Oto co zrobiło na mnie wielkie wrażenie:
Zostałam szczęśliwą posiadaczka magicznego pudełka. Na samym początku jego drogi, jako jedna z pierwszych, włożyłam do niego z uczuciem kilkanaście elementów mając nadzieję, że sprawią komuś przyjemność. Bardzo byłam ciekawa, czy coś przeze mnie darowanego do mnie w pudełku wróci. I... tak!
Bardzo symboliczne:
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą collage box. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą collage box. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 30 lipca 2012
środa, 28 grudnia 2011
202. Pudełko II
To już trzeci raz biorę udział w wędrującym pudełku. Moje pierwsze, a LaWendulowe trzecie, wciąż jeszcze peregrynuje po świecie. Moje drugie, a pierwsze polskie odwiedziło mnie w sierpniu, a ja czekałam na nie prawie rok od początku projektu.
Tym razem jest nas mniej i marszruta sporządzona tak, że otrzymałam przesyłkę jako czwarta, zaledwie w miesiąc po starcie. I dopiero teraz, za trzecim razem, udało mi się wybrać elementy szybko, intuicyjnie, tak, że pudełko nie spędziło u mnie nawet 24 godzin, już nazajutrz rano nadałam je do Maggie.
Należało wybrać 12 elementów i tyleż włożyć. Ja, podobnie jak moje poprzedniczki, wybrałam liczbę 13.
O ile poprzednim razem stawiałam na obrazki i napisy, teraz jest inaczej. Jest wprawdzie stare zdjęcie z lat 30., portret foczki z Helu, koktail z błon fotograficznych, dwa pozytywne napisy, ale pozostałe osiem to typowe elementy skrapowe.
Ozdoba "architektoniczna" z jakiegoś kupionego zestawu, jeden element puzzle w rozmiarze XXL i sześć wycinanek wykrojnikowych. W poprzednim pudełku właśnie takie kształty mnie zachwyciły i pomyślałam, że chętnych z pewnością będzie więcej. Starałam się powycinać je z możliwie różnych materiałów. Jest klatka z tektury falistej, motyl z szarego kartonu, latarnia z cienkiego kartonika (opakowanie od rajstop chyba), baletnica z grubszego papieru podobnego do wizytówkowego, paniusia z kartonu po soku pomarańczowym i ozdobna plakietka z nibyskóry. Przyjemna jest myśl, że komuś sprawię radość tymi wycinankami.
A oto co wybrałam:
Ptaszek i girlanda chorągiewek od Mizi, "kobiety z zasadami" od Pshoom, pozostałe zapewne z podstawowego zestawu 2:16, może też coś od Moniki, ale od dawna nie odezwała się na blogu, więc nie wiem.
Wyszło barwnie, marzycielsko, kobieco, dziecięco. Żywioł wody i powietrza, potrzebuję ich w życiu. Na obrazku nie ma jeszcze jednego elementu, bo nie był płaski, więc nie zmieścił sie na płycie skanera. Jest to nieduża kryształowa łezka z przezroczystego szkła.
A wieczorem, już po wysłaniu pudełka odkryłam na podłodze pod stołem mały bilecik, z pewnością nie z moich zbiorów i taki, którego nie wybrałabym sama. Musiał się wysunąć, gdy wyjmowałam pudełko z opakowania. Tak więc oszukałam: włożyłam 13 kawałków, a u mnie zostało 14 ;)
Labels:
collage,
collage box,
dostałam,
poszło w świat!,
zabawy blogowe
wtorek, 9 sierpnia 2011
169. Nie angielskie, nie kreolskie, ale nasze, nasze polskie...
... czarodziejskie pudełeczko kolażowe po prawie roku peregrynacji po Polsce dotarło do mnie.
A oto mój wkład:
Większość obrazków pochodzi z lokalnych trójmiejskich folderów i ulotek, teatralnych, wystawienniczych i uniwersyteckich; konstrukcja steampunkowa z ulotki zeszłorocznego bydgoskiego festiwalu camerimage. Wychodzi na to, że moje obiekty pożądania to szeroko pojęta kultura i nauka (kolorowe rybki projektu Wojtka Kołyszki stanowią znak graficzny gdańskiej translatoryki). A skoro to, co włożyłam to jest mój wkład, jak nazwać to co wyjęłam? Wykład? Odkład? Okład? :)
Z pudełka wybrałam zaś moje skrapowe obiekty pożądania, czyli 5 tekturowych wycinanek (klatkę, ramkę, koronę, motyla i tag), nie wiem jak się nazywa walizeczka na grubej folii przezroczystej, dwa stare zdjęcia, koronki papierowe i niciane, koralik-kiwi, baloniki, pozytywne pytanie i piękny etniczny wisior z muzeum w Auckland, Nowa Zelandia. Jest wykonany z jakiejś sztucznej masy (żywicy?), która bardzo szlachetnie wygląda, na kremowym tle czarne ptaszydła. Był brzydko poplamiony, ale udało się przywrócić mu stan dziewiczy przy pomocy mydła i gąbki. Btw. uprałam też dwa szmaciane elementy (których nie wybrałam), bo nie mogłam patrzeć na ich straszliwy brud. Czułam jakieś zażenowanie na myśl, że mam posłać dalej coś w takim stanie. Może po prostu przeszło przez tyle rąk, że się pobrudziło? Whatever.
A oto mój wkład:
Większość obrazków pochodzi z lokalnych trójmiejskich folderów i ulotek, teatralnych, wystawienniczych i uniwersyteckich; konstrukcja steampunkowa z ulotki zeszłorocznego bydgoskiego festiwalu camerimage. Wychodzi na to, że moje obiekty pożądania to szeroko pojęta kultura i nauka (kolorowe rybki projektu Wojtka Kołyszki stanowią znak graficzny gdańskiej translatoryki). A skoro to, co włożyłam to jest mój wkład, jak nazwać to co wyjęłam? Wykład? Odkład? Okład? :)
Z pudełka wybrałam zaś moje skrapowe obiekty pożądania, czyli 5 tekturowych wycinanek (klatkę, ramkę, koronę, motyla i tag), nie wiem jak się nazywa walizeczka na grubej folii przezroczystej, dwa stare zdjęcia, koronki papierowe i niciane, koralik-kiwi, baloniki, pozytywne pytanie i piękny etniczny wisior z muzeum w Auckland, Nowa Zelandia. Jest wykonany z jakiejś sztucznej masy (żywicy?), która bardzo szlachetnie wygląda, na kremowym tle czarne ptaszydła. Był brzydko poplamiony, ale udało się przywrócić mu stan dziewiczy przy pomocy mydła i gąbki. Btw. uprałam też dwa szmaciane elementy (których nie wybrałam), bo nie mogłam patrzeć na ich straszliwy brud. Czułam jakieś zażenowanie na myśl, że mam posłać dalej coś w takim stanie. Może po prostu przeszło przez tyle rąk, że się pobrudziło? Whatever.
Doświadczenie moje (drugie raptem, oj tam, ale zawsze) jest takie, że wybór elementów już tworzy kolaż, choć efemeryczny, bo nie sklejony (kolaż niesklejony to zdaje się oksymoron). Wygląda na to, że to co mnie uszczęśliwia to koronki, wycinanki, ozdoby, kobiecość. I podróże. I baloniki.
PS. Druga szesnaście właśnie opublikowała post o pudełku, dzięki czemu wiem, co komu zawdzięczam:
panią w kostiumie kąpielowym Gurianie,
panią na bardzo starej fotografii, ramkę i tag Michelle,
klatkę Miraq,
motyla i serwetkę Pasiakowej,
koronę i walizkę Tores.
PS 2 (20 VIII).
Wisior i koronkę nicianą zawdzięczam Karmeleiro.
Pozostałe rzeczy: koralik, baloniki, pytanie (podejrzewam 2:16) jeszcze nie wyśledzone, skąd.
Labels:
collage,
collage box,
dostałam,
poszło w świat!,
zabawy blogowe
wtorek, 25 stycznia 2011
147. Collage box # 3
Wzięłam udział w trzecim projekcie collage box na blogu LaWenduli. Dla tych, które nie słyszały: LaWendula wysyła dookoła świata (tropem osób, które zechcą wziąć udział w zabawie) pudełko z 144 skrawkami, wycinkami, obrazkami. Kolejne osoby wybierają z pudełka 12 kawałków, aby użyć ich w swoich kolażach (niekoniecznie w jednym) i w to miejsce wkładają 12 od siebie. W tej (trzeciej) edycji pudełko wyjechało od LaWenduli do Polski, gdzie odwiedziwszy kilka miejsc trafiło do mnie, a ode mnie wyjechało do UK. Oto co do niego włożyłam (a w każdym razie pierwsza dwunastka, potem dorzuciłam jeszcze kilka kawałków, bo żal mi było je sobie zostawić). 9 kawałków pochodzi z polskich ulotek, plakatów czy czasopism, jedno to stare zdjęcie ślubne, nie wiadomo czyje, a 3 z niemieckiej gazety, książki, kalendarza.
To wielka przyjemność dobierać te wycinki licząc, że kogoś w szerokim świecie zainspirują.
A oto co wyjęłam:
Na razie tylko ułożone, ale właściwie już wiele mówi. Obrazuje tęsknoty małej dziewczynki za wielkim światem, podróżami, miłością, wolnością, dorosłością.
Prawie o tym samym jest to co włożyłam do pudełka: dwie pary, ręce, koń, rower, skrzynka pocztowa, zegar, taniec, drzewo, mandala robótkowa (jest to makata patchworkowa sopockiej artystki) i, oczywiście, śmieci czyli recykling.
Labels:
collage,
collage box,
dostałam,
poszło w świat!,
zabawy blogowe
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)





