niedziela, 31 października 2010

132. Halloween czyli All Hallows' Eve

czyli wigilia wszystkich świętych pochodzi z tradycji celtyckiej. W naszych zracjonalizowanych czasach wydaje nam się, że duchów nie potrzebujemy czcić, bać się, odpędzać ich czy przekupywać. Wszystko jest okazją do zabawy, ta zaś do używania spirytualiów. A spiritus to duch :) ...
Albert Einstein i inne wspaniale rzeźbione halloweenowe dynie na stronie: http://www.pumpkingutter.com/.

czwartek, 28 października 2010

131. Byłam na wernisażu



wystawy plakatów, rysunków i fotografii (których jest modelem, nie autorem) legendy polskiego plakatu Henryka Tomaszewskiego (1914-2005). Jestem pod wrażeniem różnorodności, myślenia skrótem, dowcipu, wreszcie młodzieńczości prac powstałych w późnym wieku twórcy polskiej szkoły plakatu. Powyżej plakat 77-letniego artysty, graficzne przedstawienie słowa LOVE, pełne erotyzmu i dowcipu. Niedawno Agnieszka Anna zaproponowała wyzwanie liternicze. Uczmy się od mistrza!

Wystawa w Państwowej Galerii Sztuki w Sopocie od dziś do 16 stycznia 2011 r. Potem będzie prezentowana w Toruniu, Łodzi i Katowicach.

środa, 27 października 2010

130. Tytuł jako ćwiczenie ortograficzne: róża żółta.

W kawiarence "Sułtan"
przed panią róża żółta,
a obok pan, co miał
tę różę i pani dał...
- śpiewała Kalina Jędrusik u Starszych Panów.
Dawno nie było przechwałek lumpeksowych. Pomyśleć, że jakaś H (Helena? Heidi? Hanna? Herta? Halszka? Hedda? Hortensja? Hilda? Hermiona? Honoratka?) utkała misternie z cienkich wełnianych nici mały, 14x15 cm, obrazek z różą i już go nie chciała! Może zresztą był to on (Henryk? Hugo? Herman? Hipolit? Hubert? Hadrian? Heliodor? Hiacynt? Hilary? Herbert?). Z zesłania dla rzeczy niechcianych wyzwoliła go zaprzyjaźniona plastyczka i pokazała na swoich miniwarsztatach tkackich. Na mój szczery zachwyt po prostu mi go podarowała.
Kto by go nie pożądał, niech pierwszy rzuci kamień.

(Zaś mój minigobelin z tychże warsztatów, nazwany czule kulfonem, w który oprócz włóczki wplotłam stare sznurowadła i sznurki trafił na aukcję charytatywną i poszedł za całe 20 zł! Równo 5 lat temu. Zdjęcia brak. Ot, czcze przechwałki).

poniedziałek, 25 października 2010

129. Jesienią...

za latem...

128. Na pulpicie

Odpowiedź na pytanie Bosego Antka. W pracy: cień dziewczynki z balonikami jako wyraz tęsknoty za lekkością, radością, beztroską zabawą dziecięcą i przeciwwaga dla ciężkiej powagi codzienności. OK, nie zawsze ciężko, nie zawsze poważnie. Na szczęście.

niedziela, 24 października 2010

127. Ptaszek

"Ptaszek może być ulepiony, uszyty, ufilcowany, namalowany" - zachęca piaskownica. Mój nie spełnia warunku "ręką czyny": jest uformowany z kawałka drewna przez morskie fale.

czwartek, 21 października 2010

126. Nie umiem robić zdjęć, i co z tego...

... skoro inni robią je świetnie, dobrze lub przynajmniej znośnie :)
Zajrzałam dziś na fotograficznego bloga Duś przyciągnięta tytułem posta "Sopocki płotek". Wchodzę i... znam to miejsce. Nie dowierzam. Ale przecież codziennie tędy przechodzę. Łapię zatem za aparat i:
A to Dusiowa fotografia:
i jeszcze z kawałkiem budynku i złamaną lilijką u mnie:
 
i u Duś, w pełni słońca i w dodatku z rudzikiem. Chyba tylko raz go widziałam na żywo:
A to historia!

wtorek, 19 października 2010

125. Różowy - dzień podsumowania

Temat raka piersi na naszych oczach powoli przestaje być tabu. W wielu miejscach Internetu zachęca się do profilaktyki, liczne rękodzielniczki ofiarowały swoje różowe wytwory na loterię w intencji rozszerzania świadomości. Spotkałam się jednak również z apelem, by zamiast obdarowywać się nawzajem, dać nasze dzieła na jakiś dobry cel, np. dla chorych dzieci.
Cóż, potrzebujących będziemy mieć zawsze i może i takiemu celowi się oddamy. Na razie jest różowa akcja, jeśli kojarzy się z zabawą, przyjemnością to i dobrze, niech humor podnosi nas na duchu, gdy mierzymy się z najtrudniejszymi życiowymi zadaniami.
W różowowstążkowym candy komentarze zostawiły i różowe dzieła stworzyły:
1. Szarlotek (http://cukierniczekreacje.blox.pl/html), autorka słodkiego bloga. Wśród licznych różowych deserów, niektórych bardzo wyszukanych (np. biała czekolada z różowym pieprzem!) urzekł mnie taki drobiazg galanteryjny: chipsy rabarbarowe:
2. Kardamonowa (http://kardamonowa.blox.pl/), najpierw wykonała cztery prace pod hasłem "Róż i już", a potem jeszcze różowy notes z moją ulubioną mądrością (mam nawet zielony kubek z różowym słoniem i napisem "słonia zjada się po kawałku"). Taki właśnie ma sens ta akcja, po trochu, po kawałku, kiedyś się tego słonia zje...
3. Kasia (http://sweetheartpl.blogspot.com/). Najpierw różowa broszka z przejrzystej organzy, a następnie te delikatne ślubne kolczyki z różowymi swarkami:
Kasia natchnęła mnie w zeszłym roku, żeby patronem candy był różowy słoń  i...
4. ... i Basia, Dama z Cygarem (http://barbaratoja.blogspot.com/) wyszyła cztery różowe słoniki na swoim biscornu. A podobno nie miała czasu :)
5. Ines (http://ineskowo.blogspot.com/) zrobiła frywolitkową zakładkę, którą można też nosić jako bransoletkę i ofiarowała ją w swoim candy, które właśnie dobiega końca oraz frywolitkowe serduszko, którego pokazaniu nie oparłam się:
6. i, last but not least, Cynka (http://cynkowepoletko.blogspot.com/) z zapałem włączyła się do różowego tygodnia hojnie ofiarowując przez osiem dni pakieciki złożone z różowej broszki i tagu z nowonarodzoną Wenus i codziennie inną inskrypcją. Przy piątym dniu nie wytrzymałam i też wzięłam udział w losowaniu poniższego zestawu:
Kolejne inskrypcje na tagach to: 1. wszystko dobrze, 2. motywem miłość, 3. właśnie teraz, 4. czekać? Na co czekać? 5. O siebie, teraz, 6. właśnie nie kto inny, 7. więc? 8. żeby otworzyły się drzwi. Gdyby tak zrobić z nich rozsypankę i wybrać losowo dowolne trzy za każdym razem otrzymamy inne haiku, np.
czekać? na co czekać?
żeby otworzyły się drzwi
więc?
albo
o siebie, teraz
właśnie nie kto inny
właśnie teraz
To drugie nawiązuje do mojego ulubionego angielskiego powiedzenia: jeśli nie ja to kto, jeśli nie teraz to kiedy?
Cynka zaimponowała mi już rok temu swoją odpowiedzią na różowy tydzień i mam jej motywator od tamtej pory w zakładkach.
Jedną z kategorii w różowym candy była opowieść. Uznaję, że prace Cynki wpisują się (od zawsze zresztą) w kategorię "słowo", więc przyznaję Ci, Cynko, nagrodę w tej kategorii.
Zgodnie z zapowiedzią powinnam wylosować teraz jeszcze dwie uczestniczki, ale... była nas taka mała  grupka, więc każdej uczestniczce wyślę jakąś niewielką nagródkę, zgodnie z charakterem tego bloga, coś małego, z drugiej ręki, jakiś nikomu niepotrzebny szpargał, ale może przyda się :)))
Proszę zatem o adresy: skrzat.ka małpa wp.pl.

niedziela, 17 października 2010

124. Różowy - dzień siódmy

Za ten obrazek i hasła na nim posypały się gromy na głowę autorki. Ja cieszę się z każdej formy przypominania i uświadamiania, nie mam nic przeciwko użytym słowom ani rzekomo antyfeministycznemu hasłu.

sobota, 16 października 2010

123. Różowy - dzień szósty




Teren prywatny.
Wstęp wzbroniony.




Kartka z różowego kartonu,
zdjęcie z gazety,
serduszka z opakowania ciasteczek.

piątek, 15 października 2010

122. Różowy - dzień piąty

Trzymaj
się,
stara!

Rewers niebieskiej, kolejne próby postarzania: wielokrotne malowanie i przecieranie, tuszowanie, i znów przecieranie. Czemu nie w różu?

czwartek, 14 października 2010

121. Różowy - dzień czwarty

czułe punkty
zaskakujący
instynkt
Żyj
Na wyciągnięcie ręki masz
Zrób to
Jest wiele powodów
Kolaż z październikowego numeru magazynu Kmag. Nie wyszła różowość chmurki, serca i wstążki, blady, pewnie dlatego, że papier jest bardzo błyszczący.

środa, 13 października 2010

120. Różowy - dzień trzeci

 Baba
wraca
do formy
Kartka sprzed roku, przywołana w komentarzu przez Cynkę. Historia wtedy opisana znalazła swój happy end. Ara jest w znakomitej formie, a włosy odrosły gęstsze niż były. Notabene, Cynka codziennie rozdaje różowe broszki i tagi z nowonarodzoną Wenus, biegnijcie się zapisać. Ja swoją cynkoszkę noszę jak medal :)

wtorek, 12 października 2010

119. Różowy - dzień drugi

Podziwiam
Twoją formę,
Babo!
 Kartka dla Basi z zeszłorocznego różowego tygodnia.
Dziwnym trafem nie pokazałam jej na blogu.

poniedziałek, 11 października 2010

118. Różowy - dzień pierwszy

Czy
 cieszy
 cię
 dbanie
 o
 siebie?

niedziela, 10 października 2010

117. Nie bój się nieudanego

Jak wielki musi być lęk, by na maluchu 10 x 10 cm cztery razy zaapelować "nie bój się"?

Karton szary, niebieska, żółta i zielona farba do malowania rękami, stempel ornamentowy i róża bez łodyżki, czarny i szary tusz, czarny cienkopis. Za radą Kasi Szkieukowej niewyschnięta jeszcze farba przetarta kartą plastikową.

Kojarzy mi się z wyglądem Ziemi z kosmosu. Błękitna planeta, lęku pełna.

środa, 6 października 2010

116. Odnaleziona fotografia. Jesienne melancholijne snuje

Pyzata buzia bez makijażu, gładka fryzura, szyte w domu ubranie, na szyi łańcuszek z medalikiem skrytym za brzegiem dekoltu. Jedyny znak próżności: ogromna, ciemna kokarda we włosach. 1 czerwca 1924 r.
Moja Babcia, lat 17 i pół, zadedykowała to zdjęcie swojemu przyszłemu mężowi, mojemu Dziadkowi. Ślub odbędzie się za trzy lata, za cztery i pół roku urodzi się ich jedyne dziecko, skrzacia Matka. Czy już to wiedzą, przeczuwają, pragną? Jak się spotkali? W tamtym małym mieście podobno wszyscy się wtedy znali z widzenia. Po latach Dziadek wspominał z nieustającym zdumieniem: ona, taka ładna, i chciała mnie, brzydkiego. Wtedy napisał dla niej wiersz. Spisałam go, gdy jeszcze oboje żyli, miałam może 13 lat, zadeklamował go kiedyś w przypływie rozrzewnienia. Nie wiem, czy i gdzie go mam. Pamiętam tylko dwa pierwsze wersy:
Ach, wzleć, skowronku, ponad Tatrów szczyty,
wysoko, wysoko w chmurach ukryty...
I dalej coś, żeby zaniósł ptaszek ukochanej, co? wyrazy miłości? Zapewne, nie pamiętam. Dziadek swój utwór (prawdopodobnie jedyny) zapamiętał na całe życie.
Skąd to zdjęcie znalazło się w domu mojej Chrzestnej, szwagierki adresata dedykacji? Tam je znalazłam po Jej śmierci, Dziadek już wtedy nie żył od 19 lat. Pytania, na które już nikt nie odpowie. Jedno jest pewne: z Niej i z Niego jestem w jednej ćwierci.

Archiwum bloga