach i czasopismach (włóczkowe barwne akcenty i swetrowe chmurki. Chmurki początkowo planowałam drukowane)
- nie miałam odpowiedniego papieru. W końcu jako tło wystąpił szkolny papier kolorowy z lat 80-tych (co jeszcze kryje się w moich szafach? Ha!)
- niezgrabne łapy trzęsąco wycinały krzywulasowate litery
- i najgorsza część pracy: klejenie. Upaprałam klejem i w dodatku bezlitosny komputer pokazuje moje linie papilarne
- nie udało się uniknąć pofałdowania papieru.
Zastanawiam się ponadto, jak innym autorkom udaje się zmieścić tyle elementów, to muszą być wielkie formaty, moja kartka jak zwykła z empiku, 15 x 15 cm.
Są też sukcesy:
- wielka, wielka radość i przyjemność z tej zabawy
- duma, że sobie poradziłam
- zadowolenie z efektu plastycznego
- premiera skanerodrukarkokopiarki. Sama wybrałam, kupiłam, znalazłam transport, zainstalowałam i obsłużyłam. Gratulacje, pani Skrzatko.
- jest też korzyść, że tak powiem, globalna. Żadnego kupowania profesjonalnych materiałów, wszystko recykling: kolorowy folder z intercity, czerwone litery wycięte ze starej koperty (pewnie zostawiłam ze względu na kolor!), błękitne elementy to wewnętrzna strona zwykłej białej koperty po zaproszeniu na jakąś prezentację, na którą nie poszłam. Nieudana krzywa białobłękitna obwódka z pasty do zębów. Polak potrafi.


Na zdjęciu Skrzatka jako skrzacik nieledwie sześcioletni, w obiektywie Dziadka.


PS, czyli przypomniałam sobie: przedwczoraj Basia przyznała mi wyróżnienie. Bardzo to miłe, dziękuję, Basiu. Wstawiam liliową wstążkę na marginesie bloga.